Rangę wizyty podkreśla fakt, że węgierskiego premiera przyjął nie tylko jego chiński odpowiednik Li Keqiang, ale także prezydent Xi Jinping.

Istotny jest fakt, że Chińczycy zgodzili się na termin spotkania jeszcze przed planowanymi na początek kwietnia węgierskimi wyborami parlamentarnymi. Oznacza to, że uznają swojego gościa za ich zdecydowanego faworyta, w przypadku niepewności bowiem woleliby późniejszy termin.

– Dla przywiązujących wagę do symboliki Chińczyków ważne jest także to, że Viktor Orbán jest pierwszym zachodnim politykiem przyjmowanym w Pekinie po księżycowym Nowym Roku – mówi w rozmowie z „Rz" Tamás Matura, analityk Instytutu Spraw Zagranicznych w Budapeszcie.

„Otwarcie na Wschód" jest konsekwentnie realizowaną strategią Węgier

Dla szefa węgierskiego rządu to prestiżowa wyprawa, wpisująca się w promowaną od kilku lat doktrynę „wschodniego otwarcia". Kontakty z państwami Azji i obszaru posowieckiego politycy Fideszu przeciwstawiają wręcz „dyktatowi" Unii Europejskiej i zachodnich instytucji finansowych. Komentatorów dziwi jedynie dyskrecja otaczająca pekińską wyprawę delegacji węgierskiej. Termin wyjazdu premiera ogłoszono bardzo późno, do końca nie przedstawiono też żadnych konkretów.

Rząd Fideszu stosunki z Chinami rozwija konsekwentnie już od 2010 r., kiedy to Viktor Orbán po raz pierwszy odwiedził to państwo w roli premiera. Uznał wtedy, że kontakty Węgier ze światem zewnętrznym muszą opierać się na relacjach zarówno z Zachodem, jak i szeroko rozumianym Wschodem. „Dlaczego mamy stać na jednej nodze, skoro mamy dwie?" – mówił wówczas w kwiecistej, wschodniej stylistyce.

O „chińskim hubie" na Węgrzech mówił już dekadę wcześniej socjalistyczny premier Péter Medgyessy, jednak dopiero Péter Szíjjártó, promujący politykę „wschodniego otwarcia" minister w kancelarii premiera Orbána, uczynił z kontaktów z Chinami (i Rosją) prestiżowy element węgierskiej polityki zagranicznej.

Symbolem ożywienia w relacjach z Chinami stało się otwarcie stałego przedstawicielstwa handlowego w Pekinie i powtórne otwarcie zamkniętego przed kilku laty konsulatu generalnego Węgier w Hongkongu. W ostatnich miesiącach podpisano lub przygotowano kilka istotnych porozumień o współpracy – koncern Huawei nawiązał „strategiczną" współpracę z węgierskim rządem, linie lotnicze WizzAir będą korzystać z kredytu leasingowego chińskiej firmy ICBC, a na największym węgierskim uniwersytecie im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie powstanie promujący język i kulturę chińską Instytut Konfucjusza.

Najważniejszą dla Węgier inwestycją chińską może się  okazać rozbudowa linii kolejowej Budapeszt–Belgrad. Tak duże inwestycje mogą mieć też znaczenie dla Chin jako instrument ekonomicznego zakotwiczenia się w Unii Europejskiej.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

„Wschodnie otwarcie" to nie tylko rozwijanie relacji z Rosją i Chinami. Na mapie zainteresowań Budapesztu są też takie państwa jak Turcja, Kazachstan czy Azerbejdżan. Rząd Fideszu uważa, że należy rozwijać współpracę szczególnie z krajami, które osiągają wysoki wzrost gospodarczy.

Sęk w tym, że część z tych państw to autorytarne reżimy. Dlatego Budapeszt niekiedy musi iść na kompromisy – np.  w 2012 r., aby zachęcić do współpracy Azerbejdżan, zwolniono z więzienia Ramila Szafarowa, azerskiego żołnierza, który podczas szkolenia w ramach NATO na Węgrzech zamordował uczestniczącego w kursie Ormianina.

– Wschodnie otwarcie jest bardzo eksponowane przez rząd, także w czasie trwającej już kampanii wyborczej. Na razie jednak poza wielkimi kontraktami z Rosją jego efekty ekonomiczne są dość skromne – mówi „Rz" László Akar, wicedyrektor instytutu ekonomicznego GKI. – Relacje z szeroko rozumianym Wschodem mogą jedynie uzupełnić, a nie zastąpić, podstawowe dla gospodarki węgierskiej związki z Zachodem.