Podczas gdy młodzi Hiszpanie z dyplomami zasilają szeregi „oburzonych", w krajach latynoskich rośnie zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych pracowników. Jeśli dodamy do tego brak bariery językowej, wniosek nasuwa się sam. Poza granicami Hiszpanii żyje obecnie na stałe ponad 1,5 mln dorosłych Hiszpanów, większość w Ameryce Łacińskiej. Najwięcej w Argentynie, gdzie ich liczba wzrosła w latach 2009 – 2010 z 273 tys. do 322 tys. (w Wenezueli ze 126 tys. do 167 tys., w Brazylii z 69 tys. do 82 tys.). Ten przyrost częściowo tłumaczy się odzyskaniem obywatelstwa hiszpańskiego przez osoby pozbawione go za rządów generała Franco, ale w związku z kryzysem w Europie nowa fala emigracji za ocean wydaje się całkiem realna.
Potrzeba specjalistów
– Potencjał Brazylii jest ogromny i stoją przed nią ogromne i pilne wyzwania związane z mundialem, olimpiadą, elektryfikacją, ochroną środowiska i rozwojem turystyki – mówiła cytowana przez dziennik „El Pais" szefowa departamentu Ministerstwa Pracy, zajmującego się sprawami Hiszpanów żyjących poza granicami kraju. Pilar Pin podczas wizyty w Brazylii dowiedziała się od tamtejszego ministra pracy, że ten ogromny, liczący 191 mln mieszkańców kraj potrzebuje pilnie 1,9 mln wysoko wykształconych specjalistów, głównie inżynierów wszelkich specjalności, ale także np. 28 tys. nauczycieli języka hiszpańskiego. Pilar Pin przyznaje, że hiszpański rynek pracy nie jest w stanie wchłonąć wszystkich wykształconych młodych ludzi, którzy co roku kończą wyższe uczelnie, ale nie spodziewa się masowej emigracji zarobkowej do Ameryki Łacińskiej. Powód? Kilkakrotnie niższe płace niż w Europie i niższa jakość życia.
Jej opinię podziela Eduardo Hertfelder, szef madryckiego Instytutu Polityki Rodzinnej. Jego zdaniem mimo różnic językowych Hiszpanie będą szukać pracy raczej we Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemczech, do czego osobiście zachęcała w Madrycie kanclerz Angela Merkel, bo płace są tam wyższe niż w Hiszpanii, a warunki życia porównywalne. W rozmowie z „Rz" Hertfelder zwraca uwagę, że w porównaniu z ich rówieśnikami z innych krajów młodzi Hiszpanie są niezbyt mobilni, niechętnie decydują się na radykalne zmiany, między innymi z powodu dość konserwatywnego podejścia do więzi rodzinnych oraz przywiązania do swojego stylu życia. – Z drugiej strony, kiedy jest ponad 5 milionów bezrobotnych, z czego 30 procent to młodzi, wykształceni ludzie, szukanie szczęścia za granicą może się jawić jako jedyna szansa osobom, które mogłyby w innych warunkach przyczynić się do rozwoju Hiszpanii – mówi.
Nie przecinać pępowiny
– Mamy najlepiej wykształconą młodzież w historii, szkoda byłoby ją stracić – ubolewa w rozmowie z „Rz" Victoria Cristóbal, dyrektor Madryckiej Agencji ds. Emigracji, podlegającej władzom regionu stołecznego. – Aby jej nie stracić, trzeba zrobić wszystko, by – jeśli nawet zdecyduje się na wyjazd – nie została przecięta pępowina łączącą ją z Hiszpanią. My możemy tylko służyć takim osobom radami, ułatwiać im kontakty z hiszpańskimi firmami i organizacjami funkcjonującymi w krajach, do których się udają. Czy Hiszpania kiedyś odzyska takich ludzi? To będzie zależało od sytuacji gospodarczej – mówi pani Cristóbal.
Niektórzy Hiszpanie podążają za ocean za rodzimymi firmami, na przykład bankami, którym w obliczu stagnacji w kraju lepiej udzielać kredytów w krajach, w których kwitnie budownictwo mieszkaniowe. Na przykład Konsulat Kolumbii w Madrycie wydaje średnio 70 wiz miesięcznie (w roku 2008 – 45). Kraj, który z powodu ciągnącego się od dziesiątek lat konfliktu zbrojnego, był omijany przez zagranicznych inwestorów, oferuje Hiszpanom specjalne ułatwienia, takie jak zwolnienie z obowiązku zatrudniania określonej kwoty miejscowych pracowników. Hiszpańska firma może więc wyemigrować z całym swoim personelem.