60 — tyle dni w minionym roku spędził za granicą węgierski przywódca. Wyliczenie przeprowadził brytyjski dziennik „The Guardian” na podstawie zapisów w mediach społecznościowych. Chiny, Azerbejdżan, Egipt, Turkmenistan, Katar, Turcja — wśród celów podróży Orbána znajduje się wiele krajów, które z liberalną demokracją wiele wspólnego nie mają.
Po części to wynik bojkotowania przez unijnych przywódców polityka, który od kilkunastu lat buduje coraz bardziej autorytarny reżim w środku Unii, blokuje pomoc europejską dla Węgier i nie chce, aby Szwecja przystąpiła do NATO. W towarzystwie Władimira Putin czy Xi Jinpinga czuje się za to jak gwiazda. Może liczyć na wsparcie finansowe, z którego nie będzie musiał się rozliczyć. Taki wybór partnerów ma też wynikać z przekonania Orbána, że przyszłość należy do krajów Ameryki Łacińskiej czy Azji, a nie Europy.