Korespondencja z Nowego Delhi
Po niemal dziewięciu godzinach lotu kapitan samolotu ogłosił, że niebawem wylądujemy na największym w Indiach (i zarazem jednym z największych na świecie) lotnisku im. Indiry Gandhi w Nowym Delhi. Obecni na pokładzie turyści przykleili aparaty telefonów do okien w oczekiwaniu na widok indyjskiej stolicy z lotu ptaka.
Nie przydały się. Gęsta mgła tak mocno zasłoniła miasto, że trudno było dostrzec płyty lotniska i znajdujących się tam pracowników. Kilkanaście minut później popularna aplikacja pogodowa w smartfonie podpowie, że to nie była mgła. Zaalarmuje, że jakość powietrza „jest bardzo zła” i że wskaźnik AQI (Indeks Jakości Powietrza) już mocno przekracza 300 (miasta z dobrą jakością powietrza mieszczą się w granicach 0-50).
Czytaj więcej
Wojna Władimira Putina z Ukrainą coraz bardziej odstrasza Indie i zniechęca do rosyjskich surowców. Największa demokracja świata woli nie psuć rela...
Wymieni też szczegółowo wszystkie znajdujące się w powietrzu szkodliwe dla zdrowia substancje. Szczególnie niebezpieczny jest pył PM2,5 – cząsteczki o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra, które przenikają głęboko do płuc i krwiobiegu. To mieszanka m.in. dymu, sadzy, bakterii i pyłu. Tego dnia w mieście ich zawartość w powietrzu przekraczała 6–7 razy wytyczne WHO.
Smartfon doradza, by nie wychodzić bez potrzeby tego dnia z hotelu w Nowym Delhi, bo pył PM2,5 „może powodować choroby układu oddechowego”. Liczne proekologiczne banery uspokajają, że władze Indii całkowicie kontrolują sytuację i wspólnie z innymi wielkimi graczami tego świata walczą o zdrowie „matki planety”.
Smartfon doradza, by nie wychodzić bez potrzeby tego dnia z hotelu w Nowym Delhi, bo pył PM2,5 „może powodować choroby układu oddechowego”. Liczne proekologiczne banery uspokajają, że władze Indii całkowicie kontrolują sytuację i wspólnie z innymi wielkimi graczami tego świata walczą o zdrowie „matki planety”.
Pomysłowi handlarze i przepełnione uliczki. Jak wygląda życie w stolicy Indii?
Życie w mieście toczy się, jak gdyby nigdy nic. Gdzieś niedaleko ronda Windsor Place – pamiątki po czasach panowania brytyjskiego, nazwanej na cześć kontrowersyjnego Edwarda VIII – młody mieszkaniec indyjskiej stolicy miesza masala chai. To mieszanka czarnej herbaty z cukrem, mlekiem i lokalnymi przyprawami, która jest nieodzowną częścią hinduskiej codzienności. Turyście trudno się przebić przez lokalnych handlarzy, którzy zajmują niemal wszystkie czołowe ulice w centralnej części miasta.
Doświadczony handlarz tutejszych ulicznych straganów będzie towarzyszył nam podczas spaceru przez setki metrów, w międzyczasie zapyta, skąd jesteśmy, i ze szczerym uśmiechem na twarzy będzie życzył miłego dnia. Następnie ostrożnie zaproponuje swój towar i, widząc zainteresowanie na twarzy, wywinduje cenę. Spotykając się zaś z obojętnością, zrobi „specjalny rabat wyłącznie dla nas” i kilkakrotnie ją obniży.
Jeżeli jednemu nie udało się namówić Europejczyka np. na magnes na lodówkę czy ceramicznego słonika (mają bogaty asortyment), natychmiast podbiega kolejny. Ale nikt nikogo nie zatrzymuje siłą, nie blokuje przejścia i już tym bardziej nie stosuje przemocy. Wręcz przeciwnie – handlarze chętnie wskażą drogę, pomogą przebić się przez boczne, zatłoczone uliczki miasta albo przejść przez jezdnię, bo tu nikt nie zatrzymuje się na pasach i często trzeba mocno improwizować. Nie brakuje też takich, którzy w celach zarobkowych sięgają po najdziwniejsze pomysły.
Czytaj więcej
Rząd Indii zamierza przekształcić obecną administracyjną dzielnicę Nowego Delhi na największy kompleks muzealny na świecie. Zabytkowy obiekt, obecn...
– Jesteś szczęśliwym człowiekiem – mówi do mnie mężczyzna w turbanie i stroju ludowym o jaskrawych barwach, medytujący przy jezdni. Nie zdążyłem się odwrócić, gdy już stał obok i pokazywał legitymację „eksperta od szczęścia”. Zapewniał, że za niewielką opłatą może zapewnić szczęśliwą przyszłość. Wymieniliśmy się uśmiechami. Na ulicach Delhi nie brakuje też tańczących albo pokazujących sztuczki akrobatyczne dzieci, którym towarzyszą starsi bracia (albo krewni) grający na przeróżnych instrumentach muzycznych. Taki mają sposób na życie.
Wieczorem wąskie ulice miasta, zwłaszcza te oddalone od centrum, przekształcają się w rzeki ludzi. Rowery, motory, tuk-tuki i samochody osobowe mieszają się z tłumami wracających z pracy pieszych. Trudno wyobrazić sobie, co działoby się w tym mieście, gdyby nie było dziesięciu linii metra. Trąbią, przepychają się, hałasują, krzyczą. I wygląda na to, że najmniej przejmują się maseczkami i rozmaitymi wskaźnikami poziomu zanieczyszczenia powietrza, z którym borykają się już od lat.
Życie we mgle smogu. Dla mieszkańców Delhi to już codzienność
Nad ranem żółto-szara mgła znów pokrywa miasto. – Niedawno mieliśmy święto Diwali (nazywają je „Świętem Świateł”, najważniejszym świętem hinduizmu) i było bardzo dużo fajerwerków. Zapewne stąd ta mgła – mówi lokalny mieszkaniec, mimo że święto skończyło się tydzień temu. Tłumaczy, że ludzie prawie nie zakładają maseczek, bo kojarzą się z pandemią, i że mieszkańcy zdążyli się przyzwyczaić do obecnego stanu rzeczy.
Stoimy tuż obok pałacu prezydenckiego. Leżącą zaledwie 555 stóp (to około 169 metrów) Kolumnę Jaipur (która została zbudowana po przeniesieniu stolicy z Kalkuty do Delhi) jeszcze widać. Ale znajdujące się za nią budynki rządowe pogrążyły się w gęstej „mgle” – emisje pojazdów i przemysłu mieszają się tu z dymem spalanych śmieci i resztek pożniwnych w sąsiednich stanach. Szybko rosnąca populacja (aglomeracja Delhi ma ponad 32 mln mieszkańców) zwiększa zapotrzebowanie na transport, jak grzyby rosną też place budowy, co również odbija się na jakości powietrza. A brak wiatru, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym, tylko pogarsza sytuację zasłoniętego górami miasta.
Władze szukają rozmaitych pomysłów testując nowe technologii walki ze smogiem. Pod koniec października Indyjski Instytut Technologii w Kanpur (IIT Kanpur) z samolotów po raz pierwszy w historii miasta „zasiał chmury”. Zakładano, że rozpylanie cząsteczek jodku srebra i chlorku soli wywoła deszcz. Nawet podano datę – miało padać 29 października.
Kolumna Jaipur w Nowym Delhi
Popołudniowy widok na budynki rządowe w centrum Nowego Delhi
– Mieszkańcy części Noidy i Ghaziabadu zgłosili lekką mżawkę trwającą kilka minut. Jednak Delhi pozostaje suche – podsumował czołowy dziennik „The Times of India” eksperyment, na który dotychczas wydano ok. 19 mln rupii (równowartość 800 tys. zł).
– Mimo serii lotów testowych efekty były minimalne, a eksperci ostrzegają, że metoda ta jest kosztowna, nietrwała i wątpliwie skuteczna – czytamy w artykule. W opublikowanym 1 listopada artykule dziennik podał, że aż 15 proc. wszystkich zgonów w Delhi w 2023 r. przypisuje się zanieczyszczeniu powietrza (z powodu chorób płuc i układu oddechowego).