Protest w Nowej Zelandii jest inspirowany protestem tzw. Konwoju Wolności w Kanadzie.
W Wellington protestujący zablokowali ulice wokół krajowego parlamentu swoimi ciężarówkami, półciężarówkami i motocyklami. Protest trwa od dziewięciu dni, a demonstrujący koczują na trawnikach wokół budynku parlamentu.
Richard Chambers, przedstawiciel policji w Wellington przyznał, że w środę liczba protestujących się zwiększyła, a na miejscu protestu pojawiło się m.in. więcej dzieci. Dodał jednak, że protest przebiega spokojnie.
- To bardzo skomplikowana sytuacja i mamy świadomość, jaką taktykę musimy przyjąć, by nie doszło do eskalacji - dodał Chambers.
Czytaj więcej
Rozpoczyna się drugi tydzień protestu przeciwko obowiązkowi szczepień na COVID-19 i obowiązującym w kraju obostrzeniom przed parlamentem Nowej Zela...
Policja przedstawiła we wtorek ultimatum protestującym, którym zagrożono, że ich samochody blokujące ulice będą odholowane.
Chambers poinformował w środę, że policja osiągnęła pewne postępy w rozmowach z przywódcami protestu i kilkanaście samochodów opuściło rejon demonstracji.
Premier Nowej Zelandii, Jacinda Ardern, nazwała protest "importowanym" zjawiskiem
W szczytowej fazie protestu uczestniczyły w nim tysiące osób. Obecnie liczba ta zmniejszyła się do kilkuset.
Premier Nowej Zelandii, Jacinda Ardern, nazwała protest "importowanym" zjawiskiem i wykluczyła możliwość zniesienia obostrzeń wprowadzonych w związku z falą zakażeń napędzaną transmisją wariantu Omikron.
W ciągu doby w Nowej Zelandii wykryto ponad 1,1 tys. zakażeń. Od początku epidemii w kraju wykryto 22,3 tys. zakażeń, zmarło 53 chorych na COVID-19.
Nowa Zelandia nadal nie otworzyła granic kraju zamkniętych wiosną 2020 roku, po wybuchu pandemii.