Sztuczna inteligencja stała się jednym z ważnych tematów kampanii przed wyborami do Kongresu USA. Amerykanie obawiają się jej wpływu na miejsca pracy i ceny energii, a firmy technologiczne przeznaczają miliony dolarów na wspieranie polityków. AI zmienia również sposób prowadzenia kampanii wyborczych.

– Cześć! Jestem Josh Shapiro. Byłem ostatnio bardzo zajęty – mówi wygenerowana przez sztuczną inteligencję postać demokratycznego gubernatora Pensylwanii. Następnie wymienia długą listę skandali, których polityk miał się rzekomo dopuścić.

Czytaj więcej

Elon Musk przeznaczył fortunę na pomoc Republikanom. Ujawniono gigantyczne kwoty

To fragment jednego ze spotów przygotowanych przez przeciwników Demokraty. Choć reklamy tworzone za pomocą AI nie są jeszcze standardem, technologia po raz pierwszy tak mocno zaznaczyła swoją obecność w amerykańskiej kampanii wyborczej.

– AI stała się zarówno tematem kampanii, jak i jej infrastrukturą – powiedział PAP politolog Daniel Schatz, zajmujący się wpływem technologii na demokrację.

Amerykanie obawiają się sztucznej inteligencji. Większość nie chce centrów danych

Według wrześniowego sondażu dla CNN niemal dwie trzecie zarejestrowanych wyborców uważa rozwój AI i budowę centrów danych za bardzo ważną lub niezwykle ważną kwestię przy podejmowaniu decyzji wyborczych. Około dwóch trzecich badanych sprzeciwia się powstawaniu nowych centrów danych.

Z kolei październikowe badanie cytowane przez CNBC wykazało, że 52 proc. Amerykanów chce wstrzymania rozwoju zaawansowanej sztucznej inteligencji do czasu uchwalenia przez Kongres przepisów dotyczących bezpieczeństwa. Przeciwnego zdania jest 32 proc. respondentów, którzy obawiają się pozostania w tyle za Chinami.

Czytaj więcej

Demokracja zagrożona przez AI? Naukowcy alarmują: boty skuteczniejsze niż telewizja

Zdaniem Schatza centra danych przeniosły debatę o AI na poziom lokalny. Mieszkańcy obawiają się wzrostu cen energii, zużycia wody oraz wpływu inwestycji na lokalne społeczności.

Stephanie Grasmick z agencji marketingu politycznego Rising Tide Interactive, współpracującej z Demokratami, uważa, że sprzeciw wobec centrów danych wynika z szerszych obaw dotyczących przyszłości.

– To raczej wynik niepokoju, jaki wiele osób odczuwa w związku ze sztuczną inteligencją, jej mocą oraz jej wpływem na gospodarkę, perspektywy zawodowe ich dzieci i środowisko. Po prostu nie czują się z tym dobrze i dlatego jej nie chcą – powiedziała PAP.

Elon Musk i firmy AI wydają miliony na polityków

Rosnące znaczenie sztucznej inteligencji w amerykańskiej polityce widać również w wydatkach na kampanię. Według danych Federalnej Komisji Wyborczej komitety związane z branżą AI przeznaczyły około 78,5 mln dolarów na wspieranie kandydatów w wyborach federalnych.

Największym sponsorem tegorocznej kampanii jest Elon Musk, właściciel między innymi firmy xAI, który wydał około pół miliarda dolarów. Z kolei Marc Andreessen, przedsiębiorca technologiczny sprzeciwiający się regulacjom sztucznej inteligencji, wraz ze swoją firmą przeznaczył na cele polityczne ponad 110 mln dolarów. Obaj wspierają wyłącznie Republikanów.

Czytaj więcej

Potężny cios w demokrację i biznes. Jak sztuczna inteligencja sieje dezinformację

Grasmick zaznacza jednak, że branża AI finansuje kandydatów obu partii, starając się zapewnić sobie wpływy niezależnie od wyników wyborów. W przypadku Demokratów duża część pieniędzy trafiła do umiarkowanych kandydatów podczas prawyborów.

Stawka jest wysoka. Zdaniem ekspertki przepisy dotyczące sztucznej inteligencji, które powstaną w najbliższych pięciu latach, mogą wyznaczyć kierunek rozwoju branży na następne pół wieku.

Wyborcy pytają czatboty o polityków. Sztaby próbują wpływać na odpowiedzi

Sztuczna inteligencja zmienia również sposób prowadzenia kampanii. Pomaga analizować dane, testować przekaz, zbierać fundusze oraz przygotowywać spersonalizowane materiały wyborcze.

Daniel Schatz ostrzega jednak, że nieostrożne wykorzystywanie technologii może sprzyjać dezinformacji i pogłębiać nieufność wobec polityki.

Zdaniem Grasmick jeszcze większą zmianą jest rosnąca liczba wyborców, którzy pytają czatboty AI o stanowiska kandydatów oraz kwestie poddawane pod głosowanie w referendach stanowych.

Czytaj więcej

USA chcą „czerwonego przycisku” dla AI. Groźne zachowanie modeli

Ponieważ większość platform AI nie dopuszcza reklam politycznych, sztaby szukają innych sposobów wpływania na odpowiedzi udzielane wyborcom. Tworzą strony internetowe z pytaniami i odpowiedziami, dbają o obecność kandydatów w mediach i konsekwentnie powtarzają najważniejsze przekazy.

Chcą w ten sposób zwiększyć szanse, że modele sztucznej inteligencji uwzględnią ich stanowiska podczas rozmów z użytkownikami.

– To realne zjawisko, ale nikt jeszcze nie złamał tego kodu – przyznała Grasmick.