Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polega rozdźwięk między oficjalnym sukcesem aukcji Pride of Poland a jej rzeczywistymi wynikami.
  • Które z najdrożej sprzedanych koni wciąż nie zostały opłacone i co to oznacza dla państwowych stadnin.
  • Jakie rozbieżności występują między regulaminem aukcji a praktyką finalizowania transakcji z kupującymi.
  • W jaki sposób tegoroczne problemy z płatnościami nawiązują do kontrowersji z poprzednich lat.

„Nadrabiamy to, co inni zepsuli! Stadnina w Janowie Podlaskim wraca na należne jej miejsce!” – napisało 12 sierpnia w mediach społecznościowych Polskie Stronnictwo Ludowe. Wpis był komentarzem do aukcji koni arabskich Pride of Poland, która odbyła się 9 sierpnia w Janowie Podlaskim. A autor wpisu, czyli PSL, był nieprzypadkowy. Stadniny koni arabskich podlegają Ministerstwu Rolnictwa oraz Krajowemu Ośrodkowi Wsparcia Rolnictwa, które znajdują się w rękach polityków tej partii.

Zdaniem PSL, aukcja Pride of Poland wypadła o wiele lepiej niż za rządów PiS, gdy media często donosiły o popsuciu renomy polskiej hodowli. Koronnym dowodem miała być sprzedaż wszystkich 16 wystawionych koni, co zdarzyło się po raz pierwszy od lat. Podobnych wpisów było więcej.

Czytaj więcej

Stadniny koni arabskich na dużym minusie. Wyniki za ostatnie dwa lata są gorsze niż przez 8 lat rządów PiS

„Sukces Pride of Poland. Wszystkie konie znalazły nabywców” – podkreślił oficjalny serwis rządowy gov.pl, cytujący wypowiedź ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego z PSL:  „Przywracamy należną rangę i pozycję hodowli koni arabskich w Polsce. To efekt pracy ludzi, którzy mają wiedzę, doświadczenie i pasję”.

W rzeczywistości wynik aukcji, podczas której wylicytowano konie nawet za milion euro, po średniej cenie 62 tys. euro, wcale nie wyróżnia się na tle wcześniejszych. W dodatku może okazać się dużo gorszy, niż przedstawiała to ekipa rządowa. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, choć od Pride of Poland minęły już dwa miesiące, w Polsce wciąż przebywa pięć z szesnastu koni, a stadniny nie mogą się doczekać płatności za wylicytowane na nie kwoty.

Stadniny niechętnie dzielą się informacjami na temat nieodebranych koni

Informacjami na ten temat stadniny dzielą się niechętnie. Podczas Pride of Poland swoje konie sprzedały trzy państwowe hodowle: w Białce, w Janowie Podlaskim i w Michałowie. Ta pierwsza wystawiła tylko jedną klacz, która – jak wynika z naszych informacji – została już odebrana. Swoje pytania skierowaliśmy więc do SK Janów Podlaski (ogier i siedem klaczy) oraz SK Michałów (również siedem klaczy). Na odpowiedzi z Janowa Podlaskiego czekamy już od niemal trzech tygodni. Z Michałowa dostaliśmy je po ponad dwóch tygodniach i dopiero po tym, gdy poinformowaliśmy ją, że i tak jesteśmy już w posiadaniu listy nieodebranych klaczy.

303 tys. euro

warte są konie, wylicyowane podczas Pride of Poland, lecz wciąż nie opłacone

Poznaliśmy ją, bo na początku października w stadninach koni arabskich odbyły się przeglądy hodowlane. Jest to stara tradycja sięgająca XIX wieku, polegająca na tym, że dwa razy do roku specjalna komisja ogląda wszystkie konie w stadzie hodowlanym. Przeglądy przeprowadza się z udziałem publiczności, dzięki czemu można było się przekonać, które z koni zlicytowanych podczas Pride of Poland wciąż przebywają w boksach.

Jak wynika z naszych informacji, z Janowa Podlaskiego wciąż nie odebrano dwóch klaczy: Efidenii i Peralli, a z Michałowa trzech: Escadrilli, Wiosennej Miłości i Poganinki. W przypadku tej drugiej stadniny, dostaliśmy oficjalne potwierdzenie naszych informacji.

Czytaj więcej

Śledztwo w sprawie imprezy w Janowie Podlaskim. „Nie doszło do nadużycia”

Wśród nieodebranych klaczy uwagę zwraca zwłaszcza Poganinka, bo była drugim najwyżej wylicytowanym koniem podczas Pride of Poland. Za 140 tys. euro kupił ją klient z Iraku, co od początku budziło mieszane komentarze wśród specjalistów, bo kraj ten nie jest typowy, jeśli chodzi o zakup koni arabskich. Na liście nieodebranych koni ceną wyróżnia się też Efidenia, wylicytowana za 70 tys. euro przez klienta z Arabii Saudyjskiej. Pozostałe konie są mniej cenne. Dwa z nich, Escadrillę i Perallę, wylicytował jeden nabywca – Łotysz.

Gdyby żadna z pięciu klaczy nie została już spłacona, wynik Pride of Poland radykalnie by się pogorszył. Zamiast 16 sprzedanych koni ostatecznie do klientów trafiłoby tylko 11. A ich łączna cena zmniejszyłaby się z 1,01 mln euro do zaledwie 705 tys.

Czytaj więcej

Znów skandal związany z Pride of Poland. Nabywca nie zapłacił za gwiazdę aukcji

Po aukcji konie nie zostały odebrane. Stadniny uspokajają, ekspertka ma inne zdanie

Czy to normalne, że po dwóch miesiącach od aukcji konie wciąż przebywają w Polsce? Biorąc pod uwagę zapisy regulaminu aukcji – zdecydowanie nie. Wynika z niego, że co do zasady termin na przekazanie płatności wynosi 14 dni, choć regulamin dopuszcza ustalenie innej daty w umowie między wystawcą a kupującym. „W przypadku opóźnienia w zapłacie ceny zakupu lub innych kwot należnych, wystawcy przysługują należne odsetki” – czytamy w regulaminie. Głosi on też, że co prawda płatność powinna nastąpić po 14 dniach, jednak umowę rozwiązuje się dopiero w ciągu sześciu miesięcy od upływu terminu zapłaty.

Kupujący zobowiązuje się do zapłaty Ceny Zakupu w terminie 14 dni od dnia Transakcji lub w innym terminie, wynikającym z umowy zawartej pomiędzy Wystawcą a Kupującym

fragment regulaminu Pride od Poland

Stadnina Koni Michałów informuje nas, że „ze względu na brak wpływu środków na konto spółki, konie nie zostały wydane”, jednak nie nalicza odsetek, ani nie rozwiązała umowy z kontrahentami. Zwłokę z płatnościami i odbiorem klaczy tłumaczy m.in. tym, że dwie z nich, Poganinka i Wiosenna Miłość, ostatnio rodziły i muszą jeszcze zostać „zasuszone”, co w fachowej terminologii oznacza zahamowanie laktacji.

„Spółka jest w kontakcie z nabywcami wszystkich powyższych klaczy, a jeden z klientów wiarygodnie sprawdził się jako kupujący w roku 2025. (…) W przypadku kontrahenta, z którym zawarto już umowę w roku ubiegłym, spółka jest pewna zapłaty. Drugi kontrahent, z którym SK Michałów jest w stałym kontakcie, od dłuższego czasu zgłasza problemy techniczne z realizacją transakcji zapłaty, z uwagi na położenie geograficzne siedziby kupującego i jego banku” – dodaje SK Michałów.

Również Anna Stojanowska, doradca dyrektora generalnego KOWR ds. hodowli koni, uważa, że nie ma przesadnych powodów do niepokoju. – Część klientów Pride of Poland płaci dosłownie następnego dnia. Kolejna grupa robi to w ciągu dwóch, trzech tygodni. Jednak część potrzebuje na to więcej czasu, szczególnie klienci z Bliskiego Wschodu, którzy w celu zakupu konia muszą spieniężyć posiadane przez siebie aktywa finansowe – mówi Anna Stojanowska. – Stadnina w Michałowie jest w kontakcie z klientem z Iraku, który wylicytował Poganinkę. Z kolei Łotysz, który w tym roku kupił dwa konie, w ubiegłym nabył aż dziewięć kobył i za wszystkie zapłacił, choć z opóźnieniem. Z długoletniego doświadczenia wynika, że terminem, po którym już raczej nie można spodziewać się płatności, jest końcówka roku kalendarzowego. Mamy jeszcze sporo czasu – uspokaja Anna Stojanowska.

Kierownictwo stadnin nie potrafi się przyznać do błędu, polegającego na dopuszczeniu do licytacji niesprawdzonych należycie kupujących

Hanna Sztuka, sekretarz Pure Polish Society

Hanna Sztuka, wieloletnia hodowczyni koni arabskich, sekretarz Pure Polish Society, optymizm przedstawicieli państwowych stadnin uważa jednak za mocno przesadzony. – Teza o tym, że konie można odebrać do grudnia, jest sprzeczna z regulaminem aukcji, a w spółkach Skarbu Państwa nie można działać według własnego widzimisię – podkreśla.

Jej zdaniem stadniny zdają sobie sprawę, że większość nieopłaconych koni prawdopodobnie nie zostanie już odebranych. – Nie wierzę w opowieści o trwającym dwa miesiące spieniężaniu instrumentów finansowych. Przeszkodą w dokonaniu płatności nie jest też konieczność oczekiwania na odstawienie źrebięcia od klaczy. Ten, kto rzeczywiście chciał kupić konia, już go odebrał. Kierownictwo stadnin nie potrafi się przyznać do błędu, polegającego na dopuszczeniu do licytacji niesprawdzonych należycie kupujących – dodaje.

Czytaj więcej

Kolejne kontrowersje wokół Pride of Poland. Na aukcji wystawiony zostanie… embrion

O skandalach podczas aukcji głośno było za rządów PiS. Zmiana władzy miała uzdrowić sytuację

I nie jest to pierwsza taka sytuacja. O nieprawidłowościach dotyczących kolejnych aukcji Pride of Poland głośno było zwłaszcza za rządów PiS. W 2016 r. gwiazda aukcji – klacz Emira – została najpierw wylicytowana za 550 tys. euro, ale nabywca się nie zgłosił, więc konia wystawiono jeszcze raz i uzyskano za niego jedynie 220 tys. euro.

Cztery lata później Perfinkę za 1,25 mln euro wylicytowała saudyjska księżniczka, jednak zrezygnowała z zakupu. W 2022 r. dopuszczono do licytacji nabywcę z Francji, znanego w środowisku jako mitoman. Z uśmiechem na twarzy zakupił konie za milion euro, po czym za nie nie zapłacił. Gdyby obecnie nie udało się ostatecznie sprzedać Poganinki, miałaby ona swoistego pecha, bo w 2022 r. była wśród koni wylicytowanych przez Francuza.

Czytaj więcej

Stadniny koni arabskich na finansowym dnie. Najgorsze wyniki od lat

Za rządów PiS skandale podczas aukcji często tłumaczono rzekomymi błędami personalnymi, a zwłaszcza zwolnieniem w 2016 r. fachowców od koni: Anny Stojanowskiej, Marka Treli i Jerzego Białoboka. Dziś, po zmianie władzy, wrócili oni jednak do sterów w stadninach. Mimo to wciąż dochodzi do błędów. W 2025 r. ujawniliśmy w „Rzeczpospolitej”, że nabywca nie zgłosił się po odbiór Zigi Zany – najdroższej klaczy wylicytowanej podczas Pride of Poland w 2024 r. Jak pisaliśmy, wbrew regulaminowi aukcji licytujący był tylko pośrednikiem prawdziwego nabywcy, a po upływie terminu płatności Stadnina Koni Michałów nie zaczęła naliczać odsetek.

Mimo to przedstawiciele obecnej władzy twierdzą, że to oni są gwarantem utrzymania wysokiej jakości zarządzania w stadninach. Po ostatniej aukcji Pride of Poland europoseł KO Bogdan Zdrojewski pisał, że „Janów Podlaski odzyskał blask”, a „by nigdy więcej nie trzeba było odtwarzać jakości naszych hodowli, trzeba wygrać wybory w 2027 roku”. „Pamiętajmy” – zakończył swój wpis europoseł.