W sierpniu ubiegłego roku po raz pierwszy za rządów Aleksandra Łukaszenki na Białorusi rozpoczęły się masowe strajki. Nie trwały jednak długo, robotnicy szybko wrócili do pracy. Dlaczego się nie udało?
Nie mieliśmy żadnej organizacji. Coś podobnego było niegdyś na początku strajków w Polsce. Władze miały wystarczająco sił i środków, by to wszystko stłamsić. Nikt nie przygotowywał się do strajków. Robotnicy nie wiedzieli, co robić i jak się zachowywać. Trwały protesty powyborcze, ale panowała dezorientacja, nikt nie wiedział, którędy iść.