Anat Kam ma 23 lata i jest niezależną reporterką. Podczas zakończonej niedawno służby wojskowej miała wejść w posiadanie dokumentów dotyczących niezgodnego z prawem eliminowania palestyńskich radykałów przez wojsko. Żołnierze mogą zastrzelić poszukiwanego Palestyńczyka dopiero wtedy, gdy nie powiedzie się próba jego aresztowania. W kilku przypadkach ten wymóg został jednak pominięty.
Kam przekazała dokumenty gazecie „Haarec”, która opisała bulwersującą sprawę. W grudniu, gdy władze odkryły źródło przecieku, dziewczyna została umieszczona w „tajnym areszcie domowym”. Jej rodzina, adwokat i przyjaciele dostali surowy zakaz rozmawiania z mediami, którym izraelska cenzura wojskowa zabroniła otwarcie pisać o całej sprawie.
Media muszą używać określenia „afera związana z kwestią bezpieczeństwa”, a wszelkie konkretne wzmianki o Anat Kam (prokuratura żąda dla niej 14 lat więzienia za szpiegostwo) czy sprawie, której dotyczyły dokumenty, były wykreślane z łam gazet lub wycinane z audycji. Sprawa była natomiast szeroko i ze szczegółami omawiana przez media zagraniczne.
Działania cenzury wywołały w Izraelu dyskusję o wolności słowa. Judith Miller, była dziennikarka gazety „New York Times”, uznała, że „Izrael zmierza do wprowadzenia cenzury w stylu Iranu”. Szefowa izraelskiej Rady Prasowej Dalia Dorner uważa, że „zakaz pisania o sprawie, o której wie cały świat, jest całkowicie bezpodstawny”. Dziennik „Haarec” – którego reporter napisał tekst oparty na dokumentach Kam – zaskarżył zakaz. Reporter do dziś ukrywa się za granicą.
Redakcję „Haarec” poparły Rada Prasowa i wiele innych organizacji broniących wolności słowa. Wreszcie wczoraj izraelskie władze ugięły się pod presją i odwołały decyzję.