Urzędu Prezydenta RP nie można łączyć z żadnym innym urzędem ani funkcją publiczną (art. 132 Konstytucji RP), ale to ograniczenie mogłoby mieć zastosowanie, gdyby prezydent stolicy wygrał wybory prezydenckie, a Sąd Najwyższy uznał je za ważne. To nastąpić może nie wcześniej niż na przełomie lipca i sierpnia.
Nie ma zaś prawnego wymogu, aby kandydujący na prezydenta samorządowiec rezygnował wcześniej z urzędu.
Czytaj też: Co jeśli Trzaskowski wygra? Komisarz w Warszawie
Temat podgrzała chyba bezwiednie Hanna Gronkiewicz-Waltz, wieloletnia prezydent stolicy, twitterowym wpisem: „Nie wolno oddać Warszawy komisarzowi z PiS. Opamiętajcie się".
Dopiero w razie ewentualnej wygranej Trzaskowskiego premier byłby zobowiązany zarządzić przedterminowe wybory na urząd prezydenta stolicy w ciągu 90 dni od wystąpienia tej przyczyny, czyli objęcia urzędu. Ewentualne wybory w stolicy mogłyby się zatem odbyć gdzieś w październiku.
Do tego czasu miastem kierowałby komisarz. W 30-letniej tradycji samorządu (reaktywowanego w 1990 r.) Warszawa miała kilku komisarzy: w 2006 r. premier Kazimierz Marcinkiewicz wyznaczył komisarza po zdobyciu prezydentury przez ówczesnego prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego. Następnie sam Marcinkiewicz został komisarzem, ale wkrótce musiał przekazać urząd Hannie Gronkiewicz-Waltz, z którą przegrał wybory o warszawski magistrat. Od 15 lat jest on w rękach PO, w tej sytuacji nawet przejściowy komisarz mógłby stanowić istotną zmianę dla warszawskich władz samorządowych.
Komisarze to wyjątek w zarządzaniu miastem, ale nierzadki, a urząd ten stanowi nieraz trampolinę do uzyskania stanowiska prezydenta czy burmistrza w wyborach.
Tak było przed rokiem, kiedy po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska, na komisarza premier Mateusz Morawiecki powołał wiceprezydent Aleksandrę Dulkiewicz, która później wygrała wybory samorządowe.