Debiut SpaceX na nowojorskiej giełdzie Nasdaq i wycena na poziomie 2,1 bln dol. na piątkowym zamknięciu mogły wprawić w osłupienie. Aby zrozumieć skalę tej wyceny, warto przeliczyć ją na realne zasoby. Przy obecnym kursie dolara daje to 7,7 bln zł. Za tę kwotę moglibyśmy finansować program „Rodzina 800+” przez niemal 125 lat. Te same pieniądze pozwoliłyby na wybudowanie ponad 150 tys. km szybkich dróg, 30 razy więcej niż mamy w Polsce. Mówimy o kwocie stanowiącej dwukrotność rocznego PKB Polski.

Czytaj więcej

Geopolityka, Musk i AI. Skąd bierze się astronomiczna wycena SpaceX

W przypadku SpaceX wycena to 90–100 rocznych przychodów. Inwestorzy kupują obietnicę dominacji technologicznej w kosmosie, wiarę w przełom związany z AI oraz nieomylność kierującego spółką Elona Muska. SpaceX nie jest nawet na podium tego wyścigu o coraz bardziej szalone wyceny, przeważnie napędzanego wiarą w AI. Liderem pozostaje Nvidia, której kapitalizacja przekroczyła już 5 bln dol. Tymczasem w kolejce na giełdę i po bilionowe wyceny ustawiają się już kolejni gracze, jak OpenAI czy Anthropic.

Dotcomy, tulipany i ten sam mechanizm

Co najmniej od roku inwestorzy i eksperci od rynków kapitałowych zadają sobie pytanie: czy to jeszcze normalny rynek, czy już czyste szaleństwo? Zwolennicy obecnych wycen argumentują, że inwestorzy zawsze kupują przyszłość. Wskazują na fundamentalną zmianę: sztuczna inteligencja ma zrewolucjonizować gospodarkę, medycynę i codzienne życie. I nie musi to być błędne założenie – internet również zmienił świat, nawet bardziej niż przewidywano. Problem w tym, że dokładnie te same argumenty słyszeliśmy w 1999 r., gdy każda spółka posiadająca w nazwie „.com” zyskiwała na wartości setki procent w kilka dni. Wtedy też tłumaczono, że internet zmieni wszystko. I rzeczywiście zmienił – tyle że większość ówczesnych liderów giełdy zbankrutowała, zanim ta zmiana nastąpiła.

Czytaj więcej

Tysiące pracowników SpaceX Muska mają zostać milionerami. Nawet spawacze i kucharze

Mechanizm psychologiczny bańki spekulacyjnej pozostaje niezmienny od stuleci, ponieważ jest głęboko wpisany w ludzką naturę – napędzają go chciwość oraz lęk przed pominięciem okazji. W XVII-wiecznej Holandii, podczas słynnej tulipanomanii, za jedną cebulkę rzadkiej odmiany tulipana oferowano kamienice w Amsterdamie lub dobrze prosperujące gospodarstwa rolne wraz z inwentarzem. Ludzie porzucali swoje profesje, by spekulować kwiatami, wierząc, że ceny będą rosnąć w nieskończoność. Gdy rynek zderzył się z brakiem gotówki, system runął, zostawiając tysiące bankrutów z bezwartościowymi roślinami w rękach. Dziś „tulipany” mogą mieć postać cyfrowych tokenów czy akcji spółek AI.

Rewolucja może być prawdziwa. Cena niekoniecznie

Czy w tej sytuacji rządy lub banki centralne powinny interweniować? To nie komunizm. Urzędnicy nie mają mandatu do ustalania „sprawiedliwej” i „adekwatnej” wyceny prywatnych firm. Nie mają też skutecznych instrumentów. Ceny aktywów mogą rosnąć tak długo, jak długo są na nie chętni. Najlepszym tego dowodem był bezprecedensowy boom na kryptowaluty, za którymi nie stoi żadna instytucja, a jedynie zbiorowa wiara w szybki zysk.

Rewolucja technologiczna, którą obserwujemy, jest prawdziwa, ale wyceny jej głównych aktorów mogą okazać się fikcją, a ich część jedynie niezwykle drogimi, cyfrowymi tulipanami. Niestety, o tym, kto faktycznie buduje przyszłość, a kto jedynie pompował bańkę, inwestorzy dowiedzą się dopiero w tradycyjny sposób – po jej pęknięciu.