Pod rządami dyktatora Białoruś się wyludnia. Dokąd uciekają młodzi ludzie?

Przez reżim Łukaszenki z kraju uciekły setki tysięcy zdolnych i wykształconych Białorusinów. Wielu z nich na nowo układa swoje życie w Polsce.

Publikacja: 03.04.2024 04:30

Aleksandr Łukaszenko

Aleksandr Łukaszenko

Foto: AFP

Niedawno białoruski urząd statystyczny (Belstat) opublikował dane, z których wynika, że na początku bieżącego roku na Białorusi mieszkało już zaledwie 9,15 mln ludzi. Tymczasem w 2020 roku z oficjalnych statystyk wynikało, że Białoruś miała 9,41 mln obywateli. A to oznacza, że w ciągu nieco ponad trzech lat liczba mieszkańców kraju skurczyła się o ponad ćwierć miliona ludzi.

Skala ucieczki z państwa Aleksandra Łukaszenki może być jeszcze większa, ponieważ daleko nie wszyscy decydujący się na emigrację wymeldowali się z dotychczasowego miejsca zamieszkania na Białorusi i zgłosili władzom fakt wyjazdu za granicę. Wielu Białorusinów decyduje się na opuszczenie kraju z powodu nieustających represji od sfałszowanych wyborów prezydenckich w 2020 roku.

„Wrogowie Białorusi” w łagrach Łukaszenki

W łagrach Łukaszenki przebywa niemal 1,5 tys. więźniów politycznych, ale służby dyktatora nie przestają tropić „wrogów ojczyzny”. Za kraty można trafić np. za zamieszczony kilka lat temu krytyczny wobec władz wpis w sieci albo za wspieranie więźniów politycznych czy ich krewnych.

– Dokonałem jednego przelewu w czasie protestów w 2020 roku na rzecz organizacji wspierającej represjonowanych. Po trzech latach zostałem wezwany na przesłuchanie i straszono mnie, że zostanę oskarżony o wspieranie „ekstremistów i terrorystów”. Podano numer rachunku, na który kazano przelać kwotę dziesięciokrotnie wyższą od tej, którą przelałem w 2020 roku. Zrobiłem to, na razie jest spokój – mówi „Rzeczpospolitej” jeden z mieszkańców białoruskiej stolicy. Nie ukrywa, że od kilku lat żyje z myślą, że w każdej chwili ktoś może zapukać do drzwi.

Za kraty można trafić np. za zamieszczony kilka lat temu krytyczny wobec władz wpis w sieci albo za wspieranie więźniów politycznych czy ich krewnych

30-letni Antoni postanowił nie czekać na kolejną wizytę służb i uciekł do Polski. Z zawodu jest programistą i w Mińsku prowadził firmę zatrudniającą kilka osób. Cztery lata temu uczestniczył w protestach, kilkakrotnie trafiał do aresztu.

– Wracałem z zagranicy, gdy zostałem zaprowadzony do osobnego pokoju i odebrano mi telefon. Funkcjonariusz zniknął na kilkanaście minut z moim smartfonem. Bałem się, mimo że wszystkie „wrażliwe dane” wcześniej usunąłem. Znaleziono jakieś potwierdzenia przelewów, których dokonywałem trzy lata temu na rzecz jednej z opozycyjnych organizacji. Wówczas cudem nie trafiłem do więzienia, powiedzieli, bym jechał do domu i „mocno na siebie uważał”. Wiedziałem, że muszę uciekać – opowiada „Rzeczpospolitej” Antoni, który zastrzega anonimowość. Obawia się o bezpieczeństwo krewnych, którzy pozostają na Białorusi. W Mińsku sprzedał mieszkanie, bo obawiał się, że zostanie odebrane przez władze (reżim odebrał już kilka mieszkań przebywającym za granicą liderom opozycji demokratycznej), na nowo układa swoje życie w Warszawie. – Nie wiem, czy w ogóle kiedyś powrócę – przyznaje.

Ponad 100 tys. Białorusinów w Polsce

Pod koniec ubiegłego roku działające w Warszawie Centrum Białoruskiej Solidarności informowało, że w Polsce mieszka 119 tys. obywateli Białorusi. Chodzi głownie o tych, którzy posiadają kartę czasowego lub stałego pobytu. Z kolei w sierpniu 2020 roku nad Wisłą legalnie mieszkało jedynie 28 tys. obywateli Białorusi. Podobna sytuacja jest na Litwie, gdzie (według danych tamtejszych służb migracyjnych) mieszka już ponad 62 tys. Białorusinów i liczba ta co roku rośnie.

Czytaj więcej

Łukaszenko zdany na łaskę Putina

To musi niepokoić rządzących w Mińsku, gdyż w wielu sektorach brakuje już rąk do pracy. Władze siłą próbują zatrzymać lekarzy, którzy masowo uciekają do Europy (w tym wielu przeprowadziło się do Polski). Kilka miesięcy temu reżim zmienił prawo i absolwenci uczelni medycznych będą musieli „odrobić” w lokalnych szpitalach co najmniej pięć lat. W przeciwnym wypadku zostaną obarczeni gigantyczną karą finansową.

Przedstawiciele reżimu milczą o masowej ucieczce obywateli z kraju, zwłaszcza tych młodych i wykształconych. Problemy demograficzne chcą rozwiązywać poprzez „zachowanie wartości duchowych”.

Niedawno białoruski urząd statystyczny (Belstat) opublikował dane, z których wynika, że na początku bieżącego roku na Białorusi mieszkało już zaledwie 9,15 mln ludzi. Tymczasem w 2020 roku z oficjalnych statystyk wynikało, że Białoruś miała 9,41 mln obywateli. A to oznacza, że w ciągu nieco ponad trzech lat liczba mieszkańców kraju skurczyła się o ponad ćwierć miliona ludzi.

Skala ucieczki z państwa Aleksandra Łukaszenki może być jeszcze większa, ponieważ daleko nie wszyscy decydujący się na emigrację wymeldowali się z dotychczasowego miejsca zamieszkania na Białorusi i zgłosili władzom fakt wyjazdu za granicę. Wielu Białorusinów decyduje się na opuszczenie kraju z powodu nieustających represji od sfałszowanych wyborów prezydenckich w 2020 roku.

Pozostało 82% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Społeczeństwo
Dubaj pod wodą. "Spadło tyle deszczu, ile pada przez cały rok"
Społeczeństwo
Kruszeje optymizm nad Dnieprem. Jak Ukraińcy widzą koniec wojny?
Społeczeństwo
Walka z gwałtami zakończyła się porażką. Władze zamykają więzienie w USA
Społeczeństwo
5 milionów osób o krok od śmierci głodowej. Kryzys humanitarny w Sudanie
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Społeczeństwo
Szefowa niemieckiego MSW: Ponad 700 zatrzymanych przemytników ludzi