Dyżury aresztowe nie cieszą się w sądach dużą popularnością. Sędziowie dyżurni mają ograniczoną swobodę, muszą być pod telefonem, liczyć się w każdej chwili z wezwaniem i koniecznością wyjazdu na posiedzenie do sądu. Nic więc dziwnego, że sędziów, którzy dobrowolnie zgłaszają się na listy dyżurujących, po prostu nie ma.
W mniejszych sądach brakuje ich coraz częściej. Kiedy nie ma karnistów, na listy dyżurów aresztowych wpisywani są sędziowie z wydziałów cywilnych. Taka procedura oburza nie tylko tych drugich, ale i potencjalnych sądowych petentów. Poza dodatkowymi obowiązkami sędziów boli też to, że dyżury są bezpłatne. – To zła organizacja pracy – oceniają.
[srodtytul]Dyżur bez obsady[/srodtytul]
– Trudno jest dobrze organizować sobie pracę, kiedy mam do dyspozycji 12 sędziów, z czego cztery kobiety są na kilkumiesięcznych zwolnieniach lekarskich – tłumaczy "Rz" prezes jednego z niewielkich sądów rejonowych na Podkarpaciu.
I trudno mu się dziwić. On sam nie sięga jeszcze wprawdzie po pomoc do sędziów cywilnych, ale niebawem nie będzie miał innego wyjścia. W lepszej sytuacji są prezesi dużych sądów – tu wydziały karne są bardzo liczne i ze skompletowaniem listy nie ma większych kłopotów.
[srodtytul]Trudniej, bo nie ma bieżącej praktyki[/srodtytul]
– Nie ujmując oczywiście ich wiedzy, uważam, że ze względu na doniosłość decyzji o pozbawieniu kogoś wolności w dyżurach tych powinni brać udział tylko sędziowie orzekający w sprawach karnych – to opinia jednego z sędziów zabierających głos na zawodowym forum. I w tej sprawie środowisko jest niemal jednomyślne.
– Nie mając bieżącej praktyki w prowadzeniu spraw karnych, trudniej prawidłowo ocenić, czy zebrany przez prokuratora materiał dowodowy wskazuje na przesłanki tymczasowego aresztowania. I nie chodzi tu o samo skonstruowanie postanowienia, lecz o zbadanie, czy najsurowszy środek jest konieczny – wyjaśnia w rozmowie z "Rz" sędzia Marcin Łochowski (cywilny) z Sądu Okręgowego w Warszawie.
Przyznaje, że prawo karne, jak każda gałąź prawa, ma swoją specyfikę i choć wszyscy sędziowie na aplikacji mieli zajęcia z prawa karnego, to jednak karnista trafniej i szybciej oceni sytuację. Będzie też od razu wiedział, gdzie w aktach szukać niezbędnych do zbadania sprawy aresztowej dowodów.
[srodtytul]Mało czasu[/srodtytul]
O specyfice procedury karnej wspomina też sędzia Rafał Puchalski (karny).
– W grę wchodzi nie tylko badanie samego materiału dowodowego, stwierdzenie, czy popełnienie przestępstwa przez oskarżonego zostało uprawdopodobnione, oraz zbadanie, czy istnieją przesłanki do zastosowania aresztu – wymienia sędzia Puchalski. Ocenia też, że na pewno karnistom łatwiej jest szybko i sprawnie przeanalizować akta, ale nie oznacza to, że cywiliści robią to źle.
– Szkopuł w tym, że sprawy aresztowe są ograniczone czasowo – wylicza z kolei sędzia Jakub Malicki (karny). – Na podjęcie decyzji jest zazwyczaj kilka godzin, a akta niejednokrotnie liczą kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tomów.
– Podejmując decyzję, mamy świadomość, że umieszczenie w areszcie jest ogromnym szokiem dla oskarżonego – dodaje sędzia Malicki.
[ramka] [b]Komentuje prof. Stanisław Waltoś z Uniwersytetu Jagiellońskiego: [/b]
Wszędzie tam, gdzie sędzia napotyka ogrom materiału i musi szybko podjąć tak trudną decyzję, istnieje ogromne ryzyko pomyłki. I to zarówno in plus, jak i in minus. Zwłaszcza kiedy za sędziowskim stołem zasiada młody, mało doświadczony człowiek, a prokurator sprawnie i przekonująco przedstawi dowody i przekona do swoich racji. Tym bardziej jeśli jest to sędzia nieorzekający na co dzień w sprawach karnych. Jednocześnie cywilista gwarantuje inne, świeże spojrzenie na zebrany materiał dowodowy. Doskonale potrafi też przeanalizować przesłanki. Tak więc nie można z góry zakładać i przesądzać, że będzie podejmował gorsze decyzje niż karnista. [/ramka]
[ramka][b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/03/10/sedziowie-cywilni-nie-sa-gorsi-od-karnych/]Skomentuj ten artykuł[/link] [/b][/ramka]