Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz rozesłała właśnie po urzędzie zalecenia, by od teraz każda umowa z zewnętrznymi firmami lub osobami spoza urzędu zawierała zgodę na upublicznienie przedmiotu zlecenia i kwoty, jaką zarobią w urzędzie.
– Takie pismo otrzymali dyrektorzy biur i kierownicy jednostek podległych miastu – wyjaśnia Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Warszawy.
A jeśli jakaś kancelaria prawna, doradca lub osoba prywatna nie zgodzą się na takie warunki, będą musiały zrezygnować z zarobku w urzędzie miasta.
To efekt batalii, jaką od 40 miesięcy toczy opozycyjny radny miasta Jarosław Krajewski (PiS) o jawność umów cywilnoprawnych.
Najpierw w interpelacji zapytał o to, z kim zawarte zostały umowy m.in. na obsługę prasową konferencji Biura Edukacji, za którą zainkasowano 10 tys. zł, czy analizę socjologiczną Pikniku Naukowego Polskiego Radia i Centrum Nauki Kopernik za 4 tys. zł.
Ponieważ prezydent Warszawy odmówiła odpowiedzi, poszedł do sądu. I w listopadzie wygrał. Ale ratusz wystąpił o kasację wyroku i nadal odmawia odpowiedzi. Radny poskarżył się zatem prokuraturze. Uznał, że prezydent Warszawy odmawiając realizacji wyroku sądu, łamie m.in. ustawę o dostępie do informacji publicznej.
Na to urzędnicy w kontrze przytaczają ustawę o ochronie danych osobowych. – Zgodnie z orzecznictwem sądów administracyjnych nie mamy prawa ujawniać prywatnych danych – twierdzi twardo Jarosław Jóźwiak. – Ale ponieważ mamy już dość insynuacji, że coś ukrywamy, po prostu zapytaliśmy osoby, z którymi zostało podpisanych sześć newralgicznych umów, o jakie pytał radny, czy zgodzą się na ujawnienie swoich danych.
Zgodziła się... połowa z nich.
Radny Krajewski po bojach o jawność działań urzędu doczekał się więc w końcu wiedzy o trzech umowach cywilnoprawnych. Panowie Grzegorz Majchrzak i Robert Krzysztoń dostali po 500 zł za okolicznościowe wykłady dla nauczycieli m.in. o tym, jak dziś uczyć o wydarzeniach po 1989 r.
Jacek Szymanderski – 2,5 tys. zł (brutto) za pięć wykładów o podobnej tematyce.
– Oczywiście są to umowy o najmniejszej wartości. Te, za które ktoś wziął po 10 tys. zł, nadal są tajemnicą – komentuje radny Krajewski.
I – jak przekonują urzędnicy – będzie to tajemnica do momentu, aż nie zmieni tego ostateczna instancja sądu.
– Inaczej te osoby mogłyby zaskarżyć prezydent o ujawnienie ich danych osobowych – przekonuje Jarosław Jóźwiak.
W 2010 r. urzędnicy ratusza i dzielnic zapłacili ponad 31 mln zł za zewnętrzne usługi eksperckie, podpisując przeszło 14 tys. umów. Były to m.in. zlecenia dla kancelarii prawnych czy indywidualnych doradców lub firm, które opracowywały najróżniejsze analizy. Duża część tych umów to umowy-zlecenia zawierane z nauczycielami i opiekunami, podpisywane na prowadzenie zajęć w ramach corocznych akcji „Zima w mieście" czy „Lato w mieście".