Czy NATO przypilnuje niepodległej Palestyny na pustyni Negew

Wyciekają szczegóły amerykańskiego planu pokojowego. I maleją nadzieje, że zaowocuje on ostatecznym porozumieniem między Izraelem i Palestyńczykami.

Publikacja: 04.02.2014 18:57

Jerozolima w latach 30., kilkanaście lat przed powstaniem państwa Izraela

Jerozolima w latach 30., kilkanaście lat przed powstaniem państwa Izraela

Foto: AFP

Do 29 kwietnia powinny być znane jego szczegóły. Tak ustalono, gdy szefowi dyplomacji USA Johnowi Kerry'emu udało się namówić obie strony, by wróciły do bezpośrednich negocjacji (stało się to 29 lipca zeszłego roku). Jednak, jak pisze dziennik „Jerusalem Post", Amerykanie już tak sztywno nie trzymają się daty 29 kwietnia.

Czołowy izraelski politolog prof. Efraim Inbar uważa, że nie po raz pierwszy USA będą zawiedzione efektami swoich pomysłów bliskowschodnich: – Jest tyle problemów do rozwiązania, że będzie dobrze, jak następne pokolenie ułoży stosunki z Palestyńczykami – mówi „Rz".

Zobacz galerię zdjęć

Postępu w rozmowach nie widzi też główny palestyński negocjator

Saeb Erekat.

Amerykański plan, podaje izraelski portal ynet, przewiduje wymianę terytoriów. Izrael miałby oddać Palestyńczykom część pustyni Negew. Pozwoliłoby to uniknąć usunięcia z Zachodniego Brzegu Jordanu znacznej części żydowskich osadników, według cytowanego amerykańskiego negocjatora Martina Indyka – aż 75 do 85 procent z nich (włącznie z Jerozolimą Wschodnią mieszka ich tam około pół miliona).

Oznaczałoby to, że Izrael, nie tylko w odniesieniu do Jerozolimy, nie wróciłby do granic z roku 1967, kiedy w wyniku wygranej wojny z państwami arabskimi zajął między innymi Zachodni Brzeg i oddaną już ponad osiem lat temu Palestyńczykom Strefę Gazy.

– Hasło „wymiana ziemi" brzmi kusząco, problemy zaczynają się, gdy przychodzi omawiać szczegóły. Może Amerykanie mają na myśli teren leżący przy Strefie Gazy, ale nie sądzę, by Fatah (z jego przedstawicielami odbywają się negocjacje) chciał powiększać teren swego wroga Hamasu – podkreślił prof. Inbar.

Izraelczycy są też sceptyczni wobec przedstawionego przez prezydenta Autonomii Palestyńskiej na łamach „New York Timesa" pomysłu, by przyszłe państwo palestyńskie było chronione przez wojska NATO. Mają złe doświadczenia z siłami międzynarodowymi w regionie. Jak ironizuje Efraim Inbar, gdy niedawno na Wzgórzach Golan rozległy się prawdziwe strzały, pokojowe oddziały austriackie stamtąd wyjechały.

Mahmud Abbas we wspomnianym wywiadzie dla „NYT" wykluczył możliwość uznania, że Izrael jest państwem żydowskim. Premier Benjamin Netanjahu uznał za absurdalne, by on miał się podpisać pod utworzeniem państwa narodowego dla Palestyńczyków bez wzajemnego uznania, że Izrael jest państwem Żydów.

Do 29 kwietnia powinny być znane jego szczegóły. Tak ustalono, gdy szefowi dyplomacji USA Johnowi Kerry'emu udało się namówić obie strony, by wróciły do bezpośrednich negocjacji (stało się to 29 lipca zeszłego roku). Jednak, jak pisze dziennik „Jerusalem Post", Amerykanie już tak sztywno nie trzymają się daty 29 kwietnia.

Czołowy izraelski politolog prof. Efraim Inbar uważa, że nie po raz pierwszy USA będą zawiedzione efektami swoich pomysłów bliskowschodnich: – Jest tyle problemów do rozwiązania, że będzie dobrze, jak następne pokolenie ułoży stosunki z Palestyńczykami – mówi „Rz".

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 821
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 820
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 819
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 818
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 817
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy