Rozłam w PiS pozwala dostrzec strategię premiera: jedna
lista zbierająca wszystkich sojuszników (którzy się zasłużą), do tego osobno Nowa
Lewica – i wspólny rząd po wyborach. To metoda liczenia głosów ma załatwić to,
czego nie udało się dowieźć koalicji. Różnica między pierwszym i drugim
ugrupowaniem stanowi w systemie d’Hondta czynnik decydujący o możliwości
utworzenia rządu. Sondażowy spadek PiS do kilkunastu procent poparcia po
odejściu ludzi Morawieckiego to czynnik, który może pracować dla Koalicji
Obywatelskiej lepiej niż najwytrawniejsi spin doktorzy.