W ostatnim czasie słowem robiącym chyba w Europie największą karierę w komentarzach o polityce międzynarodowej jest „koniec”. Dobrze oddaje ono zarówno stan umysłów, jak i emocji Starego Kontynentu.
Rosyjskie społeczeństwo dzieli się na rządzących, milczącą masę biernie płynącą z prądem oraz „durniów”, którzy próbują się borykać. Ci ostatni są zdecydowaną mniejszością.
Masz aktywną subskrypcję?
Zaloguj się lub wypróbuj za darmo
wydanie testowe.
nie masz konta w serwisie? Dołącz do nas