Po ponad 490 dniach zawieszenia przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego może pan wracać na salę rozpraw i orzekać. Taką decyzję podjął właśnie Sąd Okręgowy Warszawa-Praga. Jest pan zadowolony?
Oczywiście. Poczułem pozytywne emocje, przypływ energii i radość, ale to nie pierwszy taki stan podczas mojego odsunięcia od orzekania, więc jestem przygotowany na huśtawkę nastrojów. Ten wyrok utwierdza mnie w przekonaniu, że warto walczyć do końca.
Czytaj więcej
Sąd Okręgowy Warszawa-Praga przywrócił do orzekania sędziego Igora Tuleyę. Decyzja jest prawomocna - podaje portal oko.press.
Był pan już w swoim macierzystym sądzie?
Nie. Jeszcze nie.
Kiedy pan wraca?
Wraz z moim pełnomocnikiem wystąpiłem o uzasadnienie orzeczenia przywracającego mnie do orzekania. Osobiście wolałbym poznać wszystkie argumenty, by nie być niczym zaskoczonym po powrocie. Wrócę do pracy najprawdopodobniej w najbliższy poniedziałek.
Bierze pan pod uwagę, że mimo wyroku sądu nie zostanie pan dopuszczony do orzekania? W podobnej sytuacji jest przecież sędzia Paweł Juszczyszyn z Olsztyna, którego prezes Maciej Nawacki, mimo analogicznego wyroku sądu w jego sprawie, nie dopuścił do orzekania i powrotu na salę rozpraw.
Jestem przygotowany na każde rozwiązanie. Ostatnie lata nauczyły mnie, że tak właśnie trzeba. Ja zastosuję się do wyroku sądu i do pracy się stawię.
Czy po orzeczeniu, które w pana sprawie wydał Sąd Okręgowy Warszawa-Praga, czuje się pan wygrany?
Traktuje to jako wygraną bitwę. Walka o praworządność w naszym kraju trwa. Tu nie chodzi o to, żeby przywrócić do pracy sędziego Pawła Juszczyszyna, Igora Tuleyę czy Piotra Gąciarka. Tu chodzi o to, żeby w końcu wróciła praworządność.
Nie był pan w pracy ponad 490 dni, ale jest pan człowiekiem bardzo aktywnym. Co w tym czasie pan robił?
Na większa skalę zaangażowałem się w walkę o praworządność oraz w pracę dydaktyczną ze studentami. Zapewniam jednak, że po powrocie do pracy na tę działalność nie zabraknie mi ani czasu, ani siły.