60 — tyle dni w minionym roku spędził za granicą węgierski przywódca. Wyliczenie przeprowadził brytyjski dziennik „The Guardian” na podstawie zapisów w mediach społecznościowych. Chiny, Azerbejdżan, Egipt, Turkmenistan, Katar, Turcja — wśród celów podróży Orbána znajduje się wiele krajów, które z liberalną demokracją wiele wspólnego nie mają. 

Po części to wynik bojkotowania przez unijnych przywódców polityka, który od kilkunastu lat buduje coraz bardziej autorytarny reżim w środku Unii, blokuje pomoc europejską dla Węgier i nie chce, aby Szwecja przystąpiła do NATO. W towarzystwie Władimira Putin czy Xi Jinpinga czuje się za to jak gwiazda. Może liczyć na wsparcie finansowe, z którego nie będzie musiał się rozliczyć. Taki wybór partnerów ma też wynikać z przekonania Orbána, że przyszłość należy do krajów Ameryki Łacińskiej czy Azji, a nie Europy.

Wszyscy goście Viktora Orbána

Ale także w Budapeszcie premier Węgier chętnie przyjmuje wysłanników Kirgistanu, Tanzanii, Jordanii, Chin czy Turcji. Jak podkreśla „Guardian”, nie cofa się nawet przed zaproszeniem osób ściganych międzynarodowymi sankcjami, jak przywódca bośniackich Serbów Milorad Dodik czy szef rosyjskiego Tatarstanu Rustam Minnichanow.

Czytaj więcej

Węgry pozostaną bez pieniędzy. „Za długo byliśmy mili, z Orbánem trzeba grać twardo”

Gdy już spotyka się z wysłannikami z zachodniej Europy, to przeważnie tymi rodem ze skrajnej prawicy. Jego gościem była więc w minionym roku liderka Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, premier Włoch i szefowa skrajnie prawicowych Braci Włochów Giorgia Meloni, przywódca post-frankistowskiego Vox Santiago Abascal czy Herbert Kickl, przywódca radykalnie prawicowej Partii Wolności.

Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że Orbán chciał także pojawić się w Polsce, aby wesprzeć kampanię wyborczą PiS. Spotkał się jednak z odmową Jarosława Kaczyńskiego z uwagi na prorosyjską politykę prowadzoną przez węgierski Fidesz.