Formalnie stroną umowy była czeska spółka Expofer Servis House s.r.o. z Ostrawy, reprezentowana przez Przemysława Krala i działająca w imieniu giełdy. Zawarcie tej umowy budziło sprzeciw części zarządu PKOl. Piętnastu jego członków oświadczyło, że prezes Radosław Piesiewicz nie informował ich o rozmowach ze sponsorem ani późniejszych decyzjach.

Prezes Piesiewicz ukrywał najpierw rozmowy z potencjalnym sponsorem, a potem, przez ponad pół roku, treść podpisanej umowy. Mimo trudnej sytuacji finansowej zarząd nie wyraziłby zgody na podpisanie takiej umowy, bez względu na ilość pieniędzy na stole, bo to było reputacyjnie i etycznie słabe – mówi Krzysztof Wiłkomirski, prezes Polskiego Związku Judo i członek zarządu PKOl.

– To dramatyczna i ryzykowna umowa. Nie może być tak, że wizerunki sportowców ocieplają wizerunek sponsora, a ludzie tracą przez to dorobek życia – dodaje.

Czytaj więcej

Olimpijczycy w pułapce kryptowalut. „Nie mamy podstaw do zerwania umowy”

Dokument przeanalizował dla WP i TVN24 mecenas Jarosław Chałas, radca prawny i partner zarządzający kancelarii Chałas i Wspólnicy.

„Nie jest to zwykła umowa sponsorska. W mojej ocenie jest to znacznie dalej idąca umowa komercjalizacji aktywów PKOl i polskiego ruchu olimpijskiego, połączona z projektem kryptowalutowym” – napisał. 

Zondacrypto mogła wykorzystywać twarze, głosy i zdjęcia olimpijczyków

Paragraf 14 umowy pozwalał sponsorowi „rozpowszechniać lub przetwarzać” wizerunki reprezentantów w strojach olimpijskich, w tym ich twarze, sylwetki i głosy. Bez ograniczeń terytorialnych i medialnych, z prawem do modyfikowania nagrań i zdjęć oraz łączenia ich z tekstem i grafiką.

Z uprawnień mogło korzystać także siedem spółek z grupy sponsora oraz współpracujące z nim agencje marketingowe, reklamowe i wydawnictwa. Umowa obejmowała również byłych reprezentantów – zawodników reprezentujących Polskę na ośmiu igrzyskach, poczynając od igrzysk w Londynie w 2012 roku po Mediolan-Cortinę w 2026 roku.

PKOl zapewniał jednocześnie, że reprezentanci nie będą wysuwać wobec sponsora roszczeń związanych z wykorzystaniem ich wizerunku. Jeśli jednak do sporu by doszło, Komitet zobowiązywał się zwrócić sponsorowi poniesione koszty.

Czytaj więcej

Milion złotych w tokenach Radosława Piesiewicza

– Sponsor zostaje w praktyce zabezpieczony ekonomicznie, natomiast całe ryzyko finansowe sporu ponosi PKOl – ocenia mecenas Chałas.

Także po rozwiązaniu umowy sponsor nie musiał usuwać materiałów z wizerunkami olimpijczyków. – Powiązanie konkretnego olimpijczyka z Zondacrypto może więc funkcjonować w Internecie jeszcze długo po zakończeniu współpracy – komentuje mecenas Chałas.

PKOl miał też co miesiąc udostępniać sponsorowi dane osób obserwujących profil reprezentacji na Facebooku w ramach Custom Audiences. Umowa przewidywała kody QR prowadzące do platformy ZND, bonus 10 dolarów w kryptowalucie za użycie kodu PKOl lub TMPL oraz narzędzia pozwalające śledzić aktywność odbiorców i kierować do nich reklamy.

PKOl miał zarabiać na powodzeniu tokena TMPL

Na mocy umowy PKOl miał otrzymać 18 489 469 zł netto w siedmiu ratach do końca 2028 r. Dwie pierwsze raty, łącznie 989 469 zł, wypłacono jeszcze przed zawarciem umowy.

Do tego dochodziło 5 mln zł w tokenach ZND oraz 35,5 proc. wszystkich tokenów TMPL. Pulę 5 proc. przeznaczono „do dystrybucji w ramach zespołu i współpracowników PKOl”.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Tokeny z Zondacrypto na biurku prezydenta

Komitet miał również otrzymywać 50 proc. przychodów netto ze sprzedaży tokena, a więc finansowo korzystać z powodzenia projektu promowanego przy użyciu marki i symboliki olimpijskiej.

– W konsekwencji PKOl przestaje być wyłącznie podmiotem sponsorowanym. Staje się jednocześnie ekonomicznie zainteresowany powodzeniem samego tokena – wskazuje mecenas Chałas.

Umowa PKOl z Zondacrypto. Za krytykę sponsora przewidziano 50 tys. euro kary

Paragraf 7 zobowiązywał PKOl, jego władze i pracowników do powstrzymywania się – także po zakończeniu umowy – od wypowiedzi mogących zaszkodzić sponsorowi, tokenowi TMPL lub projektowi tokenizacji. Za każde naruszenie przewidziano 50 tys. euro kary. Jeśli zakaz złamał działacz, PKOl miał w ciągu trzech dni publicznie odciąć się od jego słów.

– Klauzula nie została ograniczona ani czasowo, ani do wypowiedzi nieprawdziwych, ani do przypadków naruszenia dóbr osobistych czy ujawnienia informacji objętych tajemnicą – ocenia mecenas Chałas. – W praktyce może więc obejmować również wypowiedź prawdziwą, jeżeli sponsor uzna, że może ona negatywnie wpłynąć na wartość projektu – dodaje. 

Czytaj więcej

Prezes PKOl Radosław Piesiewicz zatrzymany. Jest oficjalne potwierdzenie

Jeśli PKOl chciał rozwiązać umowę z powodu naruszenia prawa przez sponsora, potrzebował prawomocnego wyroku sądu. Wypowiedzenie bez podstawy wskazanej w umowie kosztowałoby milion euro.

– Największym problemem jest wymóg prawomocnego wyroku. Postępowania tego rodzaju mogą trwać przez wiele lat, podczas gdy ryzyko reputacyjne może powstać znacznie wcześniej – zwraca uwagę prawnik.

– Całościowo umowa jest wyraźnie skonstruowana na korzyść sponsora – podsumowuje mecenas Chałas.