Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przygotowało projekt ustawy wprowadzający „umowę o lojalności”, którą przyjeżdżający do Rosji będą musieli podpisywać na granicy.
Zgodnie z nią przybywającym nie będzie wolno w Rosji „dyskredytować wewnętrznej i zagranicznej polityki Kremla, jej organów władzy i osób urzędowych”, „deformować historycznej prawdy o wkładzie narodu radzieckiego w zwycięstwo nad faszyzmem”. Ale też „nadużywać wolności słowa” czy „odrzucać konstytucyjnie znaczących wartości moralnych” i „propagować nietradycyjne stosunki seksualne”.
Nie wiadomo, jakie kary zamierza wprowadzić resort za złamanie „umowy”. Jeśli przyjeżdżający odmówi podpisania jej (lub naruszy po przekroczeniu granicy), to zostanie deportowany na własny koszt – co również przewiduje „umowa”.
Czytaj więcej
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przygotowało projekt ustawy, który stworzy w Rosji system „kontrolowanego pobytu” dla migrantów, którzy nie mają po...
Z punktu widzenia Polski to niewielki problem, ponieważ ruch graniczny z Rosją to obecnie zaledwie 1 proc. całego ruchu na naszych granicach, stanowiących zewnętrzne granice Unii. Od nas trudniej się dostać do państwa Putina, ponieważ zamknięte są dwa z czterech przejść granicznych z obwodem królewieckim. Choć cały czas kursują rejsowe autobusy do Królewca, jak i do Mińska, skąd można dostać się do Moskwy.
– To pomoże okiełznać faktycznie niekontrolowane potoki imigrantów, choć potrzebny jest bardziej skomplikowany system odsiewania kryminalnych elementów spośród przyjeżdżających – powiedział o projekcie deputowany Dumy Aleksiej Żurawliowa. Zarówno on, jak i inni politycy sugerują, że nowe prawo będzie przede wszystkim dotyczyło imigracji zarobkowej, głównie z państw Azji Środkowej.
Jednak nic nie wiadomo o tym, by Kirgizi czy Uzbecy masowo krytykowali politykę putinowskiej Rosji czy „deformowali prawdę historyczną” obecnego prezydenta. Takie zarzuty można natomiast masowo postawić przybyszom z Zachodu. Mimo to deputowani proponują dalsze zaostrzanie przepisów pobytowych imigrantom z Azji.