Jak rodzice płacą za dzieci raty kredytu bezpośrednio do banku, choć przecież rachunek musi być przypisany indywidualnie do zobowiązania dzieci, to muszą jeszcze zapłacić podatek „demokratycznemu państwu prawa urzeczywistniającemu zasady sprawiedliwości społecznej" (jak stanowi art. 2 Konstytucji RP).

To, że urzędnicy chcą – jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Ostatecznie ustawodawca tak skonstruował przepisy, że mogą próbować. Jakby poborcy podatkowi mieli dobre serca i odrobinę empatii w sobie, to poszliby pracować w pomocy społecznej. Ale przecież ustawodawca widzi, co się dzieje ze stosowaniem uchwalonych przez niego przepisów prawnych. Nie może ich zmienić?

Czytaj też:

Matka spłaca kredyt za syna, a urzędnicy chcą podatku

To, że jest zajęty innymi sprawami, też jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Ostatecznie część posłów musi się starać utrzymać przy władzy dla dobra ojczyzny, a druga część musi się starać tę pierwszą od władzy odsunąć – z tego samego powodu. I na błahostki czasu nie mają.

Ale nie rozumiem niezawisłych sędziów, którzy obiecywali orzekać bezpośrednio na podstawie konstytucji. Niektórzy uznają, że przelew nie musi być na rachunek obdarowanego, tylko może być na inny, przez niego wskazany (np. na rachunek wierzyciela – w tym przypadku banku), ale inni mają odmienne zdanie, przez co dają pretekst urzędnikom do przyjmowania najgorszej dla podatników interpretacji. Dlaczego prezes NSA nie skierował tej sprawy do poszerzonego składu siedmiu sędziów, by rozstrzygnęli ten dylemat? Albo dlaczego żaden ze składów orzekających, wydając nawet wyrok korzystny dla podatnika, nie zasygnalizował premierowi, że coś jest z przepisami nie w porządku? Temu służą wyroki sygnalizacyjne.

A już najbardziej nie rozumiem wrażliwych aktywistów walczących z nierównościami, którzy uważają, że takie zwolnienie podatkowe w ogóle nie powinno istnieć i w imię sprawiedliwości społecznej należy przywrócić pobieranie podatku od spadków i darowizn także pomiędzy rodzicami a dziećmi. Jak dziecko straciło pracę, ma kłopot ze spłatą hipoteki, to rodzice powinni zapłacić nie tylko bankowi, ale i państwu, żeby miało na dotacje dla różnych „aktywistów". Jak podatku nie zapłacą, to państwo go wyegzekwuje. A jak kredytu nie spłacą, to bank wyeksmituje dzieci.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI