Chociaż w ostatnich miesiącach gwałtownie wzrosło w Polsce (podobnie jak na całym świecie) zapotrzebowanie na specjalistów IT, a firmom z tej branży coraz bardziej doskwiera niedobór wykwalifikowanych pracowników, to w skali całego rynku najbardziej deficytowe są kompetencje związane ze sprzedażą i marketingiem. Tak wynika z raportu „Trendy w zatrudnieniu", który przygotowało Polskie Forum HR na podstawie sierpniowego badania 700 pracodawców z siedmiu sektorów.

Na pytanie o kompetencje najtrudniejsze do pozyskania w ciągu ostatniego roku firmy najczęściej (ponad jedna piąta) wskazały na sprzedażowe i marketingowe. Ten deficyt doskwiera zwłaszcza w branży spożywczej i w handlu, gdzie prawie trzy na dziesięć firm mówiły o trudnościach z ich pozyskaniem.

Jak przypomina Agnieszka Zielińska, dyrektor PFHR, na portalach rekrutacyjnych największą grupę ofert stanowią te skierowane do sprzedawców. Są potrzebni w każdej branży (od przedstawicieli handlowych, sprzedawców i doradców klienta, po menedżerów e-commerce). Kandydatów na sprzedawców też jest sporo, gdyż można liczyć tu na atrakcyjne premie za sukces.

Czytaj więcej

Top menedżerowie też korzystają z dobrej koniunktury na rynku pracy

Skąd więc ten niedobór kompetencji? – Praca w sprzedaży to trudne zadanie. Dobrzy specjaliści, oprócz znajomości produktu czy usługi oraz technik sprzedaży, łączą w sobie wiele miękkich umiejętności w zakresie budowania relacji z klientem, negocjacji, kreatywności, odpowiedzialności za wyniki i pasji do wykonywanych działań. To mieszanka, którą na rynku trudno znaleźć – tłumaczy Zielińska.

Pracodawcy najwyraźniej zdają sobie z tego sprawę, gdyż również w perspektywie dwóch lat umiejętności sprzedażowe i marketingowe znalazły się na pierwszym miejscu wśród potrzeb kompetencyjnych firm (33 proc.). Wskazują na to szczególnie małe przedsiębiorstwa (35 proc.).

Czytaj więcej

Firmy częściej łowią pracowników z polecenia

W ścisłej czołówce będą też kompetencje cyfrowe i IT oraz inżynieryjne – na które wskazała co piąta z badanych firm. Tych umiejętności najczęściej będą poszukiwać duże przedsiębiorstwa (prawie co trzecie), które są najbardziej zaawansowane w transformacji cyfrowej, ale ich potrzebę dostrzega też ponad jedna czwarta średnich firm.

Autopromocja
BLACK WEEKEND

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Jak zaznacza Michał Młynarczyk, członek zarządu PFHR i szef Devire, firmy będą nadal wrażać rozwiązania w zakresie big data, cloud computing czy e-commerce. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się też technologie dotyczące sztucznej inteligencji i robotyzacji.

Firma rekrutacyjna Bergman Engineering ocenia, że na atrakcyjne zarobki i stabilne zatrudnienie mogą liczyć specjaliści z kompetencjami niezbędnymi do transformacji cyfrowej firm produkcyjnych, które dostosowują się do przemysłu 4.0. Wśród najbardziej poszukiwanych pracowników są tu specjaliści ds. sztucznej inteligencji (zarabiają obecnie 18–28 tys. zł brutto), analitycy danych, czyli data scientists (ich stawki to 18–22 tys. zł brutto), inżynierowie uczenia maszynowego – z zarobkami około 22 tys. zł brutto. Wyraźnie niższe płace, rzędu 7 tys. zł brutto, dostają na razie inżynierowie robotyki, specjaliści ds. automatyzacji czy specjaliści inżynierii materiałowej, choć z rozwojem przemysłu 4.0 ich stawki powinny wzrosnąć.