Osoby deklarujące segregację śmieci i pozbywanie się tzw. bioodpadów w kompostowniku nie mogą rzucać na pryzmę resztek jedzenia, skoszonej trawy czy innych pozostałości roślinnych. Mają one trafiać do kompostownika, np. specjalnej skrzyni. Taki wymóg wprowadziła jedna z podwarszawskich gmin. Rodzi się jednak pytanie, czy urzędnicy mogą tak szczegółowo określać postępowanie z resztkami, które ulegają biodegradacji.

– Mogą. Pozwalają na to przepisy ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, zgodnie z którymi to samorząd określa zakres i zasady selektywnej zbiórki – mówi Daniel Chojnacki, radca prawny z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Z tym że w tej gminie wciąż są rolnicy. W ramach ich działalności powstaje duża ilość odpadów roślinnych. Nie muszą oni upychać np. całej przyczepy liści po burakach czy kapuście do małych kompostowników. I gmina w tym zakresie nie może im niczego narzucić.

To, co mieszkańcy wrzucają do kompostownika, może być sprawdzane

– Takie pozostałości z roślin uprawnych nie są odpadem komunalnym i nie podlegają pod te same przepisy. Rolnicy mogą się ich pozbywać tak jak do tej pory – mówi Daniel Chojnacki.

Potwierdza to Jadwiga Sołtysek z kancelarii KSP Legal & Tax Advice. Tłumaczy jednak, że rolnik ma obowiązek zbierać do kompostownika odpady powstające w domu czy ogrodzie, takie jak resztki jedzenia, skoszona trawa i zgrabione przy domu liście.

Mieszkaniec gminy, który prowadzi działalność rolniczą, odpady z pól może  kompostować na własną rękę.  I tu prawo nie określa, że musi je wrzucić do pojemnika czy skrzyni. Zgodnie z przepisami dotyczącymi postępowania z odpadami z rolnictwa ma on prawo wykorzystać takie resztki jako nawóz na polach. Wyjątek stanowią te z upraw, które były pryskane pestycydami. Rośliny mogą także posłużyć do karmienia zwierząt.