Reporter wpływowej ogólnorosyjskiej gazety wracał do domu po północy z piątku na sobotę. Przed wejściem do jego domu przy ulicy Piatnickiej w centrum Moskwy czekali na niego dwaj mężczyźni. Dla niepoznaki trzymali kwiaty. Gdy Kaszyn się zbliżył, zaatakowali. Prawdopodobnie rurą.
Ciężko pobity, z połamanymi kośćmi nóg, dłoni, szczęki oraz – według niektórych źródeł – poważnym urazem czaszki dziennikarz trafił do szpitala. Został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, w którym miał pozostać do dziś. Lekarze oceniają jego stan jako ciężki. Błyskawicznie zareagował prezydent Dmitrij Miedwiediew, wzywając do „znalezienia i ukarania winnych”. W prokuraturze zapanowało poruszenie, „na odcinek” rzucono najlepszych śledczych.
Ale koledzy Kaszyna, całe środowisko dziennikarskie i obrońcy praw człowieka są pesymistami. Podobne deklaracje padały po innych głośnych atakach na ludzi mediów, które w Rosji zdarzają się coraz częściej. Ale do dziś nie znaleziono zleceniodawców zabójstwa Anny Politkowskiej z „Nowej Gaziety” i Natalii Estemirowej czy ataku na Michaiła Bekietowa z podmoskiewskich Chimek, który przeżył, ale jest inwalidą. Przez cały weekend dziennikarze i opozycjoniści wymieniali się w jednoosobowych pikietach pod moskiewską siedzibą milicji.
Śledczy badają wszelkie wersje, ale mało kto ma wątpliwości, że atak był związany z pracą reportera. Kaszyn zajmował się m.in. kremlowskimi młodzieżówkami. Jedna z nich – Mołodaja Gwardia, nazwała go na swojej stronie internetowej wrogiem narodu, groziła, że „zostanie ukarany”. Gromy spadły na niego po tym, jak w swoim blogu opowiedział się po stronie radykalnych działaczy w obronie lasu w podmoskiewskich Chimkach wycinanego pod budowę autostrady. Zdaniem ekologów – nielegalnie. Mołodaja Gwardia, która w sierpniu ostro go atakowała, w sobotę potępiła atak na dziennikarza.
Kaszyn odważnie komentował problemy społeczne, krytykował władze. Ale były to raczej spory publicystyczne. Nie był dziennikarzem śledczym, nie walczył „na pierwszej linii frontu” jak Politkowska czy Estemirowa. – Był po prostu solidnym, uczciwym reporterem. Otwarcie i głośno wypowiadał swoje zdanie, ale to nie jest typ, który szuka guza – mówili jego szefowie.