Gdyby decydenci, kierując się propaństwowym podejściem, chcieli rozwiązać spór, stałoby się to już dawno. Doszłoby do ponadpartyjnego porozumienia, resetu, wypracowania przez niezależnych ekspertów rozwiązania akceptowalnego przez każdą ze stron. Nic takiego nie miało miejsca, bo politycy nie mają w tym interesu. Propaństwowe podejście to bowiem dla nich symetryzm i majaczenia pięknoduchów.
Dla zwolenników Donalda Tuska to bardzo niewygodny fakt, we wspierających jego obóz mediach wypierany, ale dewastację instytucji rozpoczęła koalicja PO–PSL w 2015 r. Wiedząc, że straci władzę, rzutem na taśmę wybrała pięciu sędziów zamiast trzech, by zabezpieczyć swoje wpływy. Później poszło już gładko, rozpoczęło się osiem długich lat, gdy TK z pietyzmem dewastował PiS. Gdy w 2023 r. koalicja Donalda Tuska szła do wyborów, zewsząd słychać było zapowiedzi uzdrowienia, przywracania najwyższych standardów, oparcia politycznych działań na fundamencie prawa i niepodważalnych regułach.
Czytaj więcej
Politycy koalicji rządzącej wiedzą, że zarządzenie sędzi Korwin-Piotrowskiej jest prawnie wątpliwe. Politycy opozycji wiedzą z kolei, że prawnie wą...
Minęły raptem trzy lata, a od ludzi władzy słyszymy: „innej drogi nie ma”. Innej niż pójście na rympał, niż przejęcie instytucji siłą, otaczając budynek policją z pałami i w kaskach, pod osłoną nocy, wyczekując chwili, gdy w Polsce nie będzie prezydenta, a uwaga osłabnie ze względu na zbliżające się święto. Izabela Kacprzak i Grażyna Zawadka opisały kulisy wydarzeń, byście poznali Państwo dokładnie mechanizm tej planowanej i koordynowanej bezprecedensowej akcji.
Polaryzacja i nadzwyczajne narzędzia
Politycy wychodzą z założenia, że skoro ci drudzy zniszczyli instytucję, to oni mają prawo, a wręcz moralny obowiązek, podchodzić do niej w trybie nadzwyczajnym. Dokładnie taki był przekaz sobotniego orędzia Donalda Tuska. Skąd w politykach bierze się to nieznośne przekonanie o wyjątkowości akurat ich misji i predestynacji do przepychania zmian, naruszając reguły? To efekt bezradności, narcyzmu czy odurzenia władzą? Niemniej każdy przejaw takiego działania w trybie nadzwyczajnym sprawia, że Trybunał upada coraz niżej i niżej pod politycznym naporem.
Dla polityków to jednak paradoksalnie sytuacja wymarzona, bo im bardziej TK jest zepchnięty na margines powagi, tym łatwiej nim grać. Sprawnie funkcjonująca, niezależna instytucja byłaby dla nich kłopotem, a tak – słaba, pobita – mogła się stać narzędziem do polaryzowania elektoratów. Bo kto o zdrowych zmysłach myślał, że taka akcja, oparta na sile i podstawach prawnych podważanych przez rzesze ekspertów, uspokoi nastroje i pchnie nas w kierunku rozwiązania problemu? Najtwardsze elektoraty obu stron dostaną dokładnie to, czego chcą: utwierdzą się w przekonaniu, że to przeciwnik jest gotów łamać reguły, używać metod, które dla połowy Polski będą oburzające, ale już dla drugiej – jedyne słuszne „w tej specyficznej przecież sytuacji”.
Podbijać będą to zaangażowane media i medialni funkcjonariusze dwóch zwaśnionych stron, co zresztą doskonale było widać w piątkowy wieczór. Dla jednych clou afery to przewrót w TK dokonywany na wątpliwych podstawach prawnych. Dla drugich – nieprzyjmowanie ślubowania przez prezydenta. Nawet same okoliczności nocnego wejścia Karola Nawrockiego do budynku TK przez dwa środowiska opisywane są jak dwa skrajnie różne wydarzenia.
W jednej bańce narracja brzmi: „prezydent pobił kobietę”. W drugiej: „kobieta naruszyła nietykalność cielesną prezydenta, powinna się obudzić w celi”.
Wszystko jest polityką. Takie wydarzenia usztywnią elektoraty bardziej niż jakakolwiek debata o gospodarce, bezpieczeństwie czy sprawach światopoglądowych. To dlatego żaden z liderów nie ma interesu w deeskalacji. Spokój usypia i prowadzi do porażki, policyjne pały mobilizują. Przygotujmy się więc na nawalankę, jakiej nasze społeczeństwo jeszcze nie widziało.
Tylko rachunek za to zapłacimy wszyscy. Państwo pozbawione działającego, niezależnego sądu konstytucyjnego jest słabsze, prawo traci przewidywalność, obywatele tracą zaufanie do instytucji, a kolejne ekipy otrzymują usprawiedliwienie dla własnych nadużyć.
„Rzeczpospolita” proponuje okrągły stół
W obliczu całkowitej blokady TK i politycznego pata jako redakcja „Rzeczpospolitej” zapraszamy najwybitniejsze polskie autorytety prawa, ludzi o niekwestionowanym dorobku, których wiedza i doświadczenie mogą pomóc wskazać legalny sposób wyjścia z obecnego kryzysu. Chcemy stworzyć przestrzeń do merytorycznej rozmowy o tym, co można zrobić, by TK odzyskał zdolność działania, niezależność i zaufanie.
O przebiegu prac, przedstawianych propozycjach i wnioskach będziemy informować w specjalnym cyklu publikacji na łamach „Rzeczpospolitej” i rp.pl. Zaproszenia kierujemy również do polityków. Usiądźcie do rozmowy, wysłuchajcie ekspertów. Spróbujcie znaleźć rozwiązanie, które nie będzie kolejnym zwycięstwem którejś ze stron, lecz początkiem odbudowy instytucji.
„Rzeczpospolita” od lat jest miejscem najważniejszych debat o polskim państwie. Przy jednym stole wielokrotnie siadali u nas ludzie, których dzieliło niemal wszystko. Nie musieli się zgadzać, ale wystarczyło, że byli gotowi rozmawiać. Taką przestrzeń chcemy zapewnić również teraz.
Okrągły stół „Rzeczpospolitej”
Zachęcamy do szerokiej dyskusji, jak wyjść z kryzysu w Trybunale Konstytucyjnym
Zapraszamy prawników, politologów, socjologów i ekspertów innych specjalności do dyskusji nad sposobami wyjścia z kryzysu w Trybunale Konstytucyjnym. Artykuły i polemiki prosimy przesyłać na adres opinie@rp.pl