Wydłużoną godzinę policyjną potraktowałem poważnie. Ograniczam się do wychodzenia przed drzwi pensjonatu, w którym mieszkam w samym centrum stolicy. I patrzę.
Na pustej ulicy pojawia się mężczyzna w średnim wieku. Po chwili u jego boku jest samochód policyjny na sygnale. Jeden funkcjonariusz wycelowuje automat, drugi pokrzykuje, by pokazał dokumenty. Podjeżdża też nieoznakowany samochód z trójką mężczyzn w cywilu. Pytają policjantów, czy potrzebna pomoc? – Wszystko sprawdzone. Nie ma niebezpieczeństwa. To swój. Mężczyzna nie wytrzymał w zamknięciu, wyszedł na spacer.