Wybory połówkowe do Kongresu to „najgorętsze” wydarzenie polityczne w USA. Zarówno przeciwnicy , jak i zwolennicy prezydenta Donalda Trumpa traktują je jako wielkie referendum nad jego polityką.
Demokraci mają wielkie nadzieje związane z tymi wyborami. Portal VoteHub ocenia ich szanse na zdobycie kontroli nad Izbą Reprezentantów na 88 proc., a nad Senatem na 60 proc. Sondaże wyraźnie sprzyjają partii opozycyjnej wobec Donalda Trumpa, ale dane dotyczące głosowania korespondencyjnego pokazywały jak dotąd, że mobilizacja elektoratów obu partii niewiele się różniła od tej z 2024 r. Kluczowe będzie jednak to, jak licznie stawią się wyborcy obu partii przy urnach 3 listopada. Zwycięstwo będzie zależało od rozegrania wyścigów senackich w kilku kluczowych stanach. Tym razem jednak republikanie nie mogą być pewni wygranej nawet w swoich tradycyjnych twierdzach, takich jak Teksas czy Alaska. Czy jednak rzeczywiście te wybory coś zmienią? I jak mogą na nie zareagować rynki?
Kiedy poznamy wyniki wyborów do Kongresu USA?
Wygrana Partii Demokratycznej to zagrożenie dla apetytu na ryzyko. Akcje w USA mogą spaść o ponad 10 proc.
Wielkie nadzieje związane z wyborami „połówkowymi” ma Iran. W ostatnich tygodniach mocno zwiększył częstotliwość ataków na tankowce przepływające przez Cieśninę Ormuz, prowadząc do wzrostu cen paliw na światowych rynkach. Wyraźnie liczy na to, że droższa benzyna doprowadzi do wyborczej porażki republikanów i upadku Trumpa. – Ja w tych wyborach nie startuję – przypomniał jednak amerykański prezydent. On rzeczywiście nie musi już nigdzie kandydować, a obecna jego kadencja będzie, na mocy konstytucji, ostatnią. Demokraci mogą go próbować odwołać w procedurze impeachmentu. Tyle że to procedura długotrwała i równie bezzębna jak polski Trybunał Stanu. Nawet Hillary Clinton, kontrkandydatka Trumpa z 2016 r., stwierdziła, że podawanie obecnego prezydenta impeachmentowi nie będzie miało sensu. Nawet gdyby Trump został odwołany, to zastąpiłby go wiceprezydent JD Vance, a jego szanse na zwycięstwo wyborcze w 2028 r. mocno by wzrosły.
Skoro więc Kongres raczej nie odwoła Trumpa, to co może mu zrobić? Przede wszystkim może ciąć wydatki na różne departamenty rządowe i programy. Wszak to Kongres ma władzę nad budżetem, a Senat zatwierdza nominacje prezydenckie. Trump może jednak wetować ustawy, a to będzie wymuszało na Kongresie pewne kompromisy. Być może częściej będzie dochodziło do tzw. zamknięcia rządu, czyli do odcięcia finansowania dla administracji federalnej, związanego ze sporami o limit długu publicznego.
Jest jednak ryzyko, że kontrolowany przez demokratów Kongres będzie zaostrzał regulacje wobec centrów przetwarzania danych AI, a także firm naftowych, mediów społecznościowych i kryptowalut. Może za to wspierać projekty związane z „zieloną energetyką” i opieką zdrowotną.
Czytaj więcej
Sztuczna inteligencja tworzy reklamy wyborcze, pomaga sztabom docierać do wyborców i staje się źródłem informacji o kandydatach. Przed wyborami do...
– Rosnące prawdopodobieństwo przejęcia kontroli nad obiema izbami Kongresu przez Partię Demokratyczną w wyborach „połówkowych” stanowi „istotne” zagrożenie dla apetytu na ryzyko – twierdzi Michael Hartnett, główny strateg ds. akcji w Bank of America. Według niego, jeśli Demokraci wygrają zarówno Izbę Reprezentantów, jak i Senat, amerykańskie akcje mogą spaść o ponad 10 proc. Jego zdaniem, polityka Partii Demokratycznej mająca na celu przeciwdziałanie inflacji może stanowić wyzwanie dla ożywienia gospodarczego „w kształcie litery K”, które przejawiało się zwiększonymi wydatkami Amerykanów o wyższych dochodach oraz przyspieszonym wzrostem cen aktywów w tej grupie. Jego zdaniem może to również zagrozić boomowi nakładów inwestycyjnych na sztuczną inteligencję. Jeszcze ważniejsza byłaby jednak utrata kapitału politycznego przez prezydenta Donalda Trumpa – stwierdził Hartnett. Pełna kontrola Kongresu przez Demokratów utrudniłaby Trumpowi zmuszanie rządów, korporacji i zasobów do wspierania jego polityki monopolizacji zasobów oraz supremacji AI nad Chinami. Jeśli jednak Republikanie utrzymają Senat, ceny akcji mogłyby wzrosnąć o ponad 5 proc. ponieważ impas legislacyjny byłby idealnym scenariuszem rynkowym, w którym boom nakładów kapitałowych na AI trwałby nieprzerwanie, a siła dolara mogłaby się utrzymać. Najbardziej „byczym” scenariuszem byłoby zwycięstwo republikanów w obu izbach, co mogłoby wywołać skok akcji o co najmniej 10 proc. i utrzymać lub jeszcze bardziej wzmocnić handel AI.
Wybory połówkowe w USA. Dlaczego historia stoi po stronie inwestorów?
Część analityków uważa jednak, że ewentualne zwycięstwo demokratów nie zaszkodzi hossie. Opierają się oni na danych historycznych. Według danych JPMorgan Chase, sięgających wstecz do 1950 roku indeks S&P 500 był jednak zawsze na plusie w ciągu 12 miesięcy po każdych wyborach połówkowych, ze średnią stopą zwrotu wynoszącą około 15 proc. „Krótko mówiąc, historia stoi po stronie inwestorów po wyborach połówkowych, a środowisko solidnych zysków, stabilnego wzrostu, silnych inwestycji oraz mniej agresywnej Fed, niż się obawiano, daje nam pewność, że ten cykl może podążyć za tym wzorcem. (...) Zamiast próbować handlować wokół wyborów, inwestorzy powinni zostać na rynku, utrzymać dywersyfikację i skupić się na długoterminowych czynnikach napędzających zwroty” – napisali analitycy JPMorgan Chase.
– Myślę że w nowym Kongresie wciąż będzie dominowała świadomość rywalizacji z Chinami w dziedzinie sztucznej inteligencji. Zarówno demokraci , jak i republikanie będą dążyli do tego, by USA miały przewagę w rozwoju tej technologii – ocenia natomiast Alan Witczak, zarządzający funduszami VIG/C-Quadrat TFI.
Czytaj więcej
Prezydent USA stara się znów uczynić Rosję pełnoprawnym uczestnikiem międzynarodowego życia politycznego. Nie zważa na sprzeciw swych sojuszników:...
– Nie przewidujemy aby wybory połówkowe doprowadziły do zwrotu w polityce gospodarczej, który w istotny sposób zmieniłby perspektywy makroekonomiczne. Wektory polityki, które dotychczas napędzały rynki – takie jak cła, geopolityka i deregulacja – będą najpewniej kontynuowane – prognozuje Ariana Salvatore, szefowa ds. badań nad polityką publiczną USA w Morgan Stanley. Analitycy z jej banku zwracają uwagę, że amerykańskie akcje rzadko doświadczały trwałej lepszej lub gorszej stopy zwrotu w okresie od trzech do sześciu miesięcy po głosowaniu, podczas gdy rynki stóp procentowych były ogólnie kształtowane w większym stopniu przez politykę Rezerwy Federalnej niż przez same wyniki wyborów.
Z badań Morgan Stanley Research wynika również, że rynki z czasem stały się mniej wrażliwe na nagłówki polityczne. Analiza wpisów prezydenta Donalda Trumpa w mediach społecznościowych dotyczących ceł oraz konfliktu na linii USA-Iran sugeruje, że inwestorzy giełdowi coraz częściej ignorują ryzyko płynące z samych nagłówków prasowych.
Rynki obligacji pozostają bardziej wrażliwe na wydarzenia geopolityczne, zwłaszcza gdy mają one bezpośrednie przełożenie na inflację i wzrost gospodarczy. Dla przykładu, niedawne wypowiedzi odnoszące się do Iranu wpłynęły na oczekiwania dotyczące cen ropy naftowej oraz inflacji.
– Niepewność związana z cłami oraz wydarzeniami geopolitycznymi prawdopodobnie utrzyma się do końca kadencji prezydenta Trumpa – wskazuje Salvatore.
Polityka amerykańskiego banku centralnego pozostaje zagadką
Analitycy podejrzewają, że kontrowersji politycznych przed wyborami połówkowymi chciał uniknąć Fed, decydując się w środę na pozostawienie głównej stopy procentowej w przedziale 3,75-4,00 proc. Rezerwa Federalna deklaruje jednak, że nigdy nie kieruje się motywacją polityczną. Na swoją obronę może mieć to, że prawdopodobieństwo październikowej podwyżki stóp rynki szacowały wcześniej na zaledwie 10 proc.
„Inflacja pozostaje na podwyższonym poziomie. (...) Gromadzenie kolejnych informacji pomoże Komitetowi określić odpowiednie nastawienie w polityce pieniężnej, aby zapewnić terminowy powrót inflacji do celu na poziomie 2 procent. Komitet zapewni stabilność cen” – mówił komunikat wydany po posiedzeniu Fedu. W tym komunikacie określono aktywność gospodarczą jako „rozwijającą się w silnym tempie”, co stanowi lekkie podniesienie oceny w stosunku do „solidnego” tempa z września W oświadczeniu nie było innych istotnych zmian poza usunięciem zdania wyjaśniającego wrześniową podwyżkę.
Szef Fedu Kevin Warsh nie daje wielu wskazówek inwestorom, ale oni i tak spodziewają się podwyżki stóp procentowych w grudniu
Dwóch z 12 członków FOMC posiadających prawo głosu zgłosiło zdanie odrębne do decyzji o stopach – gubernator Lisa Cook oraz prezes Fed z Cleveland Beth Hammack. Obie chciały, aby komitet podniósł stopy o ćwierć punktu procentowego. Tutaj niektórzy mogą dopatrywać się polityki, gdyż Cook znajduje się w centrum trwającego sporu, w którym prezydent Donald Trump próbował odwołać ją ze stanowiska w związku z zarzutami dotyczącymi informacji, które podała we wnioskach o kredyt hipoteczny. Choć Sąd Najwyższy powstrzymał te próby, administracja ponowiła działania, a rozprawa została zaplanowana na początek listopada. Było to pierwsze zdanie odrębne Cook od czasu dołączenia do Fed w 2022 roku z nominacji Joe Bidena.
Kevin Warsh, prezes Fedu, dał na środowej konferencji prasowej niewiele wskazówek, co do przyszłej polityki banku centralnego.
– Interpretacja przekazu od Kevina Warsha wydaje się pozostawać klarowna – dalsze podwyżki stóp procentowych są jak najbardziej prawdopodobne, gdyż inflacja pozostaje podwyższona, powodujące ją czynniki są nadal aktywne, a amerykańska gospodarka jest silna. Dwóch decydentów głosujących za podwyżką to sygnał, że gremium nie będzie zbytnio czekać. Niemniej oczekiwania co do zacieśnienia w grudniu lekko cofnęły się do 80 proc., a rynek bardziej rozłożył w czasie kolejne ruchy w 2027 r. (oczekuje się dwóch podwyżek w marcu i lipcu do poziomu 4,50-4,75 proc.). Dlaczego? Otwartym pytaniem jest, co miał na myśli szef Fed mówiąc o tym, że Komitet czeka na „nagromadzenie większej ilości informacji” przed kolejnymi krokami. Czy ma to oznaczać, że te obecne nie są aż tak przekonujące? – wskazuje Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ.
Po wyborach połówkowych inwestorzy mogą być znów zajęci wojną
Po wyborach „połówkowych” inwestorzy mogą być znów zajęci kwestią konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz cen ropy. Prezydent Trump wielokrotnie bowiem sugerował, że gdy rozstrzygną się wybory, może wrócić do bombardowania Iranu.
Czytaj więcej
Najwyższy przywódca Iranu ajatollah Modżtaba Chamenei polecił dowódcom sił zbrojnych przygotowanie się do natychmiastowej odpowiedzi na ewentualny...
Pojawiały się też przecieki, że do intensywnej kampanii lotniczej przeciwko reżimowi ajatollahów szykuje się również Izrael. „The Wall Street Journal” donosił, że państwa arabskie zostały powiadomione przez władze USA, by się przygotowały na możliwy irański odwet. Wojna nie jest jednak w 100 proc. pewna. Wiceprezydent JD Vance postanowił dać szansę dyplomacji. Napisał list do Mohsena Rezaeia, sekretarza irańskiej Najwyższej Narodowej Rady Bezpieczeństwa, czyli do jednej z kluczowych osób w Teheranie. Czy doprowadzi to do przełomu dyplomatycznego? Czy też to może tylko działanie mające maskować zbliżające się uderzenie lotnicze przeciwko irańskim, reżimowym decydentom? Czas pokaże, który scenariusz będzie realizowany...