Spotkanie było niemal wyłącznie poświęcone tematom gospodarczym, ale – jak twierdzili obserwatorzy – Dmitrij Miedwiediew i Wiktor Janukowycz rozmawiali także o losie Julii Tymoszenko. Była premier została aresztowana tydzień temu przez kijowski sąd, co krytykują nie tylko państwa zachodnie, ale i Rosja. Zapewne nieprzypadkowo w dniu rozpoczęcia rozmów Janukowycz-Miedwiediew służby prasowe tego pierwszego opublikowały odpowiedź na  list prezydenta Czech Vaclava Klausa, który domagał się wyjaśnień w sprawie aresztowania Tymoszenko. Prezydent Ukrainy odpowiedział, że nie będzie wpływał na działania niezawisłego sądu. Niemniej jednak, według deputowanego z bloku Julii Tymoszenko Andrija Pawłowskiego, zdecydowany nacisk Kremla zmusiłby władze w Kijowie do zwolnienia byłej premier. – Oligarchiczne otoczenie Janukowycza otrzymuje od Rosji gaz za pół ceny, po cenach dumpingowych odsprzedaje go w Europie i czerpie z tego zysk, zależy więc totalnie od Rosji. Jeśli Moskwa zajmie trochę twardsze stanowisko, Tymoszenko wyjdzie na wolność następnego dnia – powiedział Pawłowski.

Proces Tymoszenko Rosjanie odbierają jako element szantażu, który ma skłonić władze na Kremlu do ustępstw w sprawie gazu. – Obecna sytuacja na Ukrainie jest na rękę Rosji. Ponieważ Janukowycz znalazł się w położeniu, w którym nie był jeszcze żaden ukraiński przywódca: drzwi przed nim zamknęła zarówno Rosja, jak i Zachód. Czy ma wyjście? Musi dołożyć starań, by procesy zachodzące na Ukrainie odpowiadały jej kursowi na integrację europejską – mówi „Rz" Serhij Sołodki, zastępca szefa Instytutu Polityki Światowej w Kijowie.

Pytany, czy stosunki Ukrainy z Rosją się zmienią, odpowiada, że już się zmieniły. – Miodowy miesiąc skończył się po podpisaniu porozumienia w Charkowie dotyczącego stacjonowania rosyjskiej floty czarnomorskiej na Krymie – mówi. Rok temu osiągnięto tam porozumienie o przedłużeniu stacjonowania rosyjskich okrętów w Sewastopolu. W zamian Ukraina uzyskała zniżki ceny otrzymywanego z Rosji gazu. Potem jednak Kijów nie podchwycił propozycji integracji gospodarczej (chodziło o wejście Ukrainy do unii celnej, łączącej Rosję, Białoruś i Kazachstan). Zaczął też kwestionować w całości wiążące oba państwa gazowe porozumienie z 2009 roku, podpisane przez rząd Tymoszenko.

Już 24 maja w czasie spotkania z kierownictwem Gazpromu Janukowycz stwierdził, że porozumienie to jest niekorzystne dla Kijowa. Jego zdaniem cena gazu jest dla jego kraju zbyt wysoka. Ukraina znajduje się bowiem bliżej Rosji niż państwa Europy Zachodniej. Biorąc pod  uwagę niższe koszty przesyłu, cena kupowanego przez Ukrainę gazu powinna być znacznie niższa niż płacona przez Unię.

Strona rosyjska dawała do  zrozumienia, że zmniejszyć cenę gazu może tylko wejście Kijowa do unii celnej, lub zgoda na połączenie ukraińskiego Naftohazu z rosyjskim Gazpromem. Zapewne o to chodziło Miedwiediewowi, gdy przed rozpoczęciem czwartkowych rozmów mówił, że jednym z ich tematów ma być udział Ukrainy w „przedsięwzięciach integracyjnych, w przestrzeni poradzieckiej".