– Jesteś szczęśliwym człowiekiem – mówi do mnie mężczyzna w turbanie i stroju ludowym o jaskrawych barwach, medytujący przy jezdni. Nie zdążyłem się odwrócić, gdy już stał obok i pokazywał legitymację „eksperta od szczęścia”. Zapewniał, że za niewielką opłatą może zapewnić szczęśliwą przyszłość. Wymieniliśmy się uśmiechami. Na ulicach Delhi nie brakuje też tańczących albo pokazujących sztuczki akrobatyczne dzieci, którym towarzyszą starsi bracia (albo krewni) grający na przeróżnych instrumentach muzycznych. Taki mają sposób na życie.
Wieczorem wąskie ulice miasta, zwłaszcza te oddalone od centrum, przekształcają się w rzeki ludzi. Rowery, motory, tuk-tuki i samochody osobowe mieszają się z tłumami wracających z pracy pieszych. Trudno wyobrazić sobie, co działoby się w tym mieście, gdyby nie było dziesięciu linii metra. Trąbią, przepychają się, hałasują, krzyczą. I wygląda na to, że najmniej przejmują się maseczkami i rozmaitymi wskaźnikami poziomu zanieczyszczenia powietrza, z którym borykają się już od lat.
Życie we mgle smogu. Dla mieszkańców Delhi to już codzienność
Nad ranem żółto-szara mgła znów pokrywa miasto. – Niedawno mieliśmy święto Diwali (nazywają je „Świętem Świateł”, najważniejszym świętem hinduizmu) i było bardzo dużo fajerwerków. Zapewne stąd ta mgła – mówi lokalny mieszkaniec, mimo że święto skończyło się tydzień temu. Tłumaczy, że ludzie prawie nie zakładają maseczek, bo kojarzą się z pandemią, i że mieszkańcy zdążyli się przyzwyczaić do obecnego stanu rzeczy.
Stoimy tuż obok pałacu prezydenckiego. Leżącą zaledwie 555 stóp (to około 169 metrów) Kolumnę Jaipur (która została zbudowana po przeniesieniu stolicy z Kalkuty do Delhi) jeszcze widać. Ale znajdujące się za nią budynki rządowe pogrążyły się w gęstej „mgle” – emisje pojazdów i przemysłu mieszają się tu z dymem spalanych śmieci i resztek pożniwnych w sąsiednich stanach. Szybko rosnąca populacja (aglomeracja Delhi ma ponad 32 mln mieszkańców) zwiększa zapotrzebowanie na transport, jak grzyby rosną też place budowy, co również odbija się na jakości powietrza. A brak wiatru, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym, tylko pogarsza sytuację zasłoniętego górami miasta.
Władze szukają rozmaitych pomysłów testując nowe technologii walki ze smogiem. Pod koniec października Indyjski Instytut Technologii w Kanpur (IIT Kanpur) z samolotów po raz pierwszy w historii miasta „zasiał chmury”. Zakładano, że rozpylanie cząsteczek jodku srebra i chlorku soli wywoła deszcz. Nawet podano datę – miało padać 29 października.