Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad systemem pomiaru czynności wykonywanych przez sędziów, urzędników, asystentów i referendarzy. Liczyć je ma specjalny program, który docelowo zostanie zintegrowany z działającym już dziś systemem rachunkowo-kadrowym. Wszystko po to, by na bieżąco mieć informacje, które sądy radzą sobie z wpływem spraw, a które trzeba wspomóc dodatkowymi etatami. Sędziowie widzą w pomyśle drugie dno: najpierw sprawdzą, ile pracujemy, a potem ustanowią pensum –twierdzą. I choć sami zabiegają o jego określenie, wolą, by konkretne liczby dyskutowano ze środowiskiem.
– Ministerialny pułap może być dla nas nieosiągalny – uważają.
Obciążenie na kliknięcie
– Do uruchomienia systemu potrzebne jest specjalne oprogramowanie – tłumaczy prof. Jacek Gołaczyński, wiceminister sprawiedliwości. Wyjaśnia, że sprawdzi się ono w pełni dopiero wtedy, gdy zostanie zintegrowane z systemem rachunkowo-kadrowym. Wówczas zadziała system pomiaru czynności. Obejmie on nie tylko urzędników, ale i sędziów, asystentów czy referendarzy.
Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości, dodaje, że taki system, ale działający wstecz, jest już gotowy do uruchomienia.
– Będzie pracował na danych statystycznych zebranych kilka miesięcy wcześniej – wyjaśnia. – Obejmie nie tylko wpływ spraw i załatwienia, ale i podział spraw na rodzaje, czas trwania itd. Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad mechanizmem obliczania takich danych na bieżąco.
Krok do pensum
Obecnie prowadzone są analizy na podstawie czteroletnich badań, które objęły w pierwszym etapie sześć sądów powszechnych, a w kolejnym 19.
Sędziowie są sceptycznie nastawieni do tych zmian.
–Nie przekonuje mnie twierdzenie, że taki system ma pomóc w rozsądnym gospodarowaniu etatami – mówi sędzia Bartłomiej Poręba. Jego zdaniem trudno w to uwierzyć, bo takiego samego argumentu użyto przy podejmowaniu decyzji o likwidacji najmniejszych sądów.
Od kilku lat Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia chce ustalenia limitów obciążenia obowiązkami orzeczniczymi, czyli określenia tzw. pensum. Dziś są w kraju sądy okręgowe, w których rocznie na jednego sędziego przypada 48 spraw karnych, i takie, w których jest ich mniej niż 15.
W rezultacie jedni sędziowie pracują po kilkanaście godzin na dobę, inni wychodzą do domu już o 15. Jedni mają szansę zmieścić się w 40-godzinnym tygodniu pracy, inni nie.
W Polsce mamy blisko 10 tys. sędziów. Najwięcej orzeka w rejonach. Jeśli jednak sędzia nie godzi się na przeniesienie na inne miejsce służbowe, nie można nic zrobić i orzeka w dotychczasowym sądzie. Ministerstwo Sprawiedliwości, by reagować na bieżąco na potrzeby największych jednostek, może korzystać jedynie ze zwalnianych etatów, a tych jest niewiele.
etap legislacyjny: uzgodnienia wewnątrzresortowe