Dlaczego Polska ma tak kulawy system ochrony informacji niejawnych?

To jest pokłosie naszej historii i wyraz tego, że nie możemy się nadal, mimo ponad 35 lat demokracji, odnaleźć w świecie zagrożeń i wyzwań. W 1990 r. wyszliśmy od modelu jeszcze sowieckiego i ustawy Czesława Kiszczaka z 1982 r., uchwalonej niemal dokładnie rok po wprowadzeniu stanu wojennego. Jako element restrykcji wprowadzono bardzo ostrą ustawę o ochronie tajemnicy państwowej i służbowej. To był relikt stanu wojennego – wszystko było ściśle tajne. Była ona też odwzorowaniem ustaw sowieckich.

Cześć z nich obowiązuje do dziś.

W niektórych obszarach tak, mamy chociażby surowe przepisy karne, a zwłaszcza art. 265, dotyczący ujawnienia informacji niejawnych o klauzuli „ściśle tajne” i „tajne” z karą do 8 lat pozbawienia wolności za bezprawne ujawnienie lub wykorzystanie takich informacji. Przeszliśmy transformację ustrojową i próbowaliśmy część przepisów dostosować do modeli obowiązujących w NATO, do którego przystąpiliśmy w 1999 r. Trochę wzięliśmy z ustawy niemieckiej, trochę z francuskiej, innych krajów i próbowaliśmy to jakoś skleić. Ostatnia duża nowelizacja systemu ochrony informacji niejawnych miała miejsce w 2010 r. i obowiązuje do dziś. W 2019 r. planowano istotne zmiany, z nieznanych powodów odstąpiono od tego.

Ustawa z 2010 r. jest już archaiczna, nieprzystająca do dzisiejszych czasów. Architektura bezpieczeństwa Europy i świata ponad 15 lat temu wyglądała zdecydowanie inaczej niż dzisiaj, w szczególności w zakresie pojmowania zagrożeń ze strony Rosji.

Włodzimierz Czarzasty, polityk Lewicy i przedsiębiorca, były członek PZPR i SLD przez dwa lata zasiada w sejmowej komisji do spraw służb specjalnych. Nie wypełnia ankiety ABW o poświadczenie bezpieczeństwa, by mieć dostęp do materiałów „ściśle tajne”, bo jak stwierdza „nie było to obligatoryjne”. Wie, że zostanie drugą najważniejszą osobą w państwie – Marszałkiem Sejmu i z automatu otrzyma z mocy urzędu i prawa dostęp do wszystkich najważniejszych informacji dla państwa. Sprawę ujawnia Piotr Nisztor w „Gazecie Polskiej” pisząc o niejasnych związkach biznesowych Czarzastych z Rosjanką. Zamiast wyjaśnień Marszałka Czarzastego otrzymujemy zapewnienie służb, że marszałek jest objęty osłoną kontrwywiadowczą i wszystko jest w porządku. Według pana wszystko jest w porządku?

 

Czytaj więcej

Kim naprawdę jest Rosjanka z biznesowej orbity Włodzimierza Czarzastego? Ustalenia „Rzeczpospolitej”

W sensie formalnym przyjęta przez Włodzimierza Czarzastego konstrukcja uzasadniająca jego postępowanie da się obronić, ponieważ powinność posiadania przez niego dostępu do klauzuli „ściśle tajne” wynika z logiki, a nie obowiązującego prawa. Łatwiej da się to wytłumaczyć tym, iż mamy w tym przypadku do czynienia z nakładaniem się na siebie trzech reżimów prawnych – ochrony informacji niejawnych, sprawowania mandatu parlamentarnego, regulacji pracy Sejmu. Każdy z nich opiera się na niezależnych od siebie, niewspółpracujących ze sobą logikach – bezpieczeństwa, demokracji, sprawowania kontroli nad funkcjonowaniem służb specjalnych. W efekcie funkcjonuje brak wspólnego standardu, który umożliwia istnienie systemowej luki. Na marginesie nie jest to jedyna niestety „dziura” w obowiązującym w Polsce modelu ochrony informacji niejawnych.

„Powinien” nie oznacza „jest zobowiązany” inaczej zostanie odwołany z tej komisji. Takich przepisów  nie ma w żadnej ustawie. Dlaczego?

Ponieważ ta ustawa świadomie nie czyni wyboru pomiędzy bezpieczeństwem państwa a suwerennością mandatu poselskiego. W efekcie powstał model, w którym bezpieczeństwo i demokracja wzajemnie się ograniczają, ale też wzajemnie się legitymizują. 

Trudno to zrozumieć zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co dzieje się za naszę wschodnią granicą i agresję Rosji na Ukrainę. Jak wygląda to w innych krajach? 

W krajach takich, jak chociażby Czechy, Estonia, Wielka Brytania ta sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. W tych krajach obowiązuje prymat logiki bezpieczeństwa, która nie dopuszcza do funkcjonowania szarej strefy, w myśl jasnej zasady – albo posiadasz dostęp do dodatkowej weryfikacji, albo nie. 

Jednak kiedy premier Donald Tusk powoływał państwową komisję do spraw rosyjskich i białoruskich wpływów, w zarządzeniu wprost napisał, że każdy członek tej komisji — to było kilkanaście osób — musi w ciągu miesiąca uzyskać poświadczenie bezpieczeństwa w ABW i poddać się weryfikacji, czyli wirówce służb. Bez tego traci możliwość zasiadania w komisji. Premier Tusk dostrzegł więc potrzebę niewyłamywania się z tego dziurawego systemu.

Uroki demokracji. W Sejmie trudniej osiągnąć to, co w rządzie, jako władza wykonawcza. Premier mógł tak sformułować wymogi udziału w komisji, choć nie przesadzajmy, w miesiąc nie jest możliwe rzetelne sprawdzenie osoby, jej lojalności, kontaktów, stanu majątkowego,  uzależnień, podatności na wpływy itp. To nie trwa miesiąc, ale średnio pół roku, ale w ciągu miesiąca można z całą pewnością złożyć ankietę bezpieczeństwa, co umożliwia tymczasowy dostęp do tajemnic, a w tym czasie  służby mogły rozpocząć badanie i sprawdzanie członków komisji. 

Włodzimierz Czarzasty tego jednak nie zrobił. 

Nie zrobił, dla mnie to dziwna sytuacja.  W jego bliskim otoczeniu znajduje się człowiek, który kończył szkołę dyplomatów w Moskwie, która była i jest nadal kuźnią kadr służb wywiadu Federacji Rosyjskiej. Jest wpływowa Rosjanka z kręgów Kremla. Sądzę, że jego odmowa wynikała z przekonania, że demokratyczna legitymacja posła nie powinna być warunkowana weryfikacją przez instytucję, którą sam ma kontrolować. Pytanie, czy tak samo oceniają tę sytuację inni posłowie i członkowie komisji, którzy poddali się tym rygorom?

Czytaj więcej

Jacek Mąka: Afera szpiegowska może pomóc zredefiniować system

Czy osłona kontrwywiadowcza, którą objęto Marszałka Czarzastego to jest to samo co postępowanie sprawdzające ABW czy SKW?

Osłona kontrwywiadowcza ma szerszy charakter. W uproszczeniu i dla zobrazowania – postępowanie sprawdzające konkretnej osoby jest wstępem, przepustką do dalszego etapu, po którym rozpoczynają się inne działania, już bardziej stricte kontrwywiadowcze, obejmujące między innymi szkolenie, prewencję, monitoring ryzyk dla danej osoby. Ta różnica wynika też z tego, że postępowanie sprawdzające, choć prowadzone przez służby, ma w sobie bardzo dużo elementów klasycznej procedury administracyjnej. Osłona kontrwywiadowcza to działania, w których dominują zdecydowanie działania operacyjne, a nie administracyjne. Po drugie – osłona kontrwywiadowcza dotyczy również osób, które nie podlegają obowiązkowi sprawdzania, weryfikacji przez służby w sensie formalnym, ale z innych powodów są one ważne i istotne. Z racji swojego statusu, utrzymywanych kontaktów znajdują się w kręgu zainteresowania obcych służb, ale również środowisk przestępczości zorganizowanej, organizacji terrorystycznych. Dlatego kontrwywiad sprawuje nad nimi parasol ochronny, czasami bez ich wiedzy i świadomości.  

O tym, że ustawa o ochronie informacji niejawnych nie nadąża za rzeczywistością świadczy przykład Mariana Banasia, w latach 2019 - 2025 prezesa Najwyższej Izby Kontroli wybranego przez posłów PiS. Od lat posiadał poświadczenia bezpieczeństwa ABW do wszystkich poziomów. Kiedy został wybrany przez Sejm TVN ujawnił jego niejasne związki z osobami z półświatka w Krakowie. Choć szef ABW odebrał mu poświadczenia bezpieczeństwa, nic to nie dało. Z mocy tej ustawy prezes NIK nie podlega postępowaniu sprawdzającemu i ma dostęp do materiałów tajnych.

To kolejny dobry przykład charakteryzujący nasz model ochrony informacji niejawnych w balansie pomiędzy bezpieczeństwem (ryzykiem kontrwywiadowczym), a mocnym statusem ustrojowym tym razem nie posła, a prezesa NIK. Jedna uwaga i różnica – Marian Banaś w okresie poprzedzającym nominację na stanowisko prezesa NIK, z racji sprawowania stanowisk w Krajowej Administracji Skarbowej i Ministerstwie Finansów przechodził z wynikiem pozytywnym postępowania sprawdzające realizowane przez służby. Zatem coś musiało zaszwankować zarówno w przebiegu samych postępowań sprawdzających, jak i późniejszej osłony kontrwywiadowczej prezesa NIK, skoro doszło do sytuacji, w której ABW podjęła próbę cofnięcia uprawnień Marianowi Banasiowi. 

Czytaj więcej

Marian Banaś kontra ABW

Niebezpieczna luka w systemie bezpieczeństwa państwa

Ustawa o ochronie informacji niejawnych z 2010 r. wyłącza postępowanie sprawdzające wobec aż 15 grup. I są tam oczywiście prezydent,  marszałkowie Sejmu, Senatu, prezes NBP czy NIK. Ale także mamy posłów i senatorów, którzy mają z mocy mandatu dostęp do poziomu tajne, podobnie jak sędziów i prokuratorów, a nawet – co wydaje się absurdalne - ławników i asesorów sądowych. Dlaczego tak duża grupa osób jest poza systemem weryfikacji służb, a ma dostęp do materiałów wrażliwych, które są niewątpliwie bardzo pożądane przez służby wywiadowcze wielu wrogich nam państw?

Kilkadziesiąt tysięcy osób w Polsce ma dostęp do informacji niejawych bez weryfikacji przez służby czy dają rękojmię zachowania tajemnicy

Oczywiście, to jest bardzo niebezpieczna luka w systemie bezpieczeństwa państwa. Moje wyliczenia wskazują, że jest to kilkadziesiąt  tysięcy ludzi. Przeciwnik, zwłaszcza służby rosyjskie, bardzo uważnie analizują system prawny naszego kraju i patrzą, gdzie ma ułatwione działanie, gdzie służb jest mało albo w ogóle może ich nie być. I te osoby bezwzględnie typuje. To jest ułatwienie pracy dla służb rosyjskich.

Mamy wojnę u bram, regularną wojnę hybrydową na granicy z Białorusią, ataki sabotażowe i permanentną dezinformację w sieci. Mimo to nie ma żadnych inicjatyw uszczelnienia tego systemu.

Jakieś zmiany są chyba jednak planowane. Parę miesięcy temu minister Tomasz Siemoniak, koordynator ds. służb specjalnych wspomniał o tym przy okazji rozmowy na temat weryfikacji i sprawdzania sędziów w naszym kraju. Pytanie, jak i kiedy te zapowiedzi przełożą się na konkretne propozycje.  W przypadku sądów i prokuratur mamy paradoks. W tych instytucjach są stanowiska pracy związane z sekretariatami, kancelariami tajnymi – oni podlegają weryfikacji służb, a asesorzy czy ławnicy, którzy mają dostęp do tych samych materiałów – już nie. Ma to demoralizujący wydźwięk, który dodatkowo ten system osłabia.

Tylko, że akurat to nie ławnik wyjechał na Białoruś i chwali ten reżim, tylko Tomasz Szmydt, znany sędzia WSA w Warszawie, również z dostępem do tajnych materiałów z mocy prawa. Rozumiem, że politycy nie chcą zrezygnować z tych swoich przywilejów, ale gdzie są służby i ich presja na zmianę prawa, które nie przystaje do współczesnych zagrożeń? 

Czytaj więcej

Sędzia poza kontrolą służb. Jak Tomasz Szmydt wyjechał z Polski?

Nie demonizujmy roli służb i możliwości ich wpływu na rzeczywistość. Na szczycie hierarchii w służbach też są politycy. I to oni zdecydują na końcu, czy służby mają rację, czy nie.

To politycy w służbach wypaczyli stosowanie potrzebnego do walki z terroryzmem i szpiegostwem systemu Pegasus. Mamy więc nieustającą narrację: służby za dużo inwigilują, za dużo chcą wiedzieć, w efekcie służbom nie wierzymy.

Czytaj więcej

Jacek Mąka: Pegaz poza kontrolą

To prawda. Politycy w pogoni za swoimi celami politycznymi narazili na szwank coś znacznie ważniejszego, bezpieczeństwo swojego kraju. A przeciwnik to wykorzystuje. I pod tym kątem jest bezwzględny, nie ma żadnych sentymentów i wykorzystuje wszystkie nasze luki w systemie. I patrzy: dobrze, sędziowie nie podlegają weryfikacji, inni też nie, no to próbujemy ich werbować, bo tak będzie naszym wywiadom łatwiej. Możemy wokół tych osób prowadzić różne działania, werbować ich do współpracy przeciwko Polsce. I tak się dzieje. 

Nie tylko Braun. Jest więcej posłów z niejasnymi powiązaniami i kontaktami, którzy jeździli do Rosji

Kiedy Rosja napadła na Ukrainę prorosyjski poseł Konfederacji Grzegorz Braun został usunięty z sejmowej Komisji Obrony Narodowej oraz czterech podkomisji obrony. Braun, oczywiście z mocy prawa z dostępem do informacji tajnych, postanowił przychodzić na jej posiedzenia jako szeregowy parlamentarzysta. Żeby go wykluczyć posłużono się fortelem -  zamknięte wspólne posiedzenie Komisji do Spraw Służb Specjalnych i innej komisji ograniczono wyłącznie do ich członków. 

Takich posłów jest niestety więcej. Niejasne powiązania i kontakty, wyjazdy do Rosji, udział w pseudokomisjach wyborczych, masowe interpelacje poselskie z pytaniami, jakby układanymi na Kremlu. Można by mnożyć takie przykłady. Jednak przypadek Mateusza P., posła Samoobrony oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Rosji, jest dowodem na to, że świat polityki nie jest objęty immunitetem bezkarności w tego rodzaju sytuacjach. Co więcej, pokazuje jednoznacznie, że świat polityki jest również zagrożony rosyjską infiltracją.  Mateusz P. został zatrzymany przez ABW, aresztowany na trzy lata, aktualnie przed sądem toczy się przeciwko niemu proces karny o szpiegostwo na rzecz Rosji. 

Ale wtedy od dekady nie był już posłem choć na obrzeżach polityki funkcjonował. 

To szerszy problem koegzystencji świata polityki ze światem służb, funkcjonujący nie tylko w polskiej demokracji. Relacja ta opiera się na pragmatycznym współdziałaniu, któremu towarzyszy często jednakże strukturalna nieufność wpisana w naturę obu tych środowisk. Jest wynikiem niejednokrotnie rozbieżnych horyzontów działania – krótkoterminowej  dynamiki świata polityki i długoterminowej logiki funkcjonowania świata służb. W efekcie współpraca jest obudowana mechanizmami kontroli i ostrożności, co naturalnie ogranicza poziom wzajemnego zaufania. Politycy nie ufają służbom, a służby nie ufają politykom i jeszcze dodatkowo wiedzą, że świat polityki ma wpływ na ich działanie, na ich finanse, na ich kariery, na ich awanse, z tymi najważniejszymi generalskimi włącznie. 

Jeśli ktoś wchodzi do polityki lub szerzej do sfery publicznej to musi poddać się większej kontroli. A osoby uczciwe nie mają się czego bać i straszenie służbami to zasłona dymna.

Służby z wielu powodów są dobrym kandydatem do straszenia nimi. Istnieje jedna istotna prawidłowość, która trochę jak w soczewce, pokazuje przywoływaną koegzystencję świata polityki i służb, czyli funkcjonowanie systemu ochrony informacji niejawnych. Gdyby spojrzeć modelowo na tę ważną dla państwa sferę – tak jak dzieje się to w niektórych krajach – ochrona informacji niejawnych w państwie winna funkcjonować w określonym schemacie. Postępowania sprawdzające jako element weryfikacji, ważny, ale tak naprawdę początkowy, za którym powinny iść dalsze zaplanowane i przemyślane działania chroniące państwo. W dalszej kolejności profilaktyka, wspomniana osłona kontrwywiadowcza, prewencja, postępowania kontrolne w przypadku wątpliwości, działania wykrywcze służb, zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, wreszcie prawomocne wyroki. Nawiązując do początku naszej rozmowy – mamy surowe przepisy karne za naruszenia prawa w tej dziedzinie. Ile wszczęto śledztw z zawiadomienia służb w tym obszarze, ile zapadło prawomocnych wyroków skazujących za te przestępstwa w ciągu ostatnich 20 lat? Znikoma ilość, co nie oznacza, że odzwierciedla to rzeczywistość. 

Dlaczego tak dzieje się Pana zdaniem?

Czytaj więcej

Ujawniamy kulisy cofnięcia Sławomirowi Cenckiewiczowi dostępu do tajemnic

Bo tak to działa w naszym kraju od 30 lat. Każda nowa władza w ramach rozliczeń poprzedników sięga również po narzędzie dostępu do informacji niejawnych, jako metodę osłabienia adwersarza. W pierwszym roku po przejęciu władzy ilość wszczynanych postępowań kontrolnych przez służby, odbieranie dostępu do informacji niejawnych rośnie lawinowo. To mocno angażuje oficerów zarówno pionu ochrony informacji niejawnych, jak i pionu kontrwywiadu w procedury odwoławcze, sądowe, a w następnych latach w obronę swoich decyzji, które sąd niejednokrotnie później unieważnia. System działa w schemacie skróconym – postępowań sprawdzających, poświadczeń bezpieczeństwa w dużej mierze dla członków nowej władzy, postępowań kontrolnych dla przedstawicieli władzy, która ustąpiła. To w dużej mierze powoduje, że nie ma ani tylu ludzi, ani czasu na działania z zakresu profilaktyki, prewencji, wykrywania – czyli pełnego, pożądanego schematu działania. 

Ponadto w poprzednich latach w funkcjonowaniu służb funkcjonował swoisty kodeks – jeśli osoba, której odbierano poświadczenie odwoływała się – w I instancji do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w drugiej – do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i sąd nie przyznawał racji służbom, unieważniając decyzje o cofnięciu poświadczeń – służby w przytłaczającej większości przypadków respektowały te rozstrzygnięcia, uznając prymat racji sądu nad swoimi argumentami. W latach 2015-2023 ta niepisana zasada przestała obowiązywać, kasacja do Naczelnego Sądu Administracyjnego jako środek odwoławczy stała się w służbach normą. Przesunięty został w kierunku bardziej radykalnym kolejny paradygmat funkcjonowania służb. 

Jacek Mąka

Jacek Mąka

Foto: materiały prywatne

Jacek Mąka

Z wykształcenia prawnik, emerytowany pułkownik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i były szef kontrwywiadu tej służby. Zaczynał w Urzędzie Ochrony Państwa. Dwukrotnie wiceszef ABW w latach 2004-2006 i 2007–2012

Przykład Sławomira Cenckiewicza, szefa BBN, któremu po zmianie władzy SKW cofnęła poświadczenie i po przegranej w WSA premier złożył kasację do NSA pokazuje, że ten model nadal obowiązuje. Jak zadbać o lepszą ochronę informacji, które dotyczą naszego bezpieczeństwa w Polsce i Europie? Możemy sięgnąć po dobre przepisy innych państw?

Moim zdaniem nie chodzi o to, by przejmować z innych systemów całe rozwiązania i przeszczepiać je do naszych polskich realiów. Każdy kraj ma swoją specyfikę, historyczne konotacje, poziom zagrożeń. Uważam, iż nasz model wymaga zmian, na które oczywiście nigdy nie ma idealnego czasu. Nadmierne kunktatorstwo jest jednakże jeszcze bardziej szkodliwe niż wyważone propozycje nowych rozwiązań. Nawiązując do mojej publikacji na łamach „Rzeczpospolitej” sprzed paru miesięcy, za szczególnie warty rozważenia uważam model częściowo rozdzielony, traktowany jako referencyjny w wielu opiniach i ocenach bezpieczeństwa podmiotów reprezentujących UE i NATO. Polega na wyraźnym oddzieleniu roli służb prowadzących dalej weryfikację bezpieczeństwa (wzorem ABW i SKW), bez statusu decydowania o przyznawaniu dostępu do informacji niejawnych scedowanego w tym systemie na podmioty występujące o przeprowadzenie postępowania. Być może prognoza tego rodzaju ewolucji systemu tkwi w wypowiedziach ministra Tomasza Siemoniaka, który wydawał się sugerować ten kierunek zmian w odniesieniu do postępowań sprawdzających sędziów. Najważniejsze, by, tak jak w 2019 r., planowane wtedy jakieś istotne ewolucje modelu nie zostały również obecnie odłożone na półkę.