„Rzeczpospolita”: Czy nie obawia się Pani, że ujawnione nieprawidłowości w warszawskim Szpitalu Południowym pociągną całą koalicję rządzącą w dół w sondażach?
Anna Maria Żukowska: Oczywiście, że się obawiamy. Choć ta historia dotyczy bezpośrednio Koalicji Obywatelskiej, bez wątpienia będzie rzutować na notowania całego rządu. My jako Lewica doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, jednak należy zadać pytanie: czy tę świadomość ma również premier? To on musi dać zielone światło dla głębszych zmian systemowych i to jego należałoby o to zapytać.
Kryzys wizerunkowy koalicji
Jakie zmiany poza doraźnymi decyzjami personalnymi powinien wprowadzić teraz rząd, by skutecznie wyeliminować zjawisko tzw. „kolejek VIP” i nepotyzmu w publicznych szpitalach?
To znacznie trudniejsze zagadnienie niż sama kwestia zarobków lekarzy czy kontrolowania czasu ich pracy. Na ten drugi problem Lewica ma gotowe rozwiązania – postulujemy wprowadzenie limitów górnych stawek godzinowych oraz elektroniczne ewidencjonowanie czasu pracy, co uniemożliwiłoby jednoczesne realizowanie obowiązków w kilku miejscach.
Natomiast walka z uprzywilejowaniem i nepotyzmem dotyczy bezpośrednio odpowiedzialności całej klasy politycznej. Pytanie, czy politycy jako ogół wyciągną wnioski z tych doniesień, które – jak się spodziewam – nie są ostatnie.
Czytaj więcej
W Warszawskim Szpitalu Południowym miała funkcjonować nieformalna, szybsza ścieżka przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz członków ich r...
SOR-y pod lupą pacjentów. „Ludzie zaczną nagrywać te sytuacje”
Na jaw zacznie wychodzić więcej podobnych historii?
To dopiero początek. Pamiętamy przecież niedawną sprawę syna senatora Tomasza Lenca i omijania kolejek w izbie przyjęć. Ostatecznie zmiany wymusi prawdopodobnie kontrola społeczna. W dobie smartfonów pacjenci oczekujący na pomoc zaczną po prostu nagrywać takie sytuacje. Najskuteczniejszą metodą pozostaje presja opinii publicznej. Możemy powtarzać, że należy bezwzględnie przestrzegać procedur triażu, ale jeśli lekarz je ignoruje, to po prostu łamie zasady.
Zarzuty dotyczące Szpitala Południowego obejmują okres co najmniej od jesieni ubiegłego roku. Dlaczego Pani zdaniem nie podjęto żadnych kontroli, zanim sprawa trafiła do mediów?
Dlatego że części osób, z którymi powiązany był radny Kacprzyk, ten układ po prostu odpowiadał – byli beneficjentami tego systemu. Nie mam żadnej wiedzy, aby ktokolwiek z Lewicy brał udział w tego typu procederze, choć stuprocentowej pewności mieć nie mogę, ponieważ dane medyczne są informacjami wrażliwymi i nie są jawne.
Warszawska wymiana usług. „Nie mają z kim przegrać”
To zjawisko obnaża szerszą patologię ustrojową. Obecne przepisy zakazują radnym pracy w spółkach podlegających ich własnemu samorządowi, ale nie zabraniają im zatrudnienia na innym szczeblu. Dotyczy to zarówno szpitali, jak i innych spółek samorządowych. Obserwujemy więc wymianę: radni warszawscy pracują w placówkach podległych samorządowi Mazowsza, z kolei radni sejmiku mazowieckiego znajdują zatrudnienie w podmiotach podległych miastu stołecznemu Warszawie. Mamy do czynienia z partyjną wymianą usług między Platformą Obywatelską a PSL-em, biorąc pod uwagę układ sił w stolicy i regionie.
Na to nakłada się problem braku realnej konkurencji politycznej związany z dotychczasowym brakiem ograniczenia kadencyjności prezydentów miast (zafunkcjonuje dopiero od następnej kadencji). W Warszawie Platforma Obywatelska nie ma dziś z kim przegrać, przez co stała się absolutnie rozbestwiona. Nie wiem, czy do takich sytuacji dochodzi w innych miastach, ale znając warszawski samorząd, obawiam się, że tam w ogóle brakuje cienia refleksji. Jeśli burmistrz danej dzielnicy zasiada w radzie nadzorczej szpitala, a w tej samej placówce na SOR-ze pracuje radny, to możliwość sprawowania realnej kontroli nad takim podmiotem staje się fikcją.
Czytaj więcej
Od 180 do nawet 300 zł – tyle wynoszą stawki, których lekarze mogą oczekiwać za godzinę pracy w publicznej placówce ochrony zdrowia. Po głośnej spr...
Ryzyko przegranych wyborów
Jaka odpowiedzialność polityczna powinna zostać teraz poniesiona? Czy rozwiązaniem byłaby dymisja minister zdrowia?
To nie jest sprawa, która powinna obciążać bezpośrednio minister zdrowia. W parlamencie odbyła się już debata nad wotum nieufności wobec niej i podtrzymuję to, co mówiłam wówczas podczas debaty: problemem nie jest osoba stojąca na czele resortu zdrowia, lecz polityka ministra finansów.
To tam zapadają decyzje o poziomie finansowania systemu oraz o systemie podatkowym lekarzy. Obecnie większość z nich pracuje na kontraktach, płacąc 14-procentowy ryczałt i unikając daniny solidarnościowej po przekroczeniu miliona złotych rocznych zarobków. Bez woli politycznej premiera minister zdrowia – zwłaszcza niebędący politykiem partyjnym, lecz niezależnym fachowcem – nie ma wystarczającej siły przebicia, by przeforsować głębokie reformy, nawet mając najlepsze intencje. Liczę, że oburzenie społeczne jest na tyle duże, iż ta refleksja wreszcie do premiera dotrze. W przeciwnym razie – przed czym również ostrzegałam podczas debaty nad wotum – ta sytuacja może skutkować przegraną w kolejnych wyborach.
Czytaj więcej
W sprawie tych kominów płacowych, jak wiecie wczoraj przyjęliśmy na rządzie projekt ustawy, który wreszcie umożliwi agencji rządowej w Ministerstwi...
Jedną kwestią są zarobki lekarzy i proponowany system ewidencji czasu pracy, o którym Pani wspomniała. Druga to jednak tworzenie „prywatnego folwarku” dla partyjnych działaczy i ich rodzin, co miało mieć miejsce w Szpitalu Południowym.
Takie folwarki funkcjonują właśnie dlatego, że instytucje publiczne są kontrolowane przez „krewnych i znajomych królika”. Jeżeli w radzie nadzorczej, która ma kontrolować zarząd spółki szpitalnej, zasiada przewodniczący rady dzielnicy z Platformy Obywatelskiej, a ordynatorem SOR-u jest radny z tego samego ugrupowania, to nadzór ten staje się całkowicie iluzoryczny.
Rozwiązaniem powinien być rygorystyczny zakaz zatrudniania samorządowców na wszystkich szczeblach administracji, aby ukrócić ten mechanizm wzajemnego wymieniania się intratnymi posadami przez różne szczeble działaczy partyjnych.
Wgląd w zarobki lekarzy to za mało
Czy to oznacza, że odpowiedzialność polityczna rozmyje się w odpowiedzialności zbiorowej, a jedyną konsekwencją będzie reakcja wyborców?
Stanie się tak, o ile jako cała koalicja nie podejmiemy natychmiastowych działań. Przewodniczący Włodzimierz Czarzasty rozmawiał już na ten temat z premierem i te rozmowy będą kontynuowane. Dotychczasowe propozycje szefa rządu, takie jak wgląd w wysokość zarobków lekarzy, mają charakter wyłącznie wizerunkowy i nie zmieniają patologii samego systemu.
Czytaj więcej
Tuż przed posiedzeniem Sejmu, podczas środowej konferencji prasowej, lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty zapowiedział dyskusję nad nowym ładem...
Cóż bowiem wynika z tego, że premier zweryfikuje w systemie, iż dany lekarz zarabia na przykład 6 milionów złotych rocznie i pracuje po 15 godzin na dobę? Sama wiedza nie wystarczy, potrzebna jest systemowa reakcja. Pytanie brzmi: jakie kroki zostaną podjęte, gdy stwierdzimy, że ktoś łączy etaty w czterech różnych miejscach? Czy państwo nadal będzie to tolerować?
Narzędzia te nie mogą być stosowane instrumentalnie – tak, by jednego lekarza karać, a innego chronić w zależności od barw partyjnych. Lekarze słusznie obawiają się upolitycznienia tych weryfikacji – sytuacji, w której radnemu Platformy w Warszawie będzie wolno pracować ponad siły, a radnemu Prawa i Sprawiedliwości na Podkarpaciu już nie, bądź na odwrót po zmianie władzy. Na takie standardy nie może być zgody.