Sędzia Sądu Rejonowego Kraków-Śródmieście stanął przed Sądem Najwyższym – Sądem Dyscyplinarnym m.in. za wydanie wadliwego postanowienia o umorzeniu postępowania.

Na swoim koncie miał też kilka mniejszych zarzutów, m.in. nieprzeprowadzenia dowodu. Sąd Apelacyjny w Krakowie, który jako sąd dyscyplinarny I instancji rozstrzygał sprawę, ukarał sędziego upomnieniem. Sędzia zaś odwołał się od wyroku.

Od oceny orzecznictwa jest Sąd Najwyższy, a nie sądy dyscyplinarne

Jego obrońca przekonywał na rozprawie, że ten proces nie jest procesem nad obwinionym, ale nad stanem polskiego sądownictwa powszechnego, szczególnie tego na poziomie rejonowym. Podnosił, że ukarany jest dobrym, zaangażowanym w pracę sędzią, a mimo to postawiono mu zarzuty i nałożono na niego karę.

Sam sędzia skarżył się na całkowity brak możliwości obrony. Powoływał się na zasadę domniemania niewinności. – Od oceny orzecznictwa jest Sąd Najwyższy – twierdził i podkreślał, że niedopuszczalne jest, by sędziowie byli karani dyscyplinarnie za to, jakie orzeczenia wydają. – Jeśli do tego dojdzie, wykonywanie przez nas pracy będzie niemożliwe – mówił sędzia. Dodawał, że większość sędziów ma na koncie uchylenia wyroków.

SN–SD (sygnatura akt SNO 56/14) przyznał mu rację. Uchylił wyrok w jego sprawie i nakazał sprawę jeszcze raz rozpoznać krakowskiemu sądowi dyscyplinarnemu. – Fakt, że sędzia umorzył sprawę, a sąd odwoławczy umorzenie uchylił, nie może być podstawą do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego – uzasadniał.