11 września 2001 roku to miał być kolejny niezwykły dzień w redakcji „Rzeczpospolitej” przy Placu Starynkiewicza w Warszawie – bo w gazecie codziennej nie ma zwykłych dni. Jednak tragedia w Ameryce przerosła wszystko. Gdy dzień się kończył i późno w nocy wychodziliśmy z redakcji, byliśmy zdruzgotani i wycieńczeni. Ale dumni z gazety, którą właśnie zrobiliśmy.
Świat, który dopiero co się otworzył, nagle znów się skurczył. Nie chodzi o to, że podróże stały się trudniejsze: nic tak nie wyrzeźbiło współczesności jak 11 września – no więc świat stał się mały, bo odtąd wszystko było ze sobą jeszcze mocniej powiązane.