Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie okoliczności doprowadziły do śmierci utytułowanego ogiera, którego wartość szacowano na setki tysięcy euro.
  • Jakie zarzuty w kwestii komunikacji i transparentności stawiają stadninie zagraniczni właściciele reproduktora.
  • Jakie jest oficjalne stanowisko państwowej spółki i dlaczego powszechna choroba koni znów budzi duże kontrowersje.
  • Dlaczego kluczowa kwestia ubezpieczenia zwierzęcia pozostaje niejawna i jakie mogą być skutki sprawy dla reputacji polskiej hodowli.

– Od dziecka słyszeliśmy o polskich stadninach koni arabskich, które wyhodowały tak wspaniałe konie jak Pianissima, Emandoria, Pinga i Equator. Zawsze marzyliśmy, by stać się częścią ich historii – mówią „Rzeczpospolitej” Abdullah AlKhaldi i Mohammed Al Sahhaf, hodowcy koni arabskich z Kuwejtu.

Ich wkład w polską hodowlę koni arabskich nie skończył się jednak pomyślnie. Należący do nich ogier Rafea Al Rayat, wart nawet 2 mln zł, nieoczekiwanie padł 8 października podczas pobytu w Polsce.

Czytaj więcej

Klapa zamiast sukcesu Pride of Poland? Część koni wciąż czeka na nabywców

Ogier był utytułowany, ale rzadko stosowany do krycia. Właściciele chcieli zrobić wyjątek dla polskich stadnin

Siwy ogier Rafea Al Rayat urodził się w 2019 r., a w swojej karierze pokazowej zdobył dziesięć medali, w tym cztery złote. Nigdy nie został wystawiony na sprzedaż. Jednak cenę można szacować na kilkaset tysięcy euro, bo właściciele odrzucili w przeszłości oferty sprzedaży konia za 350 tys. euro oraz dzierżawy za 180 tys. euro, z możliwością odkupu.

Abdullah AlKhaldi i Mohammed Al Sahhaf mówią „Rzeczpospolitej”, że postanowili gospodarować zwierzęciem oszczędnie. – To nie był ogier rozpłodowy, który jeździł po stadninach po całym świecie, zostawiając liczne potomstwo. Wyjątek postanowiliśmy zrobić dla polskiej hodowli – wyjaśniają.

W jaki sposób Rafea Al Rayat znalazł się w Polsce? Jak mówią nam hodowcy, przebywał na treningu we Włoszech, gdzie wypatrzyli go przedstawiciele polskiej państwowej hodowli koni arabskich. Padła propozycja, by ogiera wydzierżawiła Stadnina Koni Białka w celach hodowlanych, aby mógł kryć polskie klacze.

350 tys. euro

co najmniej tyle był wart Rafea Al Rayat, choć cena mogłaby okazać się znacząco wyższa

„Tego rodzaju współpraca stanowi standardową praktykę w hodowli koni arabskich i służy rozwijaniu programów hodowlanych poprzez wykorzystanie cennych reproduktorów” – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” Małopolska Hodowla Roślin, spółka zależna Krajowej Grupy Spożywczej, która prowadzi Stadninę Koni Białka.

Dodaje, że nie może ujawnić szczegółowych warunków umowy, bo „stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa i objęte są zobowiązaniami stron wynikającymi z zawartego kontraktu”. Jednak nie ukrywa, że koń padł 8 października.

Czytaj więcej

Mazurek Dąbrowskiego na pustyni

„Pomimo niezwłocznie podjętego leczenia oraz przewiezienia zwierzęcia do specjalistycznej kliniki weterynaryjnej, gdzie przeprowadzono diagnostykę i zabieg operacyjny, jego życia nie udało się uratować” – podkreśla.

O przypadkach kolki u koni arabskich głośno było w poprzednich latach

Powód zgonu? Jak informuje nas Małopolska Hodowla Roślin, zwłoki zwierzęcia zostały skierowane do Zakładu Patologii Zwierząt Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. „Wyniki sekcji będą stanowiły istotny element wyjaśnienia przyczyn i okoliczności śmierci ogiera” – informuje spółka. Nie ukrywa, że bezpośrednią przyczyną podjęcia pilnej interwencji weterynaryjnej była kolka. „Pragniemy zaznaczyć, że niestety objawy morzyskowe, potocznie określane kolką, należą do najczęstszych i najpoważniejszych problemów zdrowotnych u koni, zwłaszcza czystej krwi arabskiej. Z licznych badań dotyczących śmiertelności tych koni wynika, że kolka znajduje się wśród przyczyn zgonów” – dodaje.

Rzeczywiście, o kolce często słyszy się w kontekście śmierci koni arabskich, również tych najcenniejszych. Była np. przyczyną zgonu w 2015 r. wyhodowanej w Polsce Pianissimy, najbardziej utytułowanej klaczy w historii koni arabskich. Hodowcy Pianissimy podkreślali, że jeszcze dzień przed śmiercią klacz wzięła udział w jesiennym przeglądzie hodowlanym, a choroba przyszła nagle i miała wyjątkowo ostry przebieg. Mimo to jej śmierć była jednym z pretekstów do odwołania Marka Treli, prezesa stadniny w Janowie Podlaskim.

Czytaj więcej

Książę Ammar kupuje Kwesturę

Po jego odwołaniu w stadninie doszło do kolejnych głośnych zgonów koni, wywołanych kolką. Tym razem padły dwie klacze należące do Shirley Watts, żony perkusisty The Rolling Stones. Również wtedy, mimo powszechności tej przypadłości zdrowotnej u koni arabskich, pojawiły się pytania, czy zgonów dało się uniknąć. Shirley Watts zdecydowała o zabraniu z Janowa Podlaskiego pozostałych swoich koni.

Właścicieli ogiera niepokoi milczenie stadniny

Czy w przypadku Rafea Al Rayat doszło do jakichś zaniedbań? Małopolska Hodowla Roślin przekonuje, że nie. „Na obecnym etapie nie ma podstaw do formułowania wniosków dotyczących ewentualnych zaniedbań w opiece nad ogierem. Po wystąpieniu objawów chorobowych niezwłocznie wezwano lekarza weterynarii i wdrożono leczenie. W związku z brakiem poprawy stanu zdrowia koń został przewieziony do specjalistycznej kliniki weterynaryjnej, gdzie poddano go dalszej diagnostyce oraz zabiegowi operacyjnemu. Wszystkie decyzje były podejmowane w trosce o zdrowie i życie zwierzęcia” – tłumaczy spółka.

Abdullah AlKhaldi i Mohammed Al Sahhaf mówią „Rzeczpospolitej”, że nie mają podstaw do formułowania zarzutów dotyczących standardu opieki nad ich koniem. Krytykują jednak coś innego. – W sprawie stanu zdrowia i śmierci naszego konia nie skontaktował się z nami nikt ze stadniny w Białce. O tym, że ogier jest w stanie krytycznym, dowiedzieliśmy się od Anny Stojanowskiej (doradczyni dyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa ds. hodowli koni – red.). Poinformowała nas, że ubolewa nad całą sytuacją. Jednak to nie z nią podpisywaliśmy umowę – mówią nam kuwejccy hodowcy.

Czytaj więcej

Stadniny koni arabskich na dużym minusie. Wyniki za ostatnie dwa lata są gorsze niż przez 8 lat rządów PiS

Zaznaczają, że nie mają nawet pewności, czy koń był ubezpieczony przez polską spółkę. – Taki był warunek kontraktu. Jednak w związku z milczeniem polskiej stadniny obawiamy się, czy polisa została wykupiona – mówią.

Z pytaniem, czy cenny ogier był ubezpieczony, zwróciliśmy się do Małopolskiej Hodowli Roślin. Nie odpowiedziała, zasłaniając się tajemnicą kontraktu. „Na obecnym etapie jest zbyt wcześnie na przesądzanie o ewentualnych skutkach finansowych. Sprawa jest analizowana zgodnie z obowiązującymi procedurami oraz zapisami zawartej umowy. Do czasu zakończenia wszystkich czynności wyjaśniających i formalnych nie ma podstaw do spekulowania na temat potencjalnych konsekwencji finansowych” – dodaje spółka.