Warszawski Urząd Stanu Cywilnego (USC) ma być kolejną publiczną instytucją, głęboko oplecioną siecią prywatnych powiązań. Jak twierdzi Gazeta Wyborcza, struktura klanowa i zatrudnianie krewnych oraz znajomych ma tam miejsce od ponad dwóch dekad.

Wysokie stanowiska przekazywane z pokolenia na pokolenie

Najpoważniejszy zarzut dotyczy rzekomego „dziedziczenia” stanowisk dyrektorskich. Wyborcza informuje, że obecna zastępczyni dyrektora USC, Karolina Sorbian-Jamiołkowska, miała przejąć tę funkcję po swojej matce, Danucie Sorbian. Według ustaleń urzędniczka wcześniej pełniła funkcję sekretarza Pruszkowa, a po zmianie tamtejszych władz samorządowych błyskawicznie znalazła zatrudnienie w stolicy i awansowała w zaledwie półtora miesiąca. Wyborcza podaje również, że w strukturach podległych warszawskiemu ratuszowi pracują inne bliskie osoby z tej samej rodziny, w tym siostra dyrektorki zajmująca stanowisko w pionie kadr.

Czytaj więcej

Zarzuty o mobbing w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. Sądy badają skargi urzędników

Zarzuty dotyczące traktowania podwładnych i „kultury folwarcznej”

Gazeta przytacza relacje anonimowych pracowników urzędu, świadczących o stosowaniu względem nich zabiegów noszących znamiona mobbingu. Jedna z byłych pracownic opisuje sytuacje, w których urzędnicy najniższego szczebla mieli być rzekomo wykorzystywani do załatwiania prywatnych spraw przełożonych w godzinach pracy. Podwładnym zlecane miało być robienie zakupów spożywczych czy realizowanie recept w aptece na rzecz członków rodziny naczelniczki.

Wyborcza wskazuje także na specyficzny system prób zjednywania sobie przychylności przełożonych. W tekście pojawiają się doniesienia o pracownikach, którzy mieli regularnie przynosić swoim szefom np. domowe wyroby wędliniarskie. To pozwalało im zabezpieczyć stałe wypłaty dodatków motywacyjnych lub wkupić się w łaski nowego kierownictwa. Informatorzy gazety podkreślają równocześnie, że osoby niezwiązane z „układem towarzyskim” na awanse muszą czekać nawet kilkadziesiąt lat.

Czytaj więcej

Anna Maria Żukowska o aferze w Szpitalu Południowym: KO w Warszawie całkowicie jest rozbestwiona

Konflikt interesów w kształceniu za publiczne pieniądze

Kolejnym istotnym wątkiem opisanym przez dziennik jest sprawa studiów podyplomowych organizowanych przez Katolicki Uniwersytet Lubelski (KUL). Jak przekonuje Wyborcza, naczelniczka Wydziału Organizacyjnego miała w godzinach pracy i przy użyciu służbowej skrzynki mailowej zachęcać podwładnych do zapisu na ten kierunek, będąc równocześnie jego kierownikiem na KUL. W kadrze dydaktycznej studiów zasiadać miały także inne osoby z kierownictwa warszawskiego USC.

Z ustaleń gazety wynika, że stołeczny ratusz zrefundował czesne dla 13 pracowników, co kosztowało budżet miasta 58 tysięcy złotych. Pracownicy urzędu, cytowani przez Wyborczą, podnoszą zarzut bezpośredniego konfliktu interesów – publiczne środki trafiały do kieszeni kadry zarządzającej jako wykładowców, podczas gdy szeregowi pracownicy mieli rzekomo napotykać trudności w dostępie do podstawowych szkoleń z systemów informatycznych czy zmian w przepisach.

Czytaj więcej

Mateusz Morawiecki: Sprywatyzowano służbę zdrowia na potrzeby działaczy Koalicji Obywatelskiej

Szykanowanie sygnalistów i reakcja władz Warszawy

Osoby decydujące się na ujawnienie nieprawidłowości miały spotykać się z represjami. Gazeta powołuje się na list Ewy Danowskiej, wieloletniej pracownicy, która przed odejściem na emeryturę zaalarmowała radnych Warszawy. W swoim piśmie wskazała ona, że wobec osób odważnie mówiących o problemach stosuje się działania dyskredytujące, przeniesienia między odległymi filiami urzędu czy pozbawianie dodatków motywacyjnych.

W oficjalnym stanowisku przesłanym redakcji rzeczniczka prasowa warszawskiego ratusza, Monika Beuth, zdecydowanie zaprzeczyła tym doniesieniom. Urząd Miasta zapewnia, że wszelkie decyzje kadrowe opierają się na obiektywnych przesłankach, przepisach prawa i kwalifikacjach merytorycznych, a relacje rodzinne nie wpływają na proces zatrudnienia. Ratusz podkreślił także, że pokrewieństwo przy braku bezpośredniej podległości służbowej nie stanowi naruszenia prawa.