Projekt to skutek decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przypomnijmy, iż 22 października TSUE postanowił o zawieszeniu przepisów dotyczących stanu spoczynku najstarszych sędziów Sądu Najwyższego i przywróceniu ich do pracy na warunkach, obowiązujących przed wejściem w życie nowej ustawy o SN, i wstrzymaniu mianowań na ich miejsca.

Jak czytamy w uzasadnieniu, celem projektowanego aktu ma być przede wszystkim:

1) usunięcie stanu niepewności co do momentu przejścia w stan spoczynku przez sędziego ze względu na osiągnięcie określonego wieku;

2) pozbawienie władzy wykonawczej wpływu decydowania o tym, czy dany sędzia może po osiągnięciu określonego wieku nadal sprawować czynnie swój urząd;

3) powrót do cezury 70 lat jako wieku przechodzenia w stan spoczynku przez sędziów Sądu Najwyższego i odpowiednio sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego – dla sędziów którzy objęli stanowisko przed dniem wejścia w życie projektowanej ustawy;

4) umożliwienie sędziom Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, którzy przeszli w stan spoczynku na podstawie ustawy o Sądzie Najwyższym z 2017 r. powrót do pełnienia funkcji sędziego, a także funkcji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego oraz prezesów izb Sądu Najwyższego.

Zgodnie z projektem wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego, którzy przeszli w stan spoczynku na podstawie uchylanych przepisów, zostaną z mocy prawa przywróceni do pełnienia urzędu na stanowisku zajmowanym w dniu wejścia w życie ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym.

Projekt przewiduje także, że kadencję Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego albo Prezesa Sądu Najwyższego uważać się będzie za nieprzerwaną.

W nowelizacji jest również zapis, że sędziowie Sądu Najwyższego oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego będą zobowiązani do zwrócenia świadczeń, które wypłacono im w związku z przejściem w stan spoczynku, z wyjątkiem uposażenia sędziego za okres pozostawania w stanie spoczynku. 

Czytaj też: SN: PiS chce na trwale zakończyć spór z Brukselą - komentarz Tomasza Pietrygi