W piątek minie rok, odkąd Adama Bodnara w fotelu ministra sprawiedliwości zastąpił krakowski sędzia Waldemar Żurek. Premier Donald Tusk postawił na niego, licząc zapewne, że człowiek, który Zbigniewowi Ziobrze się nie kłaniał, zrobi to, co nie udało się Adamowi Bodnarowi, czyli uporządkuje wymiar sprawiedliwości i rozliczy grzechy PiS.

Cel: przywrócenie praworządności w Polsce. Reformy, których nie ma

Od tego też swoją inauguracyjną konferencję prasową rozpoczął Waldemar Żurek. – Zrobię wszystko, żeby przywrócić praworządne państwo, żeby przywrócić zasady trójpodziału władzy i jednocześnie przestrzegać konstytucji i wszystkich traktatów międzynarodowych, które Polskę wiążą – mówił wtedy Waldemar Żurek. Podobnie jak jego poprzednik, z przywracaniem praworządności łączy przede wszystkim uregulowanie statusu tzw. neosędziów.

Czytaj więcej

Piotr Szymaniak: Bilans Żurka? Dużo PR-u, a efekty mizerne

Zresztą reformę, która do tego ma doprowadzić określono jako ustawę praworządnościową. Nie dziwi zatem, że za pierwszy cel postawił sobie dokończenie właśnie projektu ustawy regulującej status tzw. neosędziów, nad którą miesiącami pracowała najpierw komisja kodyfikacyjna, a potem resort sprawiedliwości. Czy się udało?

Niewątpliwie prace nad tymi przepisami przyspieszyły. Niedługo po nominacji Żurek wycofał je z Komisji Weneckiej i jesienią przedstawił gotowy projekt. Dzień przed Wigilią został on przyjęty przez rząd i trafił do Sejmu, w którym tkwi do dziś. Jak się jednak wydaje reforma ta skazana jest na weto prezydenta. Jej kluczowym założeniem jest bowiem uznanie za nieważne uchwał KRS dotyczących powołań sędziowskich i powtórzenie wszystkich „nielegalnych” konkursów sędziowskich przed „legalną” KRS. A na to zgody Karola Nawrockiego z pewnością nie będzie, co zapowiadał choćby szef jego kancelarii. Co więcej propozycje te krytykowali także rzecznik praw obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Niepowodzeniem, czyli wetem prezydenta zakończyły się prace nad ustawą o KRS, czyli drugim flagowym projektem wypracowanym przez resort Waldemara Żurka. Reforma ta miała przywrócić sędziom prawo wyboru członków tej rady i w założeniu doprowadzić do wyłonienia w maju składu KRS już w oparciu o nowe zasady. W odpowiedzi na spodziewane weto prezydenta członków KRS wybrał Sejm na podstawie niezmienionych przepisów. Co ważne wybór w izbie niższej poprzedzono tzw. prawyborami w środowisku sędziowskim, które miały uzdrowić procedurę.

Czytaj więcej

Kataryna: Waldemar Żurek sądownictwa nie naprawi

Prawyborcza Krajowa Rada Sądownictwa. Plan B Waldemara Żurka, który zadziałał

Ten swoisty plan B miał zostać ukłuty w resorcie sprawiedliwości i, jak się wydaje, zadziałał KRS rozpoczęła swoją działalność, odbywa posiedzenia, zajmuje stanowiska, wydaje opinie, ale przede wszystkim wznowiono pierwsze konkursy na stanowiska sędziowskie. Pojawiły się jednak zarzuty „przejęcia rady” przez stowarzyszenia sędziowskie, bowiem w skład KRS weszły niemal wyłącznie osoby popierane przez te organizacje. Krytyka dotyczy też samej procedury wyboru, która została de facto przeprowadzona w oparciu o kwestionowane przez lata przepisy.

– Na plus ministra Żurka należy zaliczyć podejście do problemu neo-KRS i oparcie kształtowania KRS na interpretacji, że z art. 187 konstytucji nie musi wynikać autowybór przez sędziów, zaś przyczyna wadliwości reformy PiS tkwi w nadmiernej ingerencji polityków i pominięciu sędziów przy wyborze KRS. Udało się to ponad postulatami stron politycznego sporu – ocenia prof. Maciej Gutowski.

Do przełomu nie doszło w Trybunale Konstytucyjnym, który od lat nie wypełnia już efektywnie swojej podstawowej roli, jaką jest kontrola konstytucyjności aktów prawnych. Po nieudanej próbie reformy tego organu jeszcze przez Adama Bodnara, resort Żurka nie przedstawił alternatywnego projektu, który miałby szasnę na uzyskanie podpisu prezydenta. Postanowiono natomiast w końcu obsadzić siedem wakatów sędziowskich w TK. Jednak plan renesansu tego organu póki co nie powiódł się. Na przeszkodzie stanął znowu Karol Nawrocki, który nie odebrał ślubowania od pięciu powołanych w ostatnim czasie sędziów. W rezultacie dysfunkcjonalność Trybunału Konstytucyjnego pogłębiła się, a zamieszanie instytucjonalne jest niepomiernie większe niż przed rokiem.

Działania wobec Trybunału krytycznie komentuje prof. Gutowski. – Nie zaliczyłbym do sukcesów sprawy Trybunału Konstytucyjnego, choć trzeba przyznać, że niefortunna decyzja o niepowoływaniu sędziów i kumulacji miejsc w TK nastąpiła wcześniej i minister Żurek nie miał z nią nic wspólnego. Jednak na wybór kandydatów już tak. Perspektywy dziś nie są dobre ani dla TK ani dla naprawy wadliwych powołań sędziowskich – mówi ekspert.

Niewiele lepiej sytuacja wygląda w Sądzie Najwyższym, który nadal jest pogrążony w wewnętrznym sporze między tzw. starymi i tzw. nowymi sędziami. Nierzadko dochodzi do podważania wyroków czy wyłączania sędziów ze spraw z uwagi na sposób ich powołania, orzekanie kontynuuje kwestionowana przez Trybunał w Luksemburgu i część polskich sądów Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, a, jak się wydaje, oliwy do ognia dolewa działalność powołanego jesienią specjalnego zespołu prokuratorów, którzy składają masowo wnioski o wykluczenie tzw. neosędziów.

Opinia dla " Rzeczpospolitej"

Bartosz Pilitowski, prezes Fundacji Court Watch Polska

Biorąc pod uwagę, że średni czas urzędowania ministrów sprawiedliwości w rządach Donalda Tuska jest niebywale krótki, warto już dziś podsumować efekty urzędowania Waldemara Żurka. W mediach przeważa krytyka. Wytyka mu się ignorowanie litery prawa przy odwoływaniu prezesów sądów, stosowanie retoryki znanej z konferencji prasowych Zbigniewa Ziobry oraz fiasko rozliczeń poprzedników. To jednak obraz niepełny i niesprawiedliwy. Po pierwsze, sam fakt powierzenia resortu jemu, a nie Romanowi Giertychowi, dowodzi niebywałego talentu politycznego. Po drugie, minister otrzymał carte blanche na zmiany personalne. Rozszerzając kategorię osób „do usunięcia” pod pretekstem weryfikacji powołań po 2017 r., otworzył sobie drzwi do obsadzenia setek stanowisk w ministerstwie, na stanowiskach funkcyjnych, delegacjach do wyższych instancji, wybranymi przez siebie ludźmi. Dziś dawny obrońca sędziowskiej niezależności z lubością korzysta z narzędzi feudalnego zarządzania, które krytykował, gdy były w rękach innych polityków. Po trzecie – zdumiewający brak oporu środowiska. Gdy zawiodły próby ustawowej zmiany KRS, Żurek zmienił narrację. Doprowadził do wyboru swoich faworytów do KRS na podstawie „pisowskiej” ustawy. Większość dotychczasowych krytyków wybranej przez Sejm rady, włącznie z prawnikami, którzy przez ostatnie 8 lat byli gotowi podważać istnienie KRS, zaakceptowała ten „kompromis” z głoszonymi wcześniej poglądami bez mrugnięcia okiem. Jako reformator i polityk przywracający państwo prawa, Waldemar Żurek ponosi fiasko za fiaskiem. Jako lobbysta i realizator interesów zaprzyjaźnionej frakcji sędziowskiej, już odniósł spektakularny sukces.

Sądownictwo nadal w zapaści. Potrzebne kompleksowe reformy i uzupełnienia wakatów w sądach

Niewydolność wymiaru sprawiedliwości jest jednak jeszcze bardziej dotkliwa w sądach powszechnych, na których orzeczenia obywatele z roku na rok muszą czekać coraz dłużej. W 2025 r. czas oczekiwania na orzeczenie w I instancji był o miesiąc dłuższy niż rok wcześniej i o blisko pół roku dłuższy niż w 2011 r. Powód? Prawnicy wskazują przede wszystkim na zapaść kadrową w sądach spowodowaną głównie wstrzymaniem konkursów na stanowiska sędziowskie.

Receptą na ten fundamentalny problem miał być pakiet reform „sprawne sądy", który w dużej mierze nadal znajduje się na etapie projektowania. Szeroka cyfryzacja sądownictwa jest nadal koncepcją głównie na papierze, podobnie jak przebudowa systemu biegłych sądowych, radykalne zwiększenie liczby asystentów sędziów czy zmiany w procedurze karnej i cywilnej usprawniające postępowania. Co prawda obszerna nowelizacja k.p.k., zbierająca także krytyczne oceny ekspertów, została uchwalona przez parlament, ale spotkała się z wetem prezydenta.

W rezultacie zablokowane zostały też zmiany, które miały ograniczyć nadmierne stosowanie w Polsce tymczasowego aresztowania. Stało się tak, mimo że część prawników apelowała o wyłączenie tych przepisów z kompleksowej reformy procedury karnej i uchwalenie ich odrębnie, co zwiększyłoby szanse na wejście tych zmian w życie.

Do częściowego odciążenia sądów przyczynić może się jednak podpisana już przez prezydenta, a wypracowana w MS – ustawa frankowa. Po wejściu jej w życie do sądów nie będą wpływać już kolejne wnioski o wydanie zabezpieczenia, a przede wszystkim nie trzeba będzie rozpatrywać tysięcy zażaleń na dotychczas wydane postanowienia w tym zakresie, które zostaną umorzone z mocy prawa.

Minister nadal prokuratorem generalnym. „Sprawa umarła”

Odpolitycznienia nie doczekała się prokuratura, na której czele nadal stoi minister sprawiedliwości – prokurator generalny w jednej osobie. Co prawda w komisji kodyfikacyjnej od kilkunastu miesięcy wykuwa się kompleksowa reforma tej instytucji, jednak spodziewane mozolne prace rządowe, a następnie parlamentarne nad tak obszernym projektem, oddalają perspektywę rozdziału prokuratury w trwającej kadencji Sejmu.

Na to też wskazuje prof. Gutowski, stwierdzając że młyny aparatu urzędniczego MS mielą dość niespiesznie projekty komisji kodyfikacyjnych. – Działanie w tych warunkach i przy prezydencie gotowym wetować „z zamkniętymi oczami”, przypomina kwadraturę koła. Ale już rozdzielenie stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego chyba było możliwe, a sprawa zdaje się umarła – ocenia prof. Maciej Gutowski.

Jego zdaniem widoczna jest jednak duża determinacja Waldemara Żurka w zamiarze reformowania sądownictwa. 
– Minusem jest za to brak doświadczenia politycznego i silne związki ze stowarzyszeniami sędziowskimi utrudniające znalezienie kompromisu niezbędnego do naprawy sądów. Gdy nie da się przeciwnika zmiażdżyć w sporze, trzeba się porozumieć, a szczególnie opinia Komisji Weneckiej z 6 marca 2026 wskazuje pola, w których takiego kompromisu należałoby poszukiwać, a które nie znalazły uznania w projektach zawetowanych ustaw. W chwili obejmowania urzędu minister Żurek musiał dostrzegać, że ma ograniczone możliwości działania. To zarazem plus, ponieważ przy tak ograniczonym polu działania, każdy sukces staje się na wagę złota – puentuje prof. Gutowski.