Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt P 26/12) zajął się we wtorek sprawą dyrektorki rodzinnego domu dziecka w Gliwicach, która domagała się od władz miasta wypłaty dodatku za nadgodziny.
Dyrektor, co sprząta
Poszło o to, że choć została zatrudniona na umowę o pracę jako dyrektor, musiała sama zajmować się wszystkim – od sprzątania po wizyty lekarskie ze swoimi podopiecznymi. Obowiązki dyrektora mogła podjąć dopiero wtedy, kiedy dzieci poszły spać. W ten sposób pracowała od 2004 r. do 2010 r. po 14 godzin w dni powszednie i 12 godzin na dobę w soboty i niedziele.
Dyrektorka po tym, jak miasto odmówiło zgody na zatrudnienie dodatkowego pracownika, zwolniła się z pracy. Złożyła wtedy pozew do sądu rejonowego w Gliwicach o wypłatę ponad 40 tys. zł wynagrodzenia za pracę w nadgodzinach.
Rozpatrując ten pozew, gliwicki sąd nabrał wątpliwości, czy ustawa o pracownikach samorządowych nie dyskryminuje dyrektorki. Zgodnie z jej 42 ust. 4 takiemu pracownikowi za pracę wykonywaną na polecenie przełożonego w godzinach nadliczbowych przysługuje, według jego wyboru, wynagrodzenie albo czas wolny w tym samym wymiarze. Tymczasem zgodnie z art. 151¹ kodeksu pracy zatrudnieni poza administracją, poza zwykłym wynagrodzeniem godzinowym mają także prawo do dodatku za pracę w nadgodzinach. Wynosi od 50 do 100 proc. w zależności od tego, czy nadgodziny zostały wypracowane w zwykły dzień czy też w nocy, niedzielę czy święto.
Coś za coś
Trybunał Konstytucyjny 21 stycznia 2014 r. wydał w tej sprawie tzw. wyrok zakresowy. Sędziowie uznali, że art. 42 ust. 4 w zakresie, w jakim pozbawia pracowników na kierowniczych stanowiskach prawa do dodatku za nadgodziny, jest zgodny z konstytucją i Europejską Kartą Społeczną. Oznacza, że mają oni jedynie prawo do zwykłego wynagrodzenia za ponadnormatywną pracę.
– Praca na rzecz społeczności lokalnej ma elementy misji publicznej – tłumaczyła w uzasadnieniu Teresa Liszcz, sędzia Trybunału Konstytucyjnego. – Tacy pracownicy są ostrzej selekcjonowani, podlegają większej dyspozycyjności. Godząc się na taką pracę, powinni zdawać sobie sprawę, że poświęcają swój interes indywidualny na rzecz interesu społeczności lokalnej. W zamian za to mogą liczyć na stabilne zatrudnienie, czego nie można przecenić w obecnych warunkach panujących na rynku pracy. Poza tym przysługują im wyższe odprawy i nagrody jubileuszowe.
Ten wyrok nie zamyka drogi do domagania się dodatku za nadgodziny przez szeregowych pracowników samorządowych. Jeszcze więcej mogliby zyskać pracownicy administracji rządowej, którzy w zamian za nadgodziny mogą liczyć wyłącznie na wolne. W praktyce w urzędach publicznych nadgodziny kumulują się i nie ma kiedy ich odzyskać.
Opinia dla „Rz"
Stefan Płażek, adiunkt na Uniwersytecie Jagiellońskim
Polska jest sygnatariuszem Europejskiej Karty Społecznej i konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy, które nakładają na naszego ustawodawcę obowiązek takiego ukształtowania przepisów, aby pracownicy mieli prawo do wynagrodzenia za pracę w nadgodzinach. Tymczasem obecna ustawa o pracownikach samorządowych jest gorsza pod tym względem od poprzedniej, która zakazywała wypłaty dodatku za nadgodziny tylko urzędnikom samorządowym. Obowiązujące przepisy zakazują wypłaty tego dodatku wszystkim zatrudnionym w samorządach i jednostkach im podległych. Najwyższa pora, ?by uporządkować te przepisy. Dodatek za pracę w nadgodzinach ma nie tylko wyrównywać zwiększony wysiłek pracownika, ale także zniechęcać pracodawcę do wyznaczania ponadwymiarowej pracy. Wychodzi więc na to, że pracodawcy mają więcej ograniczeń w tym zakresie.