Oddała hołd ofiarom Holokaustu. Przemawiała po niemiecku w kraju, w którym jest to język ojczysty 250 tys. obywateli, ale gdzie wszystko co niemieckie było przez powojenne dziesięciolecia dowodem na istnienie szatana.
Dziś jest inaczej. Instytut Goethego szturmują młodzi Izraelczycy. Uczą się z zapałem języka, w którym spisane zostały ustawy norymberskie, wstęp do Holokaustu. 63 lata po tym, jak przestały dymić kominy Auschwitz, Niemcy są drugim po USA sojusznikiem i przyjacielem Izraela. Premier Ehud Olmert podkreślał to na każdym kroku.
Witając Angelę Merkel na lotnisku w Tel Awiwie, organizując pierwsze w historii wspólne posiedzenie przedstawicieli rządów obu krajów i dbając o to, by Kneset umożliwił pierwszy raz wystąpienie na tym forum szefowi obcego rządu. Zaszczytu tego dostąpiła właśnie kanclerz Merkel.
Niemcy nie mają dobrej prasy w Izraelu. Kraj sprawców Holokaustu pojawia się w mediach najczęściej w kontekście rasistowskich i antysemickich ekscesów.
– Niemcy popełniają kardynalny błąd, utwierdzając się w przekonaniu, że bez Holokaustu nie byłoby państwa Izrael – twierdzi Daniel Dagan, korespondent izraelskich mediów w Berlinie. – Holokaust był jednym z ważnych elementów prowadzących do żydowskiej państwowości, ale niejedynym. Ważne jest to, że można dziś mówić o pojednaniu niemiecko-izraelskim – przekonuje Patrick Müller, politolog.