Tym bardziej, że na razie nie ma co oglądać. Na pewno byłoby inaczej, gdyby na mundialu znaleźli się polscy piłkarze. Bez nich emocje są dużo mniejsze i jeśli już ktoś (czyli mimo wszystko, pewnie miliony ludzi) decyduje się na zarywanie nocy, to stara się znaleźć jakiegoś faworyta zastępczego, któremu będzie kibicował.

Z tym też jest problem, ponieważ w dotychczas rozegranych meczach niełatwo kogoś takiego znaleźć. Na spotkaniu otwierającym turniej Meksykanie byli słabi, a piłkarze z RPA jeszcze słabsi. Czesi przegrywają z Koreańczykami, którzy już (jak w roku 2002) nie potrzebują pomocy sędziów, żeby zwyciężać.

Katar – Szwajcaria. Co się stało z VAR?

Przed czterema laty Katar na swoich mundialowych boiskach przegrał wszystkie trzy mecze, teraz też był skazany na porażkę, bo Szwajcaria jest znacznie wyżej notowana. Przebieg gry to potwierdzał. Coś dziwnego musiało się stać z funkcjonowaniem VAR, skoro sędzia bez wahania, mimo wątpliwości dotyczących spalonego, przyznał Szwajcarom rzut karny.

W roku 1982, na mundialu w Hiszpanii, kiedy Kuwejt przegrywał z Francją 1:3 i dostał czwartą bramkę, jego zawodnicy, w poczuciu sędziowskiej krzywdy, chcieli zejść z boiska. Z trybuny honorowej wszedł na nie prezydent federacji, szejk, krewny emira Kuwejtu i wymusił zmianę decyzji arbitra.

Dziś, niezależnie od finansowej pozycji szejków z Zatoki Perskiej, którzy mogą kupić wszystko, z mundialem włącznie, coś takiego byłoby niemożliwe. Katarczycy przegrywali więc 0:1, ich poturbowany bramkarz kilkakrotnie bronił bardzo trudne strzały, a w ostatniej minucie doliczonego czasu jego kolega z ataku strzelił głową wyrównującego gola. Coś takiego budzi sympatię dla pozornie słabszych.

Mundial. Niespodzianek będzie więcej 

To jedna z pierwszych sensacji, a Szwajcarzy są sami sobie winni. Podobnie jak Turcy, którzy mimo przewagi przegrali 0:2 z Australią. Niespodzianek będzie więcej.

Czytaj więcej

Maroko – Brazylia. Remis w hicie fazy grupowej, Canarinhos uratował Vinicius Junior

Nie jest nią remis Brazylii z Marokiem. Pięciokrotni mistrzowie świata pewnie znowu nie zdobędą szóstego tytułu, bo od kiedy najlepsi (a więc wszyscy) zarabiają miliony w bogatych klubach poza granicami swojego kraju, myślą bardziej o swoich kontach.

W reprezentacji pozostają indywidualistami, których wprawdzie ogląda się z przyjemnością, ale ich umiejętności techniczne nie są wykorzystywane w grze zespołowej. To jest jeszcze „joga bonito” – piękna gra dająca radość, ale nie zawsze przynosząca zwycięstwa. Maroko zrobiło lepsze wrażenie i to też jest znak czasu. Przecież to czwarta drużyna poprzedniego mundialu.

Być może trzeba będzie zarywać noce, kiedy na boiska wyjdą już wszystkie najlepsze drużyny. Na razie więcej niż o meczach mówi się o dziwnych w kolorze koszulkach Szwajcarii (mnie to nie razi), o tym, czy na ceremonii otwarcia mundialu Shakira śpiewała z playbacku, i oczekuje się na kolejne wypowiedzi lub decyzje Donalda Trumpa czy Gianniego Infantino, bo to dodaje futbolowi cech kabaretowego kolorytu.