Mimo że sejmowe prace nad tymi przepisami rozpoczęto w styczniu, to dotychczas posłowie nie rozpatrzyli ani jednego artykułu tego obszernego projektu. W styczniu odbyło się pierwsze czytanie proponowanej ustawy w Sejmie, kiedy to nie wyrażono zgody na jej odrzucenie w całości i skierowano do prac w komisji sejmowej. W lutym zaś odbyło się wielogodzinne i burzliwe wysłuchanie publiczne tego projektu. Od tamtej pory prace nad tymi przepisami mocno wyhamowały, bowiem komisja nie prowadziła w tej sprawie żadnych czynności.

Pół roku przestoju. Na ustawę praworządnościową trzeba będzie jeszcze poczekać

Przyspieszenie miało nastąpić w środę. Sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka wyznaczyła wówczas termin na rozpatrzenie projektu tzw. ustawy praworządnościowej. Do tego jednak nie doszło. Co prawda komisja rozpoczęła posiedzenie zgodnie z planem i rozpatrzyła pierwszy punkt posiedzenia, czyli projekt ustawy o organach właściwych i postępowaniach w sprawach reklamy politycznej oraz odpowiedzialności za naruszenie obowiązków w tych sprawach.

Czytaj więcej

Przywracanie praworządności. Sejm wraca do kluczowego projektu Żurka

Szczegółowe rozpatrywanie ustawy o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa przez uregulowanie skutków uchwał Krajowej Rady Sądownictwa podjętych w latach 2018-2025 rozpoczęto od omówienia tytułu. Biuro Legislacyjne Sejmu zauważyło, że zgodnie z celem projektu data zawarta w jego tytle powinna kończyć się nie na 2025, ale na 2026 r., kiedy to bowiem zakończyła swoją działalność kwestionowana Krajowa Rada Sądownictwa.

Z tą uwagą zgodził się wiceminister Dariusz Mazur. Po czym wiceszef komisji Patryk Jaskulski z KO niespodziewanie ogłosił przerwę w posiedzeniu do odwołania. Powodem był brak kworum.

Brak kworum przy pracy nad ustawą praworządnościową. Posłowie KO mieli inne obowiązki

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” poseł Jaskulski tłumaczy, że nieobecność posłów jego ugrupowania na środowym posiedzeniu komisji sejmowej nie była zamierzona, ale wynika zarówno z konieczności udziału w innych komisjach, obecności w Trybunale Stanu, wystąpień na sali plenarnej Sejmu, jak i z terminów wizyt lekarskich.

– To nie jest zatem tak, że posłowie zbagatelizowali i zlekceważyli wagę tego projektu. Musiałem ogłosić przerwę z uwagi na brak kworum, co uważam za mały wypadek przy pracy. Nie oznacza to jednak, że porzucamy pracę nad tymi przepisami. Jest to bardzo ważny projekt ustawy i nie chcemy dłużej czekać. Już jutro powrócimy do szczegółowego rozpatrywania tych przepisów – zapowiada Jaskulski.

– Warto też zwrócić uwagę na praktycznie całkowitą nieobecność posłów PiS-u, którzy dzisiaj ewidentnie zajęli się sobą i swoim rozłamem, kompletnie olewając obowiązki parlamentarne – dodaje poseł Jaskulski.

Nawet jeśli komisja rozpocznie szczegółowe prace nad propozycją MS, to wątpliwe, aby posłom udało się zakończyć prace i zaopiniować przepisy podczas jednego posiedzenia. Projekt jest bowiem niezwykle obszerny. Same przepisy zajmują ponad 40 stron, a wraz z uzasadnieniem i opiniami dokument, którym zajmą się posłowie, liczy prawie 400 stron.

Przepisy, nad którymi debatować ma komisja, mają uregulować status tzw. neosędziów, czyli sędziów powołanych po 2018 r., których status jest kwestionowany z uwagi na udział w procedurze nominacyjnej obecnej KRS. W jaki sposób?

Czytaj więcej

Ustawa praworządnościowa w Sejmie. Konflikt sędziów z sędziami trwa

Neosędziowie w kolorowych grupach. Skarga nadzwyczajna do likwidacji

Kluczem ma być uznanie za nieważne z mocy ustawy uchwał obecnej KRS dotyczących powołań sędziowskich i powtórzenie wszystkich „nielegalnych” konkursów sędziowskich przed „legalną” KRS. Zgodnie z projektem tzw. neosędziowie mają zostać podzieleni na kategorie, od których będzie zależał ich dalszy los.

W kategorii zielonej znajdują się tzw. młodzi sędziowie, których status ma zostać uzdrowiony w drodze uchwał przyszłej KRS. Chodzi o grupę 1,1 tys. osób, które po zmianach z mocy ustawy staną się niekwestionowanymi sędziami.

W grupie żółtej są sędziowie, którzy awansowali po ocenie przez obecną KRS. Mają oni zostać cofnięci na poprzednio zajmowane stanowiska, ale swoje obecne funkcje pełniliby jeszcze przez dwa lata na delegacji. Następnie, jeśli nie zrezygnują, będą uczestniczyli w ponownych konkursach sędziowskich.

Do kolejnej grupy określonej jako czerwona – zaliczono tzw. neosędziów, którzy przed powołaniem w procedurze przed obecną KRS wykonywali inny zawód prawniczy. Stracą oni status sędziów. Będą mogli ubiegać się o powrót do swoich dawnych profesji albo pozostać w danym sądzie jako referendarze.

Co ważne, wyroki wydane dotychczas przez tych sędziów mają co do zasady pozostać w mocy. Projekt umożliwia jednak przy tym wzruszenie takich orzeczeń stronom, które wcześniej konsekwentnie kwestionowały legalność składu orzekającego. – Te wszystkie polityczne strachy, że orzeczenia wydane w sądach powszechnych przez neosędziów zostaną wyrzucone do kosza, to nieprawda. Ta ustawa przesądza, że te orzeczenia pozostają w mocy – zapewniał minister Waldemar Żurek.

Projekt przewiduje też likwidację kwestionowanej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego oraz pozostawienie w strukturze tego sądu Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Po zmianach sędziowie orzekający w tej Izbie zostaną wylosowani spośród wszystkich sędziów SN. Przepisy te znoszą też skargę nadzwyczajną, nie przewidując przy tym instrumentu, który miałby tę skargę zastąpić.

Proponowane przepisy wzbudzają wiele kontrowersji i dzielą środowisko sędziowskie, co było wyraźnie widać chociażby podczas wysłuchania publicznego. Dla jednych przepisy te to niezbędny antybiotyk, który uzdrowi sądy, dla innych niekonstytucyjne wyrzucanie sędziów z zawodu.

Czytaj więcej

Rok ministra Żurka. Sukcesu nie było