Choć Hamdan przebywa w amerykańskim więzieniu na Kubie od 2002 roku, rozprawa zaczęła się dopiero dwa tygodnie temu. Proces odbył się jednak w ekspresowym tempie. Nad wyrokiem sędziowie debatowali trzy dni. Był to pierwszy od drugiej wojny światowej proces o zbrodnie wojenne przed amerykańskim trybunałem.
Sześciu amerykańskich wojskowych doszło do porozumienia, ale ich werdykt poznamy prawdopodobnie dopiero dziś. Wczoraj orzekli jedynie, że uznają Hamdana za winnego wspierania terroryzmu. Za to grozi mu dożywocie. Oczyścili go za to ze znacznie poważniejszego zarzutu o konspirację, czyli współudział w przygotowaniach do zamachu z 11 września 2001 roku. – Miał sprawiedliwy proces – skomentował natychmiast Biały Dom.
Hamdan słuchał sędziego i płakał. Co chwila ukrywał twarz w dłoniach. Wcześniej prokurator mówił o nim: „jeden z najgorszych pachołków bin Ladena“.
– On jest bojownikiem al Kaidy. Zranił świat podobnie jak ludzie, z którymi pracował – mówił John Murphy, prokurator z Departamentu Sprawiedliwości USA. Obrona próbowała tłumaczyć, że jako kierowca bin Ladena był tylko pionkiem i nie brał udziału w zamachach. – Któregoś dnia schwytamy i zabijemy Osamę bin Ladena. Nie powinniśmy karać dziś kierowcy za zbrodnie, które popełnił generał – argumentował adwokat z urzędu Brian Mizer.
40 lat i pochodzi z Jemenu. Jedną czwartą życia poświęcił bin Ladenowi. Lada dzień w amerykańskich księgarniach pojawi się książka poświęcona jego osobie. Jak pisze jej autor Jonathan Mahler, Hamdan został zwerbowany do al Kaidy w 1996 roku. Pracował wtedy jako kierowca taksówki w stolicy Jemenu Sanie i prowadził skromne życie. Dał się jednak skusić na wyjazd z 35 islamistami do Tadżykistanu, a potem do Afganistanu, gdzie szybko zyskał zaufanie bin Ladena i został jego osobistym szoferem. W ręce Amerykanów wpadł w listopadzie 2001 roku. Za pięć tysięcy dolarów wydali go sami Afgańczycy. Pół roku był przetrzymywany w amerykańskiej bazie Bagram pod Kabulem. Potem trafił do Guantanamo.