Sprawa rodziny z warszawskiej Białołęki stała się przedmiotem ogólnopolskiej debaty po publikacji Kanału Zero. Według opisanego przez portal przebiegu wydarzeń w sierpniu 2026 roku Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak była świadkiem sytuacji, w której matka szarpała dziecko i krzyczała na nie, stosując wulgaryzmy. Po interwencji rzeczniczki policja wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Trzy- i czterolatek trafili wówczas do placówki opiekuńczo-wychowawczej.
17 sierpnia sąd rodzinny nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom. W uzasadnieniu, przytoczonym przez Kanał Zero, zakwestionował proporcjonalność działań podjętych wobec rodziny i wskazał, że mogły one nosić znamiona przemocy instytucjonalnej. RPD broniła swojej interwencji, podkreślając, że była świadkiem przemocy wobec małych dzieci. Policja z kolei zaznaczała, że ocena sytuacji nie opierała się wyłącznie na sierpniowym incydencie.
Nowe informacje, do których dotarli dziennikarze. „12 powodów do niepokoju”
Wirtualna Polska dotarła do dokumentów, które pozwalają prześledzić historię rodziny od 2024 roku. Wynika z nich, że sygnały dotyczące sytuacji dzieci docierały do różnych instytucji już wcześniej.
Sygnały te zostały ujęte w 12 punktach, określonych przez Wirtualną Polskę jako niepokojące.
Jak opisuje WP, w 2024 roku sąd ograniczył matce władzę rodzicielską i objął rodzinę nadzorem kuratora. W kwietniu 2025 roku zespół interdyscyplinarny na warszawskich Bielanach poinformował policję o niepokojącej sytuacji dzieci. Wszczęto wówczas procedurę Niebieskiej Karty.
Dokumentacja miała obejmować także złe warunki mieszkaniowe. W pomieszczeniach, w których przebywały dzieci, stwierdzono obecność pluskiew, karaluchów i prusaków. Na tym etapie instytucje miały jednak koncentrować się na zapewnieniu rodzinie pomocy i wsparcia, a nie na odebraniu dzieci. Według ustaleń WP matka nie skorzystała z propozycji zamieszkania z dziećmi w ośrodku.
W 2025 roku policja otrzymała również zgłoszenie dotyczące awantury z udziałem partnera matki, do której miało dojść w mieszkaniu, gdzie przebywały małe dzieci. Zgłoszenie zostało następnie odwołane, gdy mężczyzna opuścił lokal na wieść o zbliżającym się patrolu.
Kolejne zdarzenie opisane w dokumentach miało miejsce w styczniu 2026 roku. Policję zawiadomiła babcia dzieci, która miała być zagrożona przez agresywnego partnera matki. W związku z sytuacją wszczęto drugą procedurę Niebieskiej Karty, w której mężczyzna figurował jako osoba stosująca przemoc.
Czytaj więcej
Do Prokuratury Krajowej wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Rzecznika Praw Dziecka w związku z interwencją dotycząc...
Partner matki i problemy zdrowotne dzieci
Dokumenty, na które powołuje się Wirtualna Polska, zawierają również informacje dotyczące partnera matki. Mężczyzna miał zachowywać się agresywnie, także wobec kuratora sądowego. Choć utrzymywał, że nie był karany, w przeszłości został skazany za rozbój. Dziennikarz WP ustalił ponadto, że mężczyzna był wcześniej zatrzymany w związku z posiadaniem środków odurzających.
Kolejny wątek dotyczy zdrowia dzieci. U obojga miała zostać stwierdzona niska masa ciała, dlatego pozostawały pod opieką specjalistów. Jednemu z nich zalecono również dodatkowe badania, które — według informacji przytoczonych przez WP — nie zostały przeprowadzone do sierpnia 2026 roku.
Wśród opisanych problemów znalazł się także brak współpracy z instytucjami i niewykorzystanie części oferowanego wsparcia. Te okoliczności, zestawione z wcześniejszymi interwencjami i decyzjami sądu, pokazują, że sytuacja rodziny była przedmiotem zainteresowania służb na długo przed sierpniowym zdarzeniem.
Czytaj więcej
Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego wkroczyli do siedziby Biura Rzecznika Praw Dziecka – poinformowała Wirtualna Polska. Czynności r...
Wirtualna Polska podkreśla, że dokumenty, do których dotarła, nie tworzą kompletnego obrazu sprawy. Portal nie przesądza, kto ponosi odpowiedzialność za przebieg wydarzeń. Zwraca natomiast uwagę na problem rozproszenia informacji pomiędzy sądami, kuratorami, policją i ośrodkami pomocy społecznej, różne dla różnych miejsc zamieszkania rodziny. Każda z tych instytucji miała dostęp do jedynie części dokumentów, nawet sąd, który nakazał oddanie dzieci rodzicom, nie miał dostępu do pełnej dokumentacji sytuacji rodziny.
Dlatego historia tej rodziny rodzi pytania zarówno o to, czy instytucje odpowiednio wcześnie rozpoznały możliwe zagrożenie dla dzieci, jak i o proporcjonalność podjętych działań.