Wydanie przez sędzię Annę Korwin-Piotrowską zarządzenia o przerwie w pełnieniu obowiązków prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego doprowadziło do niespotykanej eskalacji konfliktu. Zablokowanie wejścia do budynku „zawieszonym” sędziom, przepychanki policji ze zwolennikami opozycji, interwencja prezydenta, który po zawróceniu samolotu lecącego do Senegalu niemal siłą wszedł do budynku TK, wprowadzając Bartłomieja Sochańskiego – to wszystko obrazki, które pokazują, że Trybunał stał się areną nie tylko politycznej, ale i fizycznej walki. Walki, której żadna ze stron nie wygrała, a w której przegrał sam Trybunał.
Podstawa prawna zarządzenia budzi wątpliwości
– Odbudowa autorytetu tej instytucji powinna się odbywać na podstawie bezdyskusyjnych podstaw prawnych. Tymczasem posłużono się normą, której zastosowanie budzi ogromne kontrowersje. Zawieszenie prezesa TK nie jest wykluczone, ale mógłby to uczynić sąd dyscyplinarny w prawidłowo wszczętym postępowaniu dyscyplinarnym – mówi prof. Marcin Wiącek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, były rzecznik praw obywatelskich.
Czytaj więcej
Kryzys w Trybunale Konstytucyjnym jest kompromitacją całej polskiej klasy politycznej. Bez wyjątków i niezależnie od tego, jak ostatecznie rozkłada...
Chodzi o art. 130 prawa o ustroju sądów powszechnych, na podstawie którego możliwe jest zarządzenie przerwy w czynnościach sędziego.
– Przede wszystkim problematyczne jest to, czy tego rodzaju działania mogła podjąć osoba niebędąca prezesem TK. Prezesem jest Bogdan Święczkowski, który pomimo różnorodnych zarzutów kierowanych wobec niego, nie został z tej funkcji usunięty. Trudno więc mówić, że istnieje wakat, który uzasadniałby poszukiwanie zastępstwa w osobie sędziego z najdłuższym stażem – mówi dr Marcin Szwed z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Czytaj więcej
Państwo prawa tym różni się od prawa dżungli, że o racji nie decydują mięśnie i chamstwo –- mówił premier Donald Tusk w wystąpieniu związanym z kry...
Na tej podstawie właśnie sędzia Anna Korwin-Piotrowska wywodzi swoje uprawnienia do kierowania TK i wydawania zarządzeń. – Co więcej, przepis mówiący o zawieszeniu sędziego jest sam w sobie problematyczny. Choć TK, który go kontrolował, uznał go za zgodny z ustawą zasadniczą, to ja mimo wszystko mam poważne wątpliwości. Konstytucja stanowi, że zawiesić sędziego może jedynie sąd, a nie prezes czy minister, o których jest mowa w tym przepisie – zauważa dr Szwed.
Groźba negatywnego precedensu
Wreszcie, jak wskazuje ekspert, takie działanie może doprowadzić do ustanowienia negatywnych precedensów. W przyszłości może się bowiem zdarzyć, że jakaś większość sejmowa wybierze na sędziego TK osobę z długim stażem w sądzie powszechnym, która pod jakimś pretekstem zawiesi prezesa i wiceprezesa i przejmie władzę w Trybunale.
– Nawet jeśli w tym przypadku istnieją merytoryczne podstawy do zawieszenia, bo niewątpliwie sposób funkcjonowania Trybunału i zarządzania nim przez pana Święczkowskiego budzi poważne kontrowersje, to taki precedens może być w przyszłości nadużywany i wykorzystywany w złym celu – dodaje dr Szwed.
Wątpliwości co do dopuszczalności kroków prawnych podjętych przez Annę Korwin-Piotrowską (która formalnie nie została dopuszczona do orzekania przez prezesa TK) formułują też liczni inni eksperci, choć część z nich dopuszcza wyjątkowo takie działania podjęte w stanie „wyższej konieczności konstytucyjnej”.
Wsparcie dla działań „nowych” sędziów wyraziło m.in. Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, na którego czele do niedawna stał wybrany w marcu do TK sędzia Krystian Markiewicz. „Decyzja o zawieszeniu w obowiązkach prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy zostanie w myśl tych procedur poddana ocenie prawnej przez Sąd Dyscyplinarny Trybunału Konstytucyjnego, a także Zgromadzenie Ogólne. Do oceny tej nie są uprawnieni politycy żadnej z opcji. Politycy nie mogą również wywierać wpływu na przebieg zwołanego Zgromadzenia Ogólnego TK i kształt uchwał podejmowanych przez to gremium” – czytamy w stanowisku Iustitii.
Brak kworum i dwa Trybunały nieuznające się nawzajem
Niemniej efekt działań podjętych przez nowych sędziów jest póki co żaden. Ani prezes TK, ani wiceprezes nie respektują wydanego przez Annę Korwin-Piotrowską zarządzenia. Wszyscy „starzy” sędziowie wydali oświadczenie, w którym uznają wydarzenia, jakie miały miejsce 30 października w TK, za bezprawne. Z naszych informacji wynika, że żaden z nich nie pojawi się na zwołanym przez Annę Korwin-Piotrowską na 3 listopada Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów TK. A to będzie oznaczało brak wymaganego kworum, czyli udziału co najmniej 10 sędziów.
– Oczywiście można się spodziewać, że mimo to zostanie podjęta próba kreatywnej interpretacji przepisu o kworum, nie zmienia to jednak faktu, że będziemy mieć instytucję, która będzie przez dużą część społeczeństwa nieuznawana. Istnieje ryzyko, że zamiast jednego Trybunału będziemy mieli dwa wzajemnie nieuznające się sądy: jeden pod przewodnictwem Bogdana Święczkowskiego i drugi, którym kierować będzie Anna Korwin-Piotrowska. A to oznacza narastający chaos. Nie da się naprawić Trybunału przy użyciu jakichś prawniczych sztuczek – mówi dr Szwed.
Czytaj więcej
Delegacja Nawrockiego do Senegalu, czas Wszystkich Świętych i przygotowanie oddziałów prewencji. Ujawniamy kulisy tajnych przygotowań do przejęcia...
Zastrzega jednak, że niezależnie od negatywnej oceny działań podejmowanych przez nowych sędziów trzeba pamiętać, że źródłem problemu było niewykonanie przez prezydenta obowiązku przyjęcia ślubowania od wybranych przez Sejm sędziów oraz niedopuszczenie ich do orzekania przez prezesa TK, mimo że złożyli ślubowanie w formie zastępczej.
– Niemniej jednak, aby taka instytucja jak sąd konstytucyjny mogła funkcjonować, to choć może być różnie oceniana, musi być uznawana przez wszystkich, a wydawane przez nią orzeczenia respektowane. Dziś jesteśmy daleko od tego stanu. Powinno być jasne dla każdego, że jedynym sposobem na wyjście z tego kryzysu jest zmiana konstytucji. Nie wyobrażam sobie, by bez resetu mogło jeszcze dojść do naprawy sytuacji w Trybunale – uważa dr Szwed.
Czy to koniec Trybunału Konstytucyjnego? – Zdecydowanie tak. Z punktu widzenia zaufania do tej instytucji ze strony społeczeństwa, jak i w ogóle zaufania do państwa. Dlatego w tym momencie są już tylko dwa wyjścia. Pierwszym jest zmiana konstytucji i uformowanie Trybunału na nowo. Drugą opcją jest uchwalenie ustawy, która zaostrza kryteria wyboru sędziów TK, tak by Sejm dokonywał wyboru nie bezwzględną, lecz kwalifikowaną większością. Jednocześnie, w poczuciu odpowiedzialności za państwo, wszyscy obecni sędziowie powinni wówczas dobrowolnie złożyć urząd, by można było obsadzić TK według nowych zasad – mówi Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.
Sposób wyboru sędziów: dlaczego mechanizm przestał działać
Kulminacja sporu wokół TK, której byliśmy świadkami w piątek 30 października, pokazuje, że żadna ze stron nie chce niezależnego sądu konstytucyjnego i jest gotowa bronić „swoich” sędziów wszystkimi dostępnymi środkami. Rząd – wysyłając pod TK jednostki policji, opozycja – szukając wsparcia u prezydenta i I prezesa Sądu Najwyższego. Dla wszystkich jest jasne, że winę za ciągnący się od dekady kryzys ponoszą politycy różnych opcji. W efekcie mamy sąd upolityczniony, który de facto nie sprawuje roli, jaką określa mu konstytucja. Wydarzenia ostatnich dni pokazują, że po pierwsze próba naprawy TK na podstawie obecnie obowiązujących przepisów jest niemożliwa, a po drugie, nawet gdyby jakimś cudem się powiodła, nie będzie trwała. Po zmianie władzy nastąpi kolejne odbicie pod hasłami sanacji.
Powodem jest właśnie sposób wyboru sędziów, który nie wymusza na Sejmie poszukiwania kandydatów niezależnych i bezstronnych, takich, którzy byliby do zaakceptowania nie tylko przez rządzącą większość, ale i przez ugrupowania opozycyjne. Przez lata, pomimo że do wyboru wystarczyła bezwzględna większość, parlamentarzyści wybierali kandydatów cieszących się autorytetem. Przypadki, w których do TK desygnowano byłych posłów czy nawet członków rządu, były sporadyczne, a tacy sędziowie po objęciu urzędu potrafili stanąć na wysokości zadania i z jakim takim powodzeniem udawało im się odciąć od środowiska politycznego, które ich zgłosiło.
Czytaj więcej
W ten sposób nie odbudowuje się w żaden sposób autorytetu Trybunału, o ile on w ogóle istnieje, ale dalej się go podważa. Nie widzę innego wyjścia...
Z czasem jednak okazywało się, że pokusa, by politycy będący akurat przy władzy w łatwy sposób zainstalowali w TK swoich sędziów, jest zbyt duża.
– Jesteśmy w sytuacji, w której nie można już opierać się na zaufaniu do decyzji podejmowanych przez polityków, niezależnie od tego, z jakiej opcji politycznej pochodzą. Przez ostatnie 11 lat dowiedli oni, że ten mechanizm po prostu przestał działać. Dlatego jedynym rozwiązaniem jest wyśrubowanie kryteriów wyboru sędziów. W przeciwnym wypadku Trybunał będzie zakładnikiem polityków i będzie cieszył się aprobatą co najwyżej elektoratów poszczególnych partii. A Trybunał nie może być czyjś – mówi Przemysław Rosati.
Warto przypomnieć, że uchwalona w 2024 r. nowa ustawa o TK przewidywała wybór sędziów większością 3/5, a także wprowadzała czteroletnią karencję dla posłów czy członków rządu oraz 14-dniowy termin dla prezydenta na przyjęcie ślubowania. Ówczesny prezydent Andrzej Duda jednak jej nie podpisał, lecz skierował do TK, a ten uznał ją za niekonstytucyjną, kwestionując m.in. przepis obligujący prezydenta do odebrania ślubowania w terminie 14 dni od wyboru sędziego TK przez Sejm.
Jak mówi prof. Marcin Wiącek, wiele problemów dałoby się rozwiązać dzięki wprowadzeniu procedury poprzedzającej wybór sędziów przez Sejm, czyli preselekcji kandydatów.– Chodzi o to, aby kandydatów na sędziów proponowały pewne instytucje i gremia, jak samorządy zawodów prawniczych, uniwersytety czy organizacje pozarządowe. I dopiero spośród wskazanych przez nie osób posłowie dokonywaliby wyboru – tłumaczy prof. Wiącek.
Jak dodaje, drugim problemem jest to, że na podstawie ustawy zwykłej w procedurę wyboru sędziów TK włączono prezydenta.– Konstytucja nie przewiduje dla niego jakiejkolwiek roli w tym procesie. Ustawodawca, podejmując w 1997 r. decyzję o ślubowaniu z udziałem prezydenta, wykazał się krótkowzrocznością. Z uwagi na ustrój, jaki mamy, można było łatwo przewidzieć, że prędzej czy później może dojść do napięć między Sejmem a prezydentem na tym tle. Uważam, że włączenie prezydenta w tę procedurę jest również jedną z przyczyn obecnego paraliżu TK – dodaje były RPO.
Plusem rozwiązania wskazanego przez prof. Wiącka jest to, że nie wymaga ono zmiany konstytucji. Zarówno zmianę przepisu o ślubowaniu wobec prezydenta, jak i wybór sędziów większością kwalifikowaną można wprowadzić ustawą. Bez zmiany konstytucji niemożliwe jest natomiast skrócenie ustawą kadencji legalnie wybranych sędziów, choć każdy z nich może dobrowolnie zrzec się urzędu.
Reset TK: Konfederacja, Razem, Hołownia i plan Fundacji Batorego
Opcję resetu od dawna głoszą politycy z dwóch skrajnych biegunów sceny politycznej – Konfederacji i Razem. W sobotę, po spotkaniu z prezydentem, mówił o tym także Szymon Hołownia, lider centrowej Polski 2050.– To, co się wydarzyło w nocy, nie doprowadzi do uzdrowienia sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym. Nie podniesie jego prestiżu. Nie sprawi, że jego rozstrzygnięcia będą bardziej uznawane, tylko jeszcze pogłębi przekonanie, że Trybunał Konstytucyjny jest czymś, co wyrywa sobie jedna i druga część sceny politycznej – mówił Szymon Hołownia po wyjściu z Pałacu Prezydenckiego.
– TK jest nie do uratowania. On musi zostać albo zlikwidowany, albo odbudowany w zupełnie inny sposób – dodawał.
Plan resetu przedstawiła niedawno Fundacja Batorego.
– Historia sporu ciągnącego się od ponad 11 lat, odpowiedzialność za jego wywołanie i skala szkód wyrządzonych przez poszczególne strony pozostają ważne, szczególnie przy dokonywaniu ocen politycznych. Ale ostatecznie wygra ten, kto zaproponuje wyjście z tego klinczu i odbuduje autorytet instytucji – mówi Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego. – To powinno być postrzegane jako prawdziwy polityczny sukces dużo bardziej niż obrazki przejściowej „skuteczności”. Dlatego propozycja resetu konstytucyjnego przygotowana przez Fundację Batorego i prof. Tomasza Zalasińskiego zasługuje na uwagę, a jej podstawowe założenia mogą być podstawą kompromisu, który na stałe przywróci praworządność w Trybunale – dodaje Izdebski.
Jak dodaje, kompromis zakłada zmianę Konstytucji, zakończenie kadencji obecnego składu i wybór piętnastu nowych sędziów z czego siedmiu przez Sejm, pięciu przez Senat i trzech przez Prezydenta.
Czytaj więcej
Prezes naczelnej instytucji sądowej nie powinien stać ponad prawem. Jeżeli nie wykonuje swoich obowiązków i łamie prawo, to nie ma nic złego w uświ...
– Do tego dochodzą zabezpieczenia przed partyjnym uwikłaniem kandydatów, ale też możliwość ponownego kandydowania tych sędziów, którzy nie przystąpili jeszcze orzekania. Zestaw zasad, które mają szansę przywrócić zaufanie do Trybunału.Wydarzenia z piątkowej nocy, niezależnie od intencji rządu, oddalają nas od takiego scenariusza. Każda kolejna demonstracja siły buduje wśród obywateli przekonanie, że Trybunał jest po prostu kolejnym polem politycznej walki i oddala perspektywę, by obywatele znów mogli traktować go jako instytucję, która stoi na straży ich konstytucyjnych praw – pointuje Krzysztof Izdebski.