Stojanowska przyjęła propozycję powrotu do stadniny i od połowy kwietnia doradza Gawlikowi. Jak zastrzega - wyłącznie w sprawie hodowli koni.
Zupełnie nie ingeruję w zarządzanie spółki czy zasobami ludzkimi. Tu pan prezes ma innych doradców - mówi w rozmowie z Onetem Anna Stojanowska.
Ekspertka przyznaje, że kontrola poselska, którą przeprowadziły w stadninie Dorota Niedziela i Joanna Kluzik-Rostkowska z Koalicji Obywatelskiej, wykazała poważne zaniedbania. Uważa jednak, że medialne zamieszanie, jakie się po niej rozpętało, szkodzi stadninie. Zwłaszcza że jej kierownictwo podjęło w ostatnim czasie kroki, by poprawić sytuację.
Kontrola posłanek wykazała m.in., że cenne araby karmione były fatalnej jakości paszą i pozbawione opieki kowali. Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski tłumaczył ten stan pandemia koronawirusa.
Jak przyznaje Stojanowska, ta sytuacja nie była efektem zaniedbań z ostatnich dwóch miesięcy, ale z kilku lat. I doprowadziły do niej kolejne zarządy stadniny, a nie wieloletni i oddani opiekunowie koni. - W pewnym momencie zderzyli się ze ścianą i nie mogli na własną rękę zamówić paszy czy kowala - mówiła Stojanowska.
Informacje dotyczące złej kondycji koni w Janowie Podlaskim docierały do środowiska hodowców od ponad roku. Stojanowska mówi, że nie było takiej sytuacji, by konie padały z głodu i potrzebna była interwencja obrońców praw zwierząt. - Ale rzeczywiście ich kondycja była daleka od dobrej. W trzech stajniach konie były w dobrym stanie, w pozostałych były w słabej lub bardzo słabej.
Anna Stojanowska zdecydowała się przyjąć propozycję prezesa Gawlika i została jego doradcą. Tłumaczy, że to pierwszy prezes stadniny od 4 lat, który jest partnerem do rozmowy, zadaj dużo pytań i bierze pod uwagę jej rady.