Reklama

Irak. Wojna, która podcięła potęgę Ameryki

Do końca roku Amerykanie wycofają jednostki bojowe z Iraku – ogłosił prezydent Joe Biden po spotkaniu z premierem Mustafą Kazimim. Zakładaną 18 lat temu misję Stanom udało się wypełnić tylko w małej części.
Przyjacielska atmosfera w Białym Domu; iracki premier Mustafa Kazimi (z lewej) i prezydent Joe Biden

Przyjacielska atmosfera w Białym Domu; iracki premier Mustafa Kazimi (z lewej) i prezydent Joe Biden

Foto: AFP

W odstępie zaledwie kilku tygodni amerykański przywódca zapowiedział zakończenie dwóch „odwiecznych" konfliktów. Interwencje USA w Afganistanie i Iraku zasadniczo się jednak różnią. Pierwsza była „legalna": wydała na nią zgodę Rada Bezpieczeństwa ONZ. Zrozumiały był też jej powód: Talibowie dali gościnę Al-Kaidzie, która dopuściła się zamachów na Nowy Jork i Waszyngton w 11 września 2001 r.

Uderzenie na Irak od początku było zaś „splamione" kłamstwami. Niedawno zmarły sekretarz obrony Donald Rumsfeld zapewniał, że dysponuje „niezaprzeczalnymi" dowodami na związek Saddama Husajna z przywódcą Al-Kaidy Bin Ladenem. Ale takich nie miał. Podobnie jak nie było dowodów, że iracki dyktator posiada broń masowego rażenia. Chodziło jednak o to, aby przekonać do wojny sceptyczną amerykańską opinię publiczną. Nie udało się to jednak na poziomie międzynarodowym. Przeciwko konfliktowi opowiedzieli się ówcześni przywódcy Francji i Niemiec – prezydent Jacques Chirac i kanclerz Gerhard Schröder – wywołując największy kryzys w stosunkach transatlantyckich od II wojny światowej. Amerykanom nie udało się też zdobyć poparcia Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama