– To oznacza, że Izraelczycy wciąż chcą mnie jako premiera – skomentował wyniki Netanjahu. Jednak zwycięstwo jego Likudu, występującego po raz pierwszy w sojuszu ze skrajnie nacjonalistycznym Naszym Domem Izraelem, nie jest przygniatające. Według exit polls ten sojusz zdobył 31 mandatów w 120-miejscowym Knesecie. To o 11 mniej niż miał.

Największą niespodziankę sprawiła centrowa i świecka partia Jesz Atid (Jest przyszłość), która powstała w zeszłym roku. Na jej czele stoi 49-letni Jair Lapid, który już jest określany mianem głównego gracza izraelskiej sceny politycznej. Był jednym z najbardziej znanych dziennikarzy w tym kraju, prowadził programy w najważniejszych kanałach telewizyjnych, pisał książki.

Lapid nie wykluczał w kampanii udziału w rządzie Netanjahu, ale stawiał trudny do spełnienia warunek: równości obywateli wobec armii, edukacji i zatrudnienia. Oznacza to, że pozbawieni przywilejów byliby ortodoksyjni Żydzi, których partie to naturalni sojusznicy Likudu. Musieliby odbywać służbę wojskową.

Trzecie miejsce zajęła centrolewicowa Partia Pracy (17 miejsc), a czwarte skrajnie nacjonalistyczny Żydowski Dom (12) wspierający osadników żydowskich i odmawiający Palestyńczykom prawa do państwa.

Netanjahu chce tworzyć koalicję "tak szybko, jak to możliwe"

Netanjahu ogłosił też na Facebooku, że wyniki świadczą o tym, że Izraelczycy oczekują od niego stworzenia tak szerokiego rządu, jak to tylko możliwe. To zapewne znaczy, że nie zamierza się ograniczyć do zaproszenia partii prawicowych, religijnych i nacjonalistycznych, choć mają one w sumie niewielką większość (61 lub 62 miejsca). Wspomniał też o konieczności poważnych zmian. Jakich? – nie sprecyzował.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Późnym wieczorem Netanjahu powiedział do Lapida: mamy szansę zrobić wiele dobrego dla Izraelczyków, co brzmiało jak zaproszenie do współrządzenia. Lapid zaś, jak informował drugi kanał izraelskiej telewizji, pojawił się w siedzibie Partii Pracy, by przekonywać ją do wspólnego udziału w nowym gabinecie Netanjahu. Liderka tego ugrupowania Szeli Jachimowicz zapowiadała w kampanii, że nie usiądzie z Netanjahu przy jednym stole.

Nie wiadomo, kiedy ten nowy rząd powstanie. Oraz czy będzie prowadził inną politykę wobec Palestyńczyków.

– Tworzenie rządu zajmie kilka tygodni. A jeżeli chodzi o koalicję, to wszystkie opcje są możliwe i wszystkie są zarazem skomplikowane – powiedział „Rz" jeszcze przez zakończeniem głosowania David Horovitz, redaktor naczelny anglojęzycznego portalu „The Times of Israel". Najpierw szef zwycięskiej partii Beniamin Netanjahu dostanie od prezydenta trzy tygodnie na negocjacje z liderami innych partii. Potem ewentualnie jeszcze trzy. Jeżeli i to nic nie da, do gry wkroczy nowy kandydat na szefa rządu.

– Nie sądzę, by nowy rząd był bardziej prawicowy w tym sensie, że będzie w nim więcej partii prawicowych. Ale prawica stała się skrajniejsza. Nawet jeżeli Likud i inne partie prawicowe nie powiększą liczby mandatów, to ich posłowie będą radykalniejsi od poprzedników – przewidywał David Horovitz.

Frekwencja wyniosła ponad 66 proc., o półtora punktu więcej niż w poprzednich wyborach.