Korespondencja z Nowego Delhi
28-letni Sonu mieszkał w wiosce Madanheri obok Hisaru, leżącego niespełna 200 km na północny wschód od Nowego Delhi. Jego ojciec zmarł na raka, a matka od lat walczy z poważnymi chorobami. Trudna sytuacja życiowa zaprowadziła chłopaka do Rosji, dokąd wyjechał w sierpniu wraz ze swoim 24-letnim przyjacielem Amanem.
Rekruterzy zapewniali ich, że trafią na kursy językowe i dostaną dobrze płatną pracę. Gdy wylądowali na okupowanej przez Rosjan ukraińskiej ziemi, myśleli, że będą coś budować. Trafili natomiast na front wojny rosyjsko-ukraińskiej. Sonu zginął, a krewnym udało się go odnaleźć po ponad miesiącu i dopiero po interwencji indyjskich dyplomatów w Moskwie. We wtorek w trumnie wylądował na lotnisku w Nowym Delhi i został skremowany w rodzinnej wiosce. Bliscy Amana, który został ranny i prawdopodobnie przebywa gdzieś we wschodniej Ukrainie, walczą o jego powrót do domu.