Panie prezydencie, czy podobnie jak Karol Nawrocki nie widzi pan „drastycznej zmiany zagrożenia rosyjskiego”?
Zagrożenie istnieje i rośnie. Jest ono coraz bardziej widoczne od ataku Rosji na Gruzję, przez aneksję Krymu w 2014 r., aż po pełnoskalową wojnę rozpoczętą w 2022 r. Jeżeli dodamy do tego testowanie NATO, czyli różnego rodzaju działania hybrydowe Rosji, a także inne incydenty – drony nadlatujące nad kraje bałtyckie czy nad Polskę oraz akcje terrorystyczne – to obraz staje się jeszcze bardziej niepokojący. W Lipsku szykowano zamach, który na szczęście udało się udaremnić. Mamy do czynienia z terroryzmem w jednym z najważniejszych krajów Europy. Samo przypomnienie tych faktów wystarczy, by dojść do wniosku, że twierdzenie, iż nie ma zagrożenia ze strony Rosji, jest błędne. Nie da się też powiedzieć, że zagrożenie jest takie samo jak rok czy dwa lata temu, ponieważ niestety jest większe.
Prezydent Nawrocki myli się w swej ocenie. Informują nas o tym nasi sojusznicy, także amerykańscy. Widzimy, jak eskaluje wojna w Ukrainie. Najbliższe miesiące będą krytyczne dla jej przebiegu, ponieważ ataki stają się coraz silniejsze i bardziej zmasowane. Rosjanie używają coraz większej liczby pocisków balistycznych, a Ukraińcy nie mają wystarczającej ich liczby, by skutecznie się bronić. Zaczyna się rysować istotna przewaga Rosjan w powietrzu. Jeśli dodamy do tego niszczenie infrastruktury energetycznej, najbliższe miesiące mogą być dla Ukrainy i dla dalszego przebiegu wojny bardzo trudne. Zagrożenie ze strony Rosji istnieje, wzrasta i jest świadomie eskalowane.
Czytaj więcej
Kiedy spotykam się z naszymi partnerami na świecie, słyszę wprost pytanie: czy wy wiecie coś więcej niż my? Znam raporty sojuszu północnoatlantycki...
Prezydent Nawrocki ma też „żal do polityków, którzy straszą wojną".
Trzeba mówić o zagrożeniach. Jednocześnie należy unikać paniki i nastrojów, które mogłyby sprawić, że decyzje będą podejmowane pod wpływem emocji. Nie sądzę, żeby w Polsce panowała dziś panika związana z zagrożeniem ze strony Rosji. Potrzebne są jasne komunikaty na temat tego zagrożenia i konkretne działania. Chodzi nie tylko o dozbrajanie wojska i przygotowywanie go na różne scenariusze, lecz także o znacznie większy wysiłek w zakresie edukacji i przygotowania społeczeństwa. Mam na myśli na przykład system alarmowy i zasady reagowania na alarmy. Pod tym względem jesteśmy znacznie gorzej przygotowani niż kraje, które od lat spokojnie zajmują się tymi kwestiami, takie jak Finlandia czy Szwecja.
Może pan, panie prezydencie, również straszy?
Nie straszę wojną. Nie uważam, że Polsce grozi atak militarny ze strony Rosji. Wojna w Ukrainie pokazuje, że scenariusz, w którym Rosjanie zaczynają atakować kraje NATO czołgami, samolotami czy dronami, wydaje mi się mało realny. Widzimy jednak, co się dzieje. Ataki hybrydowe, a mówiąc wprost – także terrorystyczne – mają miejsce. Przecież nieprzypadkowo Mark Rutte, sekretarz generalny NATO, zdecydował się wygłosić w Warszawie ważne przemówienie ostrzegające Rosjan. To nie my zmusiliśmy go do tego wystąpienia. Sam wybrał Warszawę i Forum Bezpieczeństwa w Warszawie jako miejsce, w którym chciał zabrać głos.
Wiele się dzieje. Szczerze mówiąc, nie rozumiem intencji Karola Nawrockiego, gdy mówi takie rzeczy. Jeśli ma to być przygotowanie nas do kolejnego etapu zbliżenia amerykańsko-rosyjskiego, czyli porozumienia Trumpa i Putina, którzy nagle uznają, że Ukraina jest nieważna, i zaczną się dogadywać, a Karol Nawrocki będzie chciał nas przekonywać, że polityka Trumpa jest dobra i ma sens, to zdecydowanie się z tym nie zgadzam.
Czytaj więcej
Kreml stawia na porozumienie z USA i Chinami, zakładając, że doprowadzi do wyborów prezydenckich i rozłamu w Kijowie. – Europa musi jak najszybciej...
Wszystko, co Donald Trump robi w sprawie Ukrainy, przypomina karuzelę albo rollercoaster. Jednego dnia chce przekazywać Ukraińcom pociski do systemów Patriot, drugiego dnia zakazuje ataków na rafinerie, a trzeciego domaga się przeprowadzenia wyborów. Nie ma w tym żadnego sensu ani powagi. Z daleka czuć, że chodzi o chęć sprzedania Ukrainy, czyli oddania jej w ręce Rosji. Jeżeli więc wypowiedzi Karola Nawrockiego mają nas przygotować na taki fatalny scenariusz, to zdecydowanie się z tym nie zgadzam.
Kwaśniewski: Rosja jest agresorem, Ukraina się broni. Należy stawać po stronie tych, którzy się bronią
Czy prezydent Polski powinien reagować w sytuacjach, gdy Donald Trump zdaje się zachowywać jak sojusznik Putina?
Oczywiście, że powinien reagować na różne sposoby. Niekoniecznie muszą to być od razu oficjalne oświadczenia. Jeśli zgadzamy się, że Rosja jest agresywna i że to z jej strony płynie główne niebezpieczeństwo, to trzeba też jasno o tym mówić. Nie słyszałem jeszcze, żeby prezydent Nawrocki wprost powiedział, że Rosja nie jest agresywna i jest pokojowo nastawiona. To pierwszy punkt. Po drugie, jeśli jasno oceniamy, że agresorem w tej wojnie jest Rosja, a Ukraina się broni, to obowiązkiem cywilizowanego świata jest stanąć po stronie tych, którzy się bronią, a nie tych, którzy wzniecają wojnę. Trump w gruncie rzeczy nigdy tego nie powiedział.
Ze słów Trumpa wynika, że jeśli Rosja zachowuje się adekwatnie, a chce mieć całą Ukrainę w swojej strefie wpływów, to Trump zgadza się z taką polityką. To już jest bardzo sprzeczne z naszymi interesami. Polskim interesem jest suwerenna Ukraina, choćby dlatego, że odsuwa naszą granicę z Rosją o prawie tysiąc kilometrów na wschód. Mamy również granicę z obwodem kaliningradzkim, ale ta długa granica z Rosją ma istotne znaczenie z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa.
Czytaj więcej
Wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff spotyka się 20 października w Oslo z Wołodymyrem Zełenskim, premierem Norwegii Jonasem Gahrem Størem i prezy...
Nie mówię już o fundamentalnej kwestii: Ukraińcom należy się prawo do samostanowienia i suwerenności. Wynika to z prawa międzynarodowego, a także z wcześniejszych ustaleń, które Rosja uznawała. Państwo ukraińskie zostało oficjalnie uznane przez Federację Rosyjską. W 1994 r. podpisano Memorandum budapesztańskie, w którym sygnatariusze, w tym Rosja, Stany Zjednoczone i Chiny, w związku z rezygnacją Ukrainy z posiadania broni jądrowej zobowiązali się do poszanowania jej suwerenności i integralności terytorialnej.
To wszystko jest sprzeczne z prawem, zasadami i moralnością. Jeśli Trump staje po stronie Putina i Rosji, występuje przeciwko tym zasadom. Polski prezydent powinien więc reagować.
Jak?
Z tego, co słyszymy, przedstawiciele obozu prezydenckiego utrzymują bliskie kontakty z Trumpem i jego otoczeniem. Skoro potrafią zorganizować spotkanie Trumpa z wicepremierem polskiego rządu, aby przekonywać go do zmiany krajobrazu politycznego w Polsce, to znaczy, że mają niemałe wpływy. Na miejscu Karola Nawrockiego zabiegałbym przede wszystkim o rozmowę telefoniczną z Trumpem, żeby wyjaśnić mu niestosowność i błędność polityki wspierającej Putina i pozostawiającej Ukrainę na pastwę Rosji.
Czytaj więcej
Bardzo źle się dzieje, gdy ktoś lekceważy takie zaangażowanie polskich żołnierzy, które kończy się śmiercią niektórych z nich - mówił rozpoczynając...
Po drugie, należałoby złożyć wizytę w Waszyngtonie. Jesteśmy w dramatycznej sytuacji. Za chwilę Ukraina może znaleźć się w rosyjskich rękach. Dlatego moim zdaniem warto pojechać do Waszyngtonu i porozmawiać z Trumpem. Myślę, że słuchałby prezydenta Nawrockiego z zainteresowaniem i byłby gotów poświęcić mu więcej czasu, niż trwa jedna runda walki w klatce.
Po trzecie, można wykorzystać oficjalne środki, czyli wydać oświadczenie, wyrazić niepokój i ponownie zadeklarować solidarność z Ukrainą. Trzeba przekonywać, że obrona suwerenności Ukrainy jest bardzo ważna dla bezpieczeństwa wolnego i demokratycznego świata, do którego Polska dołączyła w latach 1989–90.
A czy prezydent RP powinien reagować, gdy sekretarz wojny USA Pete Hegseth mówi, że w Afganistanie były tylko „jeden czy dwa" kraje „naprawdę zaangażowane w operacje bojowe”, umniejszając sojusznikom, w tym Polsce, której żołnierze ginęli w amerykańskiej misji?
Powinien, ponieważ chodzi o szacunek dla polskiego wojska i pamięć o poniesionych ofiarach. Warto też przypomnieć Hegsethowi fakty. Nie zabiegaliśmy o wyjazd do Afganistanu. Nie było tak, że niecierpliwie czekaliśmy na możliwość udziału w tej misji, traktując ją jak marzenie. To była prośba Stanów Zjednoczonych. Kieruję się zasadą ciągłości państwa. Skoro prosił nas o to prezydent George W. Bush, to był to przedstawiciel najwyższych władz Stanów Zjednoczonych. Hegseth powinien znać nazwisko prezydenta Busha i szanować jego ówczesne decyzje. Udział w tych działaniach wymagał wielkich zabiegów dyplomatycznych. Wiele krajów zdecydowało się wesprzeć Amerykanów. Trzeba też przypominać Amerykanom o NATO i artykule 5., który wyraża zasadę solidarności sojuszniczej: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Do tej pory artykuł ten zastosowano raz, po atakach z 11 września 2001 r. na Nowy Jork i Waszyngton. Całe NATO solidarnie przyjęło wówczas zasadę wzajemnej pomocy, a na tej podstawie działaliśmy w Afganistanie. O tych faktach trzeba przypominać Hegsethowi.
Czytaj więcej
Maciej Berek nie dochował formalności, oczywistej dla studentów I roku prawa - stwierdził prezydent Karol Nawrocki, odnosząc się do dzisiejszej sej...
Dzisiejsza polityka amerykańska jest zdominowana z jednej strony przez narcyzm prezydenta, a z drugiej przez megalomanię jego współpracowników. Zachowują się tak, jakby świat kręcił się wokół Stanów Zjednoczonych.
Prezydent Karol Nawrocki i spór o Trybunał Konstytucyjny. Aleksander Kwaśniewski komentuje
Panie prezydencie, był pan szefem Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Karol Nawrocki mówi, że w Polsce nie ma innego mechanizmu zostania sędzią, niż złożenie przysięgi wobec prezydenta Polski, a więc w jego obecności. Tak jest?
To jest zawarte w ustawie. Przyjęliśmy taką procedurę, bardzo uroczystą, żeby podnieść w ten sposób rangę sędziów. Jest to jednak działanie formalne. Uważam, że powinno tak być i że Karol Nawrocki powinien zaprosić tych pięciu sędziów w dowolne miejsce. Na szczęście miejsce nie zostało określone. Może to być pałac, miejsce przed pałacem, Trybunał Konstytucyjny albo jakiekolwiek inne miejsce, które prezydent sobie wybierze, i wysłucha przysięgi. Cała rola prezydenta w tej procedurze jest bierna. On wysłuchuje przysięgi sędziów. Tyle. Niczego nie zatwierdza. Zaprasza. Żeby jednak doszło do spotkania, trzeba podjąć odpowiednie działania organizacyjne. Prezydent niczego nie podpisuje, niczego nie akceptuje ani nie ratyfikuje. Po prostu przyjmuje przysięgę. To, że prezydent Nawrocki do tej pory nie przyjął przysięgi od pięciu sędziów, właściwie wybranych przez Sejm, jest moim zdaniem absolutnym złamaniem konstytucji.
Czy Maciej Berek jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego?
Tak.
Czytaj więcej
Donald Tusk: „Przywracamy w Polsce praworządność i nie cofniemy się ani o krok. Państwo polskie zbyt długo działa bez prawidłowo wybranego Trybunał...
A pozostała czwórka, która również nie złożyła przysięgi wobec prezydcenta?
Tak. Tylko złośliwość i zła wola prezydenta oraz prezesa Trybunału Konstytucyjnego powodują, że ci sędziowie nie mogą podjąć działań.
Czy Bogdan Święczkowski w dalszym ciągu powinien być prezesem TK?
Nie powinien, ponieważ jego jednostronne zaangażowanie jest ewidentne. Jak jednak wybrnąć z tej pułapki? To powinno być właśnie zadanie prezydenta, który powinien działać w duchu porozumienia.
Prezydent ostatnio przyjechał do protestujących pod siedzibą TK.
Przyjechał nie po to, żeby rozwiązać konflikt, lecz żeby wzmocnić protestujących w ich działaniach. Oczekiwałbym, że prezydent zastanowi się, jak rozwiązać problem, przyjmując do wiadomości, że pięciu sędziów zostało legalnie wybranych. Od tego powinien zacząć i przyjąć od nich przysięgę.
Czytaj więcej
Zagrożenie rosyjskie wzrasta i jest świadomie eskalowane - ocenił w programie Rzecz o Polityce były prezydent, Aleksander Kwaśniewski. Odniósł się...
Uważam, że w rezultacie zmieni się układ sił w Trybunale i Święczkowski może przestać być jego prezesem. Trwa upolitycznienie TK. Niestety, prezydent zamiast być arbitrem, szukać rozwiązania i łagodzić konflikt, sam staje się częścią tego upolitycznienia.