Czytaj więcej

Świat żegna królową Elżbietę II. Uroczystości pogrzebowe w Londynie

Wielkość królowej, poczucie obowiązku i poświęcenia, jakie naznaczyło całe jej życie, być może tego dnia najlepiej obrazowała kondycja byłego króla Juana Carlosa. Burbon chyba jako jedyny współczesny monarcha mógł zbudować podobną pozycję do Elżbiety II: był ojcem hiszpańskiej demokracji i wzorem dla całej, wybijającej się w latach 80. na wolność Ameryki Łacińskiej, a nawet postkomunistycznej Europy Środkowej. Niezliczone skandale obyczajowe i korupcyjne, uzależnienie od seksu wszystko to jednak zaprzepaściły. Po abdykacji w 2014 r. musiał udać się na przymusową emigrację do Abu Zabi. I choć za sprawą osobistego zaproszenia Karola III pojawił się w poniedziałek w opactwie westminsterskim, to przecież starał się możliwie jak najmniej zwracać na siebie uwagę (brytyjski protokół posadził go jednak w drugim rzędzie, obok aktualnie panującego syna, Filipa VI).

Cesarz i prezydenci

Juan Carlos nie mógł jednak uniknąć poczucia porażki, gdy opat Westminster David Hoyle przypomniał jak królowa potrafiła pójść za „głosem z góry” i z niezwykłym poczuciem obowiązku służyć narodowi. A arcybiskup Canterbury Justin Welby przypomniał słowa wypowiedziane przez Elżbietę II w orędziu do narodu u progu pandemii: „Jeszcze się spotkamy”. Tym razem jednak, odnosząc się do niezwykłej wiary chrześcijańskiej monarchini, która – jak to ujął Karol III – po „dobrze przeżytym życiu” była przekonana, że wraz ze śmiercią wszystko się nie kończy.

Czytaj więcej

Pogrzeb Elżbiety II. „Umarł świat jedności, nastały czasy podziałów”

Pogrzeb królowej był na miarę tego spełnionego życia. W opactwie westminsterskim zgromadzili się przywódcy niemal wszystkich krajów świata. Zaproszeń nie otrzymali tylko ci najbardziej odrażający: przywódcy Rosji, Białorusi, Birmy, Wenezueli, Syrii, Afganistanu. Osobiście nie stawili się zaś ci najbardziej autorytarni: prezydenci Chin czy Turcji. Rzecz ciekawa, zaproszenie otrzymała Korea Północna i Nikaragua, ale wyłącznie na poziomie ambasadorów. Wśród około 2 tysięcy osób, które brały udział w mszy w opactwie westminsterskim, można było dostrzec prezydentów: USA – Joe Bidena, Francji – Emmanuela Macrona, Brazylii – Jaira Bolsonaro, Indii – Droupadi Murmu, i Andrzeja Dudę. Był też wśród wielu przywódców państw Commonwealthu premier Kanady Justin Trudeau i Australii Anthony Albanese. To był też wielki zjazd głów koronowanych, w którym – rzecz niezwykła – wziął udział poza monarchami europejskimi cesarz Japonii Naruhito.

W opactwie znalazło się też miejsce dla ośmiu jeszcze żyjących spośród 15 premierów, którzy służyli za panowania Elżbiety II: Johna Majora, Tony’ego Blaira, Gordona Browna, Davida Camerona, Theresy May, Borisa Johnsona i Liz Truss.

Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o śmierci królowej Elżbiety II

Wzruszające pożegnanie

Ale pogrzeb okazał się przede wszystkim wzruszającym pożegnaniem poddanych z monarchinią. Przez ostatnie dni nieprzebrane tłumy ustawiały się w wielokilometrowych kolejkach, aby przejść przed wystawioną w Westminster Hall trumną królowej. Także w poniedziałek po obu stronach orszaku ustawił się gęsty tłum. Najpierw, gdy na lawecie ciągniętej przez 142 marynarzy trumnę przewieziono do opactwa westminsterskiego, a później, gdy była ona w podobny sposób przewożona pod Łuk Wellingtona na granicy Hyde Parku. Stamtąd, już specjalnym pojazdem, ciało przewieziono do zamku Windsor na zachód od stolicy, gdzie odbyła się druga, bardziej kameralna uroczystość żałobna. Królowa spoczęła w kaplicy pałacowej obok swojego męża, księcia Filipa, i ojca Jerzego VI.

Ale to było też wydarzenie, które śledził cały świat. Przed ekranami komórek, komputerów i telewizorów zasiadło około 4 miliardów osób – najwięcej w historii ludzkości. To była wspaniała klamra życia Elżbiety II, której koronacja w 1953 r., pierwsze wydarzenie transmitowane w całości w czasie rzeczywistym, zgromadziło i wtedy bezprecedensową liczbę widzów.

– Dla was to była wasza królowa, dla nas to była po prostu królowa. Bez konieczności dodawania żadnego innego określenia – przyznał Macron.

– Świat był dzięki niej lepszy. Przypominała mi moją matkę – podkreślił Joe Biden.

Taki hołd ze strony dwóch krajów, które niosą światu przesłanie wartości republikańskich, jest znaczący, bo przecież brytyjska monarchia jest demokracji zaprzeczeniem. Choć osłabiona w ostatnich miesiącach życia królowa wciąż cieszyła się jednak zaufaniem 75 proc. poddanych, blisko dwa razy więcej niż to, na co może liczyć Biden, Macron czy Duda.