Reklama

W Izraelu witano Busha jak starego przyjaciela, w Autonomii Palestyńskiej nie może na to liczyć

Bush chce zakończyć prezydenturę wielkim międzynarodowym sukcesem. Czy uda mu się pogodzić Palestyńczyków z Izraelczykami?
Prezydent USA George W. Bush i prezydent Izraela Szimon Peres

Prezydent USA George W. Bush i prezydent Izraela Szimon Peres

Foto: AFP

George’a W. Busha, który z oficjalną wizytą do Izraela przyjechał pierwszy raz, witano z wielką pompą. Na przykrytej czerwonym dywanem płycie lotniska w Tel Awiwie czekali na niego prezydent Szimon Peres, premier Ehud Olmert wraz ze wszystkimi ministrami swojego gabinetu, czołowi rabini i inni najwyżsi dygnitarze.

– Okazał pan zrozumienie dla wyzwań stojących przed Izraelem w tym niespokojnym regionie i angażował się w sprawy naszego bezpieczeństwa narodowego. Jest pan naszym najsilniejszym i najbardziej zaufanym sojusznikiem – powiedział Olmert, ściskając rękę gościa.

Niezwykle popularny w Izraelu Bush przemawiał w podobnym tonie. – Nikomu nie uda się zniszczyć sojuszu między narodami. Musimy walczyć z terrorystami, ludźmi, którzy w imię politycznych celów mordują niewinnych – mówił amerykański prezydent.

W jego izraelskich wystąpieniach najczęściej przewijało się słowo „pokój”. Taki też jest oficjalny cel wizyty: „nadanie dynamiki izraelsko-palestyńskim rozmowom pokojowym”. Rozmowom, które zapoczątkował zorganizowany przez Busha listopadowy szczyt w Annapolis w stanie Maryland.

– Stoimy przed nową szansą na pokój na Bliskim Wschodzie. Przybyłem tu z wielkimi nadziejami. Rolą Ameryki będzie patronat nad wizją pokoju. Rolą izraelskich i palestyńskich przywódców – ciężka praca, niezbędna aby tę wizję zrealizować – oświadczył amerykański prezydent.

Reklama
Reklama

Obie strony zrobiły już gest dobrej woli i zapowiedziały, że są gotowe do podjęcia bezpośrednich negocjacji dotyczących podstawowych problemów. Ustalenia przebiegu granicy między Izraelem a przyszłym państwem palestyńskim oraz rozstrzygnięcia kwestii ostatecznego statusu Jerozolimy.

Dziś George W. Bush uda się na teren Autonomii Palestyńskiej, gdzie spotka się z prezydentem Mahmudem Abbasem. Tam jednak, w przeciwieństwie do Izraela, zostanie przyjęty z mieszanymi uczuciami. Przeciwko jego wizycie zaprotestował już Hamas, uznawany przez UE i USA za organizację terrorystyczną.

Podczas pobytu na Bliskim Wschodzie amerykański prezydent nie tylko będzie prowadził rozmowy polityczne. Jako praktykujący chrześcijanin odwiedzi święte miejsca – z Bazyliką Grobu Świętego na jerozolimskim Starym Mieście na czele.

Amerykańskiemu prezydentowi towarzyszy armia doradców, ochroniarzy, a nawet kucharzy, którzy będą przygotowywać mu posiłki w ekskluzywnym hotelu King David w Jerozolimie. Jak podał dziennik „Haarec”, prezydencka świta zarezerwowała tysiąc pokojów w różnych hotelach na terenie miasta. Aby uhonorować Busha, rada miejska kazała zgasić sztuczną iluminację murów Starego Miasta, aby prezydent mógł się napawać widokiem starożytnych murów skąpanych w świetle księżyca.

Nikt nie wie, po co tak naprawdę Bush tutaj przyjechał. Choć stale mówi o pokoju, nie robi nic, żeby faktycznie pomóc go zaprowadzić. Powinien wymóc na Izraelu natychmiastowe wstrzymanie rozbudowy osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu, a na Palestyńczykach położenie kresu terrorowi. I następnie zmusić obie strony do podjęcia konkretnych negocjacji. On tymczasem głównie uśmiecha się do kamer, odwiedza święte miejsca i wygłasza frazesy. Oglądałem program jego wizyty. Bardzo dużo ceremoniału, bardzo mało spotkań i rozmów. To najlepiej oddaje wagę tego wydarzenia. On chyba sam nie wierzy, że może w czymkolwiek pomóc.

—not. p.z.

Reklama
Reklama

Wizyta prezydenta USA to chyba jakiś żart. Dzisiaj organizujemy w Ramalli demonstrację przeciwko niemu. Nie chcemy go tutaj. Bush mówi o pokoju, ale jest człowiekiem wojny. To przez niego zginęło milion Irakijczyków, to przez niego cierpią Afgańczycy i Palestyńczycy. On zawsze bowiem popierał izraelską politykę apartheidu i brutalne akty terroru popełniane wobec narodu palestyńskiego. Teraz boi się, że historia zapamięta go jako zbrodniarza i stara się naprawić reputację negocjując „pokój” na Bliskim Wschodzie. Chce obmyć w ten sposób unurzane we krwi ręce. Zależy mu tylko na własnym interesie, a problemy naszego narodu lekceważy. Porozumienie pokojowe pod auspicjami tego człowieka jest więc niemożliwe.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1465
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Świat
Sondaż: Czesi najbardziej ufają Polsce. Jesteśmy kluczowym sojusznikiem
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1464
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Świat
„Rzecz w tym”: Rosyjska „strefa komfortu”. Co wiemy o Rosjanach?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama